poniedziałek, 16 stycznia 2017

Dzieci... nasze dzieci....

Ania ma 6 lat, jej mama piła i biła. Krzyczała i dbała tylko o siebie. Dziecko pojawiło się przypadkiem i traktowane było jak kula u nogi. Któregoś dnia pijana matka zostawiła ją w sklepie. Dziewczynka trafiła do placówki. Po roku urodziło się nowe dziecko. Noworodka matka porzuciła w szpitalu.

Nikola ma 9 lat, była molestowana przez konkubenta matki, odkąd skończyła trzy. On siedzi a matce ją odebrano, bo głodziła dziewczynkę i biła pasem. Powód? Mściła się na dziecku, bo jej facet poszedł przez nie do więzienia.

Trzyletni Wojtek ma zespół Downa, za to nie ma mamy i taty. Nigdy ich nie miał. Zostawiono go w szpitalu.

Monika ma 16 lat. Od 5 roku życia, gdy zabrano ją z meliny od wiecznie pijanych i naćpanych rodziców, przez pięć lat była w różnych domach dziecka. Gdy się pocięła, trafiła do szpitala. Nie zna prawdziwego domu, choć od kilku lat co jakiś czas jak meteor pojawia się obok jej matka.

Wszystkie te dzieci to nasza odpowiedzialność. Rodzice ich nie chcą, nie potrzebują, nie dbają o nie.
Musimy się nimi zaopiekować my i trzeba zrobić to jak najlepiej. Dobro dziecka pozostaje najważniejsze.

Ania, Nikola, Wojtek i Monika przebywają obecnie e w zawodowych rodzinach zastępczych. Są otoczeni troską, zadbani, bezpieczni. Są kochani. Ciągle jednak czekają na swoich biologicznych rodziców. Marzą, że kiedyś do nich wrócą.

Często jestem pytana dlaczego bardziej nie pomaga się rodzicom biologicznym? Czemu finansuje się opiekę sprawowaną przez obcych? Często czytam, że „rodziny zastępcze zarabiają i żyją z dzieci”.

To nie jest prawda. Po pierwsze rodzice Ani, Nikoli, Wojtka i Moniki ich nie chcieli. Nie chcieli też pomocy, by móc się nimi zaopiekować. Takich rodziców jest niestety wielu. Wolą, by dziecko mieszkało w placówce, a sami „kochają najbardziej na tym świecie”.
Po drugie, opieka nad dzieckiem skrzywdzonym, a każde z nich krzywdy doznało, jest niebywale trudna. Codzienna praca nad ich powrotem do normalnego życia to rodzaj powołania. Ponieważ tym dzieciom nie może znowu czegoś brakować, ich opiekunowie dostają pieniądze. Na potrzeby dziecka.

Jakie opcje pomocy ma państwo? Gdzie mogą trafić takie, jak opisane wyżej, dzieci? Albo do systemu (placówka opiekuńczo-wychowawcza lub rodzina zastępcza) albo do rodziny adopcyjnej. Wielu ludzi myli nieustannie rodziny zastępcze i rodziny adopcyjne. Kilka więc słów wyjaśnienia.

Do rodzin zastępczych trafiają dzieci, których biologiczni rodzice są nieznani albo pozbawieni władzy rodzicielskiej lub im ją ograniczono. Są różne rodziny zastępcze:
1. rodzina zastępcza spokrewniona i rodzina zastępcza niespokrewniona;
2. rodzina zastępcza zawodowa (co najmniej trójka dzieci) i rodzina zastępcza niezawodowa (jedno lub dwójka dzieci).

Rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoba samotna, spełniająca określone ustawą warunki. Rodzina zastępcza – w zamyśle - to pomoc tylko czasowa, żeby nie powiedzieć doraźna. Jeśli sąd zdecyduje, rodzice zastępczy mają obowiązek umożliwić rodzicom biologicznym kontakt z dzieckiem, a gdy rodzicie naturalni odzyskują pełnię praw do opieki, wtedy dziecko po prostu do nich wraca. Rodzice zastępczy muszą dbać o dobre relacje swojego podopiecznego z rodzicami naturalnymi, nawet jeśli ci ostatni nie stają na wysokości zadania. Mama Moniki pojawia się i znika, dziewczyna cierpi a wspiera ją tylko „ciocia” z rodziny zastępczej. Ale zarówno „ciocia” jak i Monika widzą, że jeśli tylko matka zawoła, tylko da szansę, Monika pobiegnie do niej – bo to „prawdziwa mamusia”. Mimo wszystko i na zawsze mamusia.

Do rodziny adopcyjnej trafiają dzieci, mówiąc językiem prawniczym – „gdy sąd rodzinny formalnie ustanowi więź prawną pomiędzy przysposabianym (dziecko) i przysposabiającymi (rodzice)”. Krótko mówiąc adopcja, czyli przysposobienie dziecka, to przyjęcie go do rodziny. Rodzice adopcyjni mają takie same prawa i obowiązki jak rodzice biologiczni. 

