czwartek, 24 stycznia 2013

głupiababa

"głupiababa" pisze się jednym wyrazem i małą literą.

Tak zawsze mawiała Ania, żona Andrzeja Jaroszewskiego - dziennikarza radiowego, propagatora jazzzu i świetnego konferansjera - mojego pierwszego ślubnego świadka. 
Ania była osobą wyjątkową, gotowała genialni, a cudeńka z