Rodzina zastępcza pozostaje pod stałą kontrolą sądu. Otrzymuje wsparcie – również finansowe. Pieniądze te mają częściowo pokrywać koszty związane z utrzymaniem dziecka. Rodzina adopcyjna pomocy finansowej nie otrzymuje, nikt także jej nie kontroluje.
Adopcja to decyzja na całe życie. Daje te same prawa i obowiązki, jakie mają naturalni rodzice dziecka. Rodzina zastępcza zaś jest tylko czasową formą pomocy. Nawet jeśli ten czas kończy się wraz z ukończeniem 18 roku życia.

piątek, 13 stycznia 2017

Trzynastego wszystko zdarzyć się może....


1.  Krótko obcinane włosy stają się mocniejsze
 ...grubsze i gęstsze. To niestety między bajki trzeba włożyć. Tak się nam tylko wydaje, bo długie, nieobcinane włosy mają „zaokrąglone” końcówki, a krótkie, obcięte mają ostre końcówki. 
2. Herbata słodzona miodem jest zdrowsza
Miód ma wiele zalet, jednak po podgrzaniu do ponad 40 stopni staje się smaczną, choć generalnie bezwartościową mieszaniną glukozy i fruktozy. Traci niemal wszystkie właściwości lecznicze, ulatnia się też większość olejków eterycznych. Można więc słodzić herbatę miodem, ale pomoże nam to najwyżej przybrać na wadze. 

3. Woda utleniona dezynfekuje rany
Woda utleniona nie likwiduje zarazków w ranie. Za to efektownie pieni się i szczypie, co może sprawiać dobre wrażenie. Na dodatek uszkadza zdrowe tkanki wokół rany, utrudniając gojenie. Lepiej przemyć skaleczenia wodą z mydłem.

4. Dziewczynki są z natury gorsze z przedmiotów ścisłych
Dziewczynki nie są gorsze z przedmiotów ścisłych z natury, tylko z powodów społeczno-kulturowych.
Badania wykazały, że chłopcy poradzili sobie z zadaniami lepiej niż dziewczynki. ale tylko  w krajach niemających problemu z równouprawnieniem. Np w Skandynawii dziewczynki świetnie radzą sobie z matematyką, a w państwach takich jak Turcja dyskryminowana płeć osiąga dużo gorsze wyniki.

5. Dzieci nie mogą pić zimnych napojów
Kilkumiesięczne dzieci nie powinny pić bardzo zimnych napojów, ponieważ może to spowodować czkawkę. Nie ma przeciwwskazań, by dziecko przedszkolne piło płyny z lodówki (oczywiście jeśli chce i lubi). Podczas upałów picie chłodnych – choć nie lodowatych – napojów jest zalecane.

6. Siedzenie prosto jest zdrowe
Siedzenie prosto może zaszkodzić. Zdrowym siedzeniem nie można nazwać utrzymywania kąta prostego między udami a plecami. Powinno się łagodnie wyginać odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Lepiej więc zsunąć się z siedzenia i odrobinę wygiąć plecy, niż siedzieć ładnie i niezdrowo.

7. Podczas krwotoku z nosa należy odchylić głowę do tyłu i położyć na karku zimny okład
Okład na kark nie ma wpływu na krew lecącą z nosa. Jedynym efektem odchylania głowy jest to, że krew ścieka do gardła i żołądka, co może doprowadzić do wymiotów. Żeby zatamować krwotok, trzeba pochylić głowę do przodu i zacisnąć palcami nos na styku twardej i miękkiej części. Trzeba wytrzymaj kilka minut, a krwotok minie.

8. Na grypę najlepszy jest antybiotyk
Antybiotyki zabijają bakterie, a nie wirusy, tymczasem grypa jest typową chorobą wirusową.

9. Kuchenki mikrofalowe niszczą składniki odżywcze
Gotowanie i pieczenie mogą niszczyć je w równym stopniu. Problemem jest nierównomierne podgrzewanie żywności. Krótkie podgrzewanie w mikrofalówce może nie zabić niektórych chorobotwórczych bakterii mogących znajdować się w jedzeniu.

10. W ciąży dziewczynka odbiera urodę matce
Nie odbiera na pewno. Żadne badania nie wykazały związku między urodą lub jej brakiem u matki a płcią dziecka. 

A w jakie dziwactwa wierzą wasze mamy i teściowe….? I inni znani wam ludzie?

/utworzona przez użytkownika SN w dniu 21 stycznia 2011 o 18:21/
*na podstawie artykułu z Przekróju

środa, 11 stycznia 2017

Wujek z Marsa czyli o wyobraźni

To bardzo stary tekst, ale bardzo go lubię... zapraszam :)


Autorytetem dla pewnego znanego mi 4 latka był kiedyś... „wujek z Marsa”. Znajomość ta trwała kilka lat. Początkowo rodzice bagatelizowali tę sprawę, ale „wujek z Marsa” zawsze był przywoływany w sytuacjach trudnych lub konfliktowych. Chłopiec nie dawał się przekonać do niczego, czego nie zaakceptował „wujek z Marsa” lub czego tamten nie uzgodnił z rodzicami. Za każdym razem, gdy mama lub tata wymagali, prosili czy nakazywali, „pojawiał” się „wujek z Marsa”. Chłopiec ciągle odwoływał się do jego dobroci, wiedzy czy sprawiedliwości. Często było słychać, że „wujek z Marsa zawsze pozwala mi jeść tyle lodów ile chcę”. „wujek z Marsa nigdy nie każe mi iść spać przed 23”czy :bo poskarżę się  wujkowi z Marsa" itd.

Rodzice w zasadzie nie wiedzieli nic więcej o „wujku z Marsa”, ponad to, że kocha on chłopca miłością bezwarunkową, że niczego nie wymaga i na wszystko pozwala. Nigdy nie zdarzało się, że chłopiec dopominał się dla „wujka z Marsa”  o miejsce przy stole, czy w samochodzie na wycieczce do lasu. Ale zawsze w tajemniczy sposób był on tam gdzie chłopiec. Po kilku latach w równie tajemniczy sposób zniknął, tak z dnia na dzień.

Znałam 5 letnie siostry bliźniaczki, które miały wyimaginowaną trzecią siostrę. Tu sytuacja wyglądała nieco inaczej. Ta trzecia zawsze musiała mieć swoje miejsce przy stole, opowieści o jej niezwykłych wyczynach i możliwościach zabierały dziewczynkom strasznie dużo energii. Mama  zmuszana była do kupowania trzech zabawek i  pamiętania o witaniu się i całowaniu na dobranoc także niewidzialnej siostry. Każda próba mamy rozstania się z siostrą, wzbudzała histerie bliźniaczek. Niestety siostra nie znikała i trzeba było poprosić o pomoc psychologa.

Obie te sytuacje są w zasadzie normalne. Małe dziecko może się bowiem czuć nieco zagubione w świecie ludzi dorosłych. Jest to powód dla którego wymyślają sobie „kogoś” -przyjaciela, siostrę, „wujka z Marsa” - który wiele rzeczy umie robić lepiej, jest mądrzejszy, bardziej sprawiedliwy i ma masę przygód.  Z tym wymyślonym „kimś”  dziecko czuje się silniejsze i bardziej pewne siebie. Zdarza się, że można "schować się" za tę postać lub na tego wymyślonego „kogoś” daje się zrzucić winę.
Badania psychologów pokazały, że dzieci, mające wymyślonego przyjaciela, są mniej agresywne, lepiej radzą sobie w grupie i współdziałają z innymi oraz lepiej się koncentrują. Więc jak widać, ma to więcej zalet niż wad.

Wyobraźnia to proces poznawczy, opisywany jako umiejętność przypomnienia sobie lub wytworzenia w umyśle dowolnych bodźców odbieranych przez zmysły: obrazów, dźwięków, zapachów, smaków, wrażeń dotykowych. Zdolnością tą obdarzeni są wszyscy ludzie ale jest ona w różnym stopniu rozwinięta u różnych osób.

Wyobraźnia dzieci ujawnia się oczywiście nie tylko w opowieściach o wyimaginowanych  postaciach.
U dzieci najczęstsza jest wyobraźnia twórcza kierowana, co znaczy, że to my dorośli musimy dać dziecku inspirację. Wyobraźnię możemy rozwijać poprzez: czytanie bajki, puszczanie muzyki pod wpływem której dziecko maluje (rysuje), słuchanie radia i wyobrażanie sobie bohaterów i sytuacje, opowiadanie wymyślonych bajek, układanie opowiadań, wierszyków, życzeń itd.

Jest jedna ważna rzecz przy rozwijaniu wyobraźni. Dorosły musi umieć wejść w świat dziecka, by umieć odróżnić kłamstwo od fikcji i wyobraźni.
Dzieci często tworzą własny niekiedy bardzo skomplikowany świat. Uwielbiają nazywać rzeczy po swojemu i są do tych nazw przywiązane. Dzieje się tak dlatego, że dzieci rozumieją i znają tylko elementy otaczającej je rzeczywiści, a luki wypełniają wyobraźnią. Tak jak by układały puzzle. W taki sposób  dzieci wyjaśniają same sobie rzeczy dla nich niejasne i trudne.
Bogata wyobraźnia pozwala więc uporać się dzieciom z trudnymi sytuacjami. Wymyślania zdarzeń i osób pomaga często zapanować nad przeżyciami. Wyobraźnia umożliwia przewidywanie, ułatwia uczenie się, bywa ucieczką od problemów, może pełnić rolę terapeutyczną. Dziecko, które nie radzi sobie z rzeczywistością często ucieka w świat imaginacji.

Warto pamiętać, że wyobraźnia to podstawowe źródło twórczości i działalności zabawowej dziecka.
Program nauczania we współczesnej szkole skoncentrowany jest na rozwijaniu lewej półkuli mózgu. Uczy się więc dzieci logicznego myślenia, wyrabia zdolności analityczne, rozwija krytycyzm i pragmatyzm. Dobrze by się działo, gdyby nowoczesna szkoła doceniała wyobraźnię i kształciła umiejętności wizualizacji.  Zdolności wizualizacyjne prawej półkuli są doskonałym narzędziem w procesie uczenia się. Warto więc, by poświęcano większą uwagę rozwojowi prawej półkuli, bo jest ona siedzibą intuicji i emocji i myślenia obrazowego. Prawa półkula jest najaktywniejszą częścią mózgu artystów, muzyków, naukowców, czyli tych, którzy pracują twórczo.

Nie ulega jednak wątpliwości, że dla pełnego i harmonijnego rozwoju człowieka potrzebne jest rozwijanie obu półkul mózgowych. Einstein twierdził, że wyobraźnia jest nawet ważniejsza od rozumu. Największe umysły współczesnego świata  nauki podkreślają potrzebę współpracy obu półkul mózgowych.
Dziecko rodzi się z żywą i bogatą wyobraźnią. Chociaż przychodzi z nią na świat, to nie trenowana staje się słabsza. Z wyobraźnią jest tak jak z mięśniami. Jeśli jej nie wykorzystujemy regularnie, staje się słabsza. Zdarzyć się też może, że tracimy tę zdolność.
I wtedy świat staje się szary.I jest to strata niepowetowana.

wtorek, 10 stycznia 2017

Kaziu.. powiedz wierszyk...

Czasem zdarza się, że dzieci mają mało pewności siebie. Uważają, że wszystko robią źle i co za tym idzie nie podejmują wyzwań i zadań. Naturalne jest, że martwi to rodziców.Pewność siebie, to jedna z najbardziej potrzebnych cech w życiu. Poczucie własnej wartości to sposób w jaki myślimy o sobie. Dziecko myśli o sobie to, co myślą o nim rodzice i widzi siebie tak, jak je postrzegają. Poczucie wartości, czy mówiąc potocznie - pewność siebie składa się z kilku elementów. Na większość z nich wpływ mają właśnie rodzice.
Możemy pomóc dziecku wyrosnąć na spokojnego, otwartego i pewnego siebie człowieka, zwracając uwagę na kilka rzeczy.

1. Miłość bezwarunkowa
Dziecko musi czuć, że jest kochane. Kochane nie za to, co robi czy jakie jest ale za to, że jest. Każde dziecko chciałoby codziennie słyszeć od rodziców:  „jesteś dla mnie najważniejszy“, „ bardzo cię kocham“, „dzięki Tobie jesteśmy szczęśliwi“. Ale to czy czuje się kochane zależy bardziej od tego, co robimy niż, co mówimy. Zależy od tego ile czasu i uwagi mu poświęcamy. Czy znamy nasze dziecko, jego marzenia, lęki. Czy lubimy słuchać jego opowieści o świecie i o sobie….

2. Zaufanie
To, że można na sobie polegać  jest jednym z ważniejszych elementów poczucia własnej wartości. Dziecko musi zrozumieć i przyzwyczaić się, że może polegać i ufać swoim emocjom i pragnieniom. Jak więc to osiągnąć? Poprzez trening. Jeśli od najwcześniejszych lat pozwalamy dziecku podejmować decyzje, swobodnie odkrywać świat, kierować się ciekawością - uczymy malucha, że może zaufać sobie, swojej intuicji.
Zadaniem rodzica jest nauczyć dziecko jak odróżnić dobro od zła. Często rodzice zamiast uczyć jak radzić sobie w konkretnych sytuacjach stają się nadopiekuńczy. Trzeba wytłumaczyć dziecku  jak dostrzegać w otaczającym świecie możliwości zamiast uwypuklać zagrożenia.
Nieufność dziecka wobec świata zależy od tego co słyszało od rodziców. Jeśli mówimy wyłącznie ostrzegamy przed niebezpieczeństwami to nie dziwmy się, że jest nieufne i niepewne.

3.Porównywanie
Nie porównujmy swojego dziecka do innych. Jeśli koniecznie chcecie to robić to, porównujcie je z nim samym.  Ostatnio tego nie umiałeś a dziś, proszę jak Ci świetnie idzie. Dostrzegajcie jego własne postępy.

4. Krytyka
Zbyt często robimy różne rzeczy, które nasze dzieci odbierają jako krytykę. Chociaż wiemy, że nic tak nie dodaje skrzydeł, jak pochwała a jednak wobec dzieci stosujemy odwrotną strategię. Nieustannie a czasem jedynie wskazujemy co trzeba było zrobić lepiej. Ciągle pytamy co i jak zrobili inni. Dzieci z niską samooceną są bardzo wrażliwe  i słyszą krytykę i nawet tam, gdzie jej nie ma.

5. Pochwały
Nie chodzi o to, by chwalić nawykowo, bezrefleksyjnie. Dziecko natychmiast wyczuje fałsz i przestanie nam wierzyć. Chodzi o to, by widzieć to, co dla dziecka jest osiągnięciem, pokonaniem trudności, zdobyciem nowych umiejętności. Możemy znaleźć wiele okazji, by chwalić. Codziennie zadawajmy sobie pytanie "co dobrego i miłego" wydarzyło się dziś mojemu dziecku i mówmy mu o tym.

6. Wymagania
Od rodziców zależy, czy  dziecko będzie miało okazję sprawdzać się w różnych nowych dla siebie sytuacjach. Dziecko często doświadcza poczucia bezradności bo ustawiona przez rodziców poprzeczka jest zbyt wysoko. Czasem jednak się zniechęca bo osiągnięcie celu nie wymaga wysiłku. Musimy bardzo uważnie obserwować malca bo to co wczoraj było dla niego zbyt trudne dziś może być proste.

7. Uczenie się na błędach
Dzieciom czasami trudno pogodzić się ze swoimi błędami. Gdy my nie akceptujemy ani swoich ani cudzych błędów podobne problemy mają nasze dzieci.
Trzeba nauczyć się traktować błędy jako część nauki, okazję do zastanowienia się nad sobą. Zbyt surowa ocena błędów wywołuje u dziecka lęk przed ich popełnianiem a to z kolei prowadzi do nadmiernego perfekcjonizmu, który potrafi paraliżować wszelkie działania.

8. Porażka.
Efektem błędów bywają porażki. Nauczmy dziecko jak sobie z nimi poradzić. Gorsza ocena w szkole, czy słaby wynik w grze z kolegami to nie powód do załamania a jedynie dodatkowa motywacja, by ćwiczyć swoje umiejętności i następnym razem zrobić to lepiej.

Często ludziom wydaje się, że mało od nich w życiu zależy. Tak mało, że nie warto próbować nic zmieniać. To nieprawda. Jeśli wychowano nas  na pewnego siebie człowieka… to wszystko możemy bardzo wiele!!!!

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Spontaniczna ludzka skłonność - czyli o stereotypach w wychowaniu

Stereotypy czy mity dotyczące wychowania są niebywale niebezpieczne dla tego procesu oraz dla sposobu myślenia o dziecku w ogóle. Niestety często przechodzą z pokolenia na pokolenie i bardzo trudno przekonać nawet młodych rodziców, by zmienili swoje myślenie i działanie.  Mity dotyczą wielu różnych dziedzin. Przedstawię te najczęstsze:
Bywają dzieci złe „od urodzenia”
Nieprawda! Dzieci, choć mają różne temperamenty i sprawność psychomotoryczną, nie rodzą się złe, głupie, ani leniwe! Mogą takie się stać, jeśli nie wskażemy im norm zachowania, nie wytyczymy nieprzekraczalnych granic i nie będziemy konsekwentni w swych wymaganiach, co do ich przestrzegania. Wbrew pozorom, dzieci czują się lepiej, gdy wyraźnie widzą, co jest dobre, a co złe. To my dorośli naszą ciężką pracą wychowawczą uczymy kłamać, bić inne dzieci, histeryzować i wymuszać. Pomyślmy o tym zanim nasze dziecko stanie się mistrzem świata w manipulacji.

Chłopcy nie powinni bawić się lalkami
Nieprawda! Dzieci mogą a wręcz powinny bawić się zabawkami takimi na jakie mają ochotę. Za kilkanaście lat chłopiec bawiący się w dzieciństwie lalką będzie dumnym ojcem bawiącym się ZE swoim dzieckiem - jak kiedyś z lalką. Tyle że mądrzej i bardziej odpowiedzialnie. Podobnie dziewczynki mogą mieć wielki garaż i masę samochodzików. Nie ma zabawek przypisanych do płci dziecka. 

Telewizja i komputer to samo zło
Nieprawda! Oczywiście, że wszystko w nadmiarze szkodzi. Ale to „okno na świat” może być naszym sprzymierzeńcem i przyjacielem dziecka. Trzeba tylko wiedzieć jak je wykorzystać. W TV jest sporo ciekawych treści, trzeba umieć je znaleźć i spożytkować. Koniecznie trzeba umieć spędzać z dzieckiem czas poza oglądaniem TV i zabawą przy komputerze. Trzeba mieć dobrą i mocną ofertę by dziecko chciało być z nami a nie spędzać czas przed kolorowym ekranem. Nasza w tym głowa. I trzeba nią ruszyć.

Niejadka powinno się zmuszać do jedzenia
Nieprawda! Dziecko ma prawo do niejedzenia. Rodzic powinien decydować o tym CO i KIEDY dziecko ma zjadać. Ale to samo dziecko niezależnie od wieku powinno decydować ILE je. Dziecko  tak jak każdy człowiek ma prawo do swoich smaków, do potraw ulubionych  i znienawidzonych. Większość dzieci je „uszami. oczami i nosem”. Oczami bo jedzenie powinno ładnie wyglądać. Uszami bo dobrze jak ładnie się nazywa. I nosem bo powinno ładnie i zachęcająco pachnieć. Spełnienie tych warunków powoduje ze nasze dziecko nie traktuje jedzenia jako kary.

Grube dziecko to zdrowe dziecko
Nieprawda! To jeden z poglądów z którymi bardzo trudno walczyć. Każda mama powinna jednak pamiętać, że komórki tłuszczowe tworzą się raz na cale życie. Więc jeśli rodzice nie chcą by dziecko zawsze już było grubaskiem albo całe życie się odchudzało, to niech może jeszcze raz pomyślą nim wmuszą w małego człowieka kolejny posiłek. Dziecko grube to także dziecko nieszczęśliwe, wg badań najczęściej odrzucane przez rówieśników.

Dziewczynki powinny być słodkie i miłe
Nieprawda! Bo niby dlaczego? Dziewczynka też człowiek i może uwielbiać wspinać się na drzewa, grać w piłkę i brudzić się. Dziewczynki także mogą być uparciuchami i małymi złośnicami. To że są dziewczynkami nie powinno im narzucać jakiegoś specjalnego ( czytaj:grzecznego) zachowania. Dziewczynki gdy już wyrosną na dzielne kobiety mogą przecież zdobywać góry, pracować ramię w ramię z mężczyznami. A nawet lepiej:)

Dzieci nie lubią się uczyć
Nieprawda! Dzieci uwielbiają się uczyć. Wystarczy popatrzeć z jakim zapałem poznają świat. Ile wysiłku wkładają w eksplorację środowiska wokół nich. Problem polega jednak na tym, że nie zawsze chcą się uczyć w szkole. Ale to jest niestety „zasługa” nas dorosłych. Bo przecież często mówimy „jesteś niegrzeczny, idź do siebie i się ucz”. A to znaczy że dzieciom wydaje się, że uczą się za karę.  Więc nie chcą tej kary. I kółko się zamyka. Nauka może i powinna być wielką przygodą.

Jeden klaps nie zaszkodzi
Nieprawda! może zaszkodzić i jeden klaps. Każdy klaps jest atakiem na godność dziecka, budzi lęk, który zaburza myślenie i zapamiętywanie, uczy przemocy, niszczy autorytet rodzica. 
Kolejne nawet pojedyncze klapsy stają się coraz mocniejsze  co może prowadzić do urazów fizycznych . Każdy klaps przyczynia się do zwiększenia ilości zachowań agresywnych u dziecka . I na zakończenie klaps wymierzony dziecku to udawanie, że ma on funkcję edukacyjną , podczas gdy zazwyczaj jest po prostu wyładowaniem złości, frustracji i poczucia niemocy rodzica.
Nie oszukujmy się.  NIGDY nie kończy się na jednym klapsie! Klaps to także przemoc. A może warto spróbować inaczej?
Pomyślcie o tym!

niedziela, 8 stycznia 2017

Jesteśmy w ciąży - czyli "tatowa" kariera ciążowa.

Drogi tato.

Być może zwróciłeś uwagę, że od czasu, gdy dowiedziałeś się, że Ona spodziewa się dziecka, Twoje samopoczucie uległo zmianie. Nie musi tak być, ale jeśli tak właśnie jest, to być może doświadczasz czegoś, co nazwano mianem „kariery ciążowej”.
Przebieg ciąży partnerki ma zazwyczaj znaczny wpływ na jakość i Twojego życia. Możesz napotkać problemy czy zmiany dotyczące stanu swego zdrowia i zachowań społecznych.
Lekarze nazywają „karierą ciążową” psychosomatyczny stan współodczuwania ciąży przez partnera ciężarnej kobiety. W ludzkim języku znaczy to tyle, że u mężczyzny występują objawy,  nie mające żadnej wewnętrznej przyczyny a wiążące się psychologicznie jedynie z ciążą partnerki.
Różne badania podają, że od 11 do 65 procent oczekujących na potomka ojców„cierpi“ na tego typu dolegliwości.
Jeśli stwierdzasz u siebie:
- zmiany apetytu,
- nadmierny wzrost wagi
- mdłości, niestrawności, biegunki lub zaparcia bez konkretnego powodu,
- huśtawki nastrojów,
- pragnienia żywieniowe, czyli tzw. zachcianki
- częściej niż wcześniej bóle głowy, bóle zębów czy krzyża
to z pewnością właśnie doświadczasz „kariery ciążowej“. Jesteś więc tak jak twoja partentka „przy nadziei“.
Uważa się, że objawy te są najsilniejsze w czasie trzeciego i czwartego miesiąca ciąży, a potem tuż przed zbliżającym się porodem. Wszystkie symptomy zanikają po narodzeniu się dziecka.

Pewnie nieraz zastanawiasz się, co się dzieje w jej brzuchu? Tam rośnie człowiek. Proponuję sięgnąć po przewodnik po ciąży. Jest ich na rynku całe mnóstwo. A jeśli uważasz, że to za trudne, nieciekawe, niejasno napisane (niepotrzebne skreślić), po prostu zapytaj swoją partnerkę. Ona na pewno opowie ci wszystko, nie tylko ze szczegółami, ale jeszcze dodatkowo z przyjemnością.



A co się dzieje w Twojej głowie? Na to pytanie sam musisz sobie odpowiedzieć. Czy bardziej się boisz? Czy bardziej jesteś dumny? Czy wolisz syna, czy córkę? Czy już wiesz, do jakiej wyższej szkoły zapiszesz swoje dziecko? I o czym na pewno mu nie opowiesz. Nigdy!! Czy chcesz być przy porodzie? Czy jesteś gotowy na szkołę rodzenia? Po co ci ona do szczęścia? A może to strata czasu? Czego można dowiedzieć się na tych zajęciach? Czy samodzielna lektura prasy i książek nie wystarczy? Czy zajęcia są bezpieczne dla maleństwa? Jak wybrać dobrą szkołę? Itd. Itp.

Jeśli nie jesteś do końca przekonany o zaletach, jakie wynikają z uczestnictwa w szkole rodzenia, zapewne zadajesz sobie podobne pytania.
Pozostańmy więc przy tym temacie.
Na ogół program takich szkół jest podobny i zawiera podstawowe wiadomości potrzebne matce i ojcu. Decyzję o zapisaniu się do szkoły rodzenia powinniście podjąć wspólnie a także skonsultować ją ze swoim lekarzem prowadzącym. Jeżeli nie widzi on żadnych przeciwwskazań zdrowotnych, to już w 20. tygodniu ciąży możecie dzielnie przystąpić do nauki, której efektem ma być bezbólowe lub bezstresowe  narodziny. Niektóre szkoły dokładnie określają moment rozpoczęcia kursu (np. 20., 26. lub 30. tydzień ciąży), inne pozostawiają tę decyzję przyszłym rodzicom.
Zajęcia w szkole rodzenia to doskonałe  źródło wiedzy na temat ciąży, możliwość przygotowania się do porodu, jego przebiegu, procedur obowiązujących w szpitalu, a także rozwoju, karmienia i pielęgnacji noworodka.
Możesz również zadawać pytania na wszystkie interesujące Cię tematy.
A o czym może być mowa?
Omówione zapewne zostaną:
  • prawa pacjenta, czyli twojej partnerki,
  • podstawowe zmiany w ciąży fizjologicznej, czyli jak kobieta się będzie zmieniała, 
  • dieta przyszłej mamy, czyli co jecie, pamiętaj o wspieraniu partnerki,
  • typowe problemy ciężarnych i wskazówki, jak sobie i jej pomóc, czyli „częstosikanie“ i temu podobne.
  • badania konieczne w ciąży, w tym przedporodowe badania dziecka, czyli co musisz zapisać w kalendarzu i pilnować razem z Twoją kobietą,
  • przedstawienie porodu fizjologicznego – co się dzieje podczas porodu krok po kroku, a właściwie parcie po parciu,
  • symptomy zbliżającego się porodu, czyli skąd wiesz, że zaraz się zacznie,
  • potrzebna dokumentacja – walizka rodzącej,
  • rola przyszłego ojca na sali porodowej i jego zadania, czyli dlaczego jak już się na to zdecydujesz, nie powinieneś od razu mdleć
  • fizjologia noworodka czyli jak często malec je i śpi oraz dlaczego właśnie tak,
  • pielęgnacja noworodka (wyprawka, organizacja kącika, kąpiel), czyli jak uniknąć stwierdzeń w rodzaju „nie kąp, bo utopisz”,
  • znaczenie karmienia naturalnego (zasady odżywiania mamy w okresie karmienia piersią, techniki karmienia), czyli dlaczego musisz pożyczyć dziecku na jakiś czasz biust Twojej partnerki 
  • zajęcia praktyczne, czyli na przykład jak i dlaczego Twoja kobieta powinna sapać i stękać,  

Dużo? Chyba nie. Pamiętaj, że są to wiadomości na ogół bardzo pomocne. W szkole rodzenia możecie też podjąć decyzje o tym, jak ma wyglądać wasz poród oraz czy chcesz w nim uczestniczyć.


/rozdział 2 z książki "I Ty możesz być supertatą"/

sobota, 7 stycznia 2017

Za zakrętem…czyli co dziesięciolatek wiedzieć powinien...

Wczoraj jedna z mam zapytała mnie, jakie pojęcia powinien znać dziesięciolatek.
W pierwszej chwili pomyślałam, że warto by zrobić taką listę, ściągawkę.
Zanim jednak wymyśliłam własne, wrzuciłam zadane pytanie na moim fanpage’u na fb, zaczekałam do wieczora i …  poczytałam odpowiedzi.
Pojawiły się propozycje, które zamieszczam poniżej w porządku alfabetycznym:

Alkoholizm
Autonomia
Choroba
Dom dziecka
Homoseksualizm
Inne wyznania
Inny kolor skóry
Molestowanie
Narkomania i inne nałogi
Niepełnosprawność
Pedofilia
Polityka
Rozwód
Schronisko dla zwierząt
Skąd się biorą dzieci
Szacunek
Śmierć
Tolerancja
Wyrzuty sumienia
Zabijanie zwierząt

Niezła lista startowa. Prawda? Taka zdrowo rozsądkowa…
Generalnie padały rady, by odpowiadać, gdy dziecko pyta, rozmawiać o tym co dziecko otacza, co je interesuje. Pełna zgoda.
Oczywiście, zgadzamy się także w tym, że należy reagować i na bieżąco omawiać pytania, które młody człowiek przynosi ze szkoły oraz nie unikać trudnych tematów.
Krótko mówiąc pozostawać do dyspozycji, ale nie wychodzić przed szereg. Pisałyście, by namawiać do czytania, bo jak dziecko będzie czytać będzie nabierać wiedzy.

Ktoś czuł się zaskoczony, ba nawet załamany postem, nie wiem co prawda czemu, bo akurat uważam, że to bardzo ciekawe zagadnienie.

Pojawił się wpis, że nie ma przepisu na dziecko – to oczywiście prawda.
Że nie powinno się stosować widełek – czyli sztywnych ram czasowych na zdobywanie wiedzy –, z tą tezą jednak nie do końca się zgadzam, bo uważam, że są tematy maluchom kompletnie niepotrzebne i zagadnienia, których świadomość, czy może raczej nieświadomość bywa kompromitująca dla „starszaka”.

Moim zdaniem jest dolna granica, bo głupio, gdy nastolatek jeszcze nie wie tego co powinien wiedzieć pięciolatek. A uwierzcie mi,
są na tym świecie rzeczy (jak śpiewał Sojka) …takie.

Oczywiście wygenerowana lista jest nieco uboga, Moim zdaniem z tematów podstawowych brakuje na niej omówienia wartości czy zagadnień związanych ze sprawami finansowymi – niewiedza w tym ostatnim temacie to potężny problem w naszym społeczeństwie. Zabrakło mi praw dziecka, kultury wyższej  czy w ogóle potrzeb i realcji.

Nie zgadam się z tezą, że należy z dzieckiem rozmawiać jedynie o tym co je otacza i czym ono się interesuje. To niejako KONIECZNOŚĆ i niezbędne minimum. Z tym nie ma co w ogóle dyskutować.

Uważam, że musimy poszerzać dziecięce horyzonty, pokazywać „co jest za zakrętem”, rozmawiać o świecie, relacjach, ludziach, zdarzeniach. Oczywiście im więcej ma do zaoferowania rodzic, tym lepiej dla dziecka.
To bardzo widać w szkole, gdzie są dzieci – już na poziomie młodszych klas - których zakres wiedzy o otaczającym świecie wykracza poza przeciętną

Pamiętajcie, by dziecko chciało wiedzieć, musi zostać obudzona potrzeba. Są niestety rodzice uznający, że do trzeciego roku życia nie ma o czym z dziećmi rozmawiać. Oni uznają, że okres żłobkowy to nie czas na edukację a na pielęgnację. Wielu jest takich, którzy przedszkole traktują również jak przechowalnię i nie inwestują lub inwestują niewiele w rozwój intelektualny dziecka w tym wieku. Nie chcąc zabierać dzieciństwa…
To właśnie ci rodzice – najczęściej – gdy dziecko idzie do szkoły mają pretensję, że jest tak dużo nauki. Za dużo dla takiego malucha.
„Bo sześciolatek to jeszcze takie małe dziecko” – znacie?

A
ktywność mózgu trzylatka jest dwukrotnie większa niż u osoby dorosłej, taki stan utrzymuje się mniej więcej do 10. roku życia.
Mądrze stymulowany mózg rozwija się najintensywniej do 6. roku życia – liczba połączeń między neuronami bardzo się zwiększa i w efekcie znacznie przekracza zapotrzebowanie dziecka w tym wieku.

Wiadomo też, że właściwy rozwój polega nie tylko na przyroście komórek nerwowych, ale na wytwarzaniu połączeń między nimi. Połączenia te powstają w efekcie stymulacji, działania bodźców i nowych doświadczeń.
Jeśli mózg nie będzie wykorzystywał powstałych połączeń, nie będzie ich ćwiczył, to zginą.
I nigdy nie powstaną ponownie.

Pamiętajcie więc, że dla waszego i każdego dziecka najważniejsze jest pierwsze 5-6 lat życia. W tym czasie mamy szanse otworzyć jak najwięcej drzwi, przez które później dziecko będzie mogło ruszyć w świat. Zbudowane w mózgu struktury odpowiedzialne za możliwości w dalszym pozwalają nam na rozwój i realizację siebie w życiu. Tak w skrócie.

Krok kolejny to rozbudzanie i wspieranie realizacji potrzeb dziecka – to wy jako rodzice jesteście odpowiedzialni za to.
Oczywiście nie chodzi mi o te z podstawy piramidy Maslowa. Ale o te na samym jej wierzchołku.

Na szczycie się potrzeby samorealizacji. O co w nich chodzi? Są to potrzeby wynikające z dążenia jednostki do zajmowania się tym, do czego czuje powołanie - do zaspokajania własnych ambicji.

Psychologowie podkreślają, że potrzebą najwyższą jest potrzeba samoaktualizacji czyli zaspokajanie potrzeby nabywania wiedzy, zrozumienia świata, poszukiwania doznań estetycznych. 

W uproszczeniu, wspierając zaspokajanie tej potrzeby u dziecka zwiększacie szansę, że wybierze ono zawód, który będzie realizacją jego upodobań i naturalnych predyspozycji, To jeden z elementów czegoś co zwykliśmy nazywać szczęśliwym życiem.
Wszyscy ludzie mają wpisany w geny rozwój. Zwróćcie uwagę, że dziecko nie poddaje się, dopóki nie nauczy się chodzić, mówić. Nie poddaje się, dopóki nie dostanie tego czego w danej chwili pożąda czy potrzebuje.
Niestety wydaje się, że wraz z wiekiem naturalna chęć stawania się lepszym i realizacji marzeń zostaje ograniczona przez liczne ograniczenia. Mimo to, człowiek szuka rozwoju. Robimy to, bo szukamy czegoś więcej. Szukamy dalej i więcej. Nie zadowalamy się tym co tu i teraz.
Rozwój pozwala na podnoszenie jakości życia. Pozwala na czerpanie z niego większej radości, ponieważ coraz lepiej możemy zaspokajać własne potrzeby. Pod warunkiem, że mamy ich świadomość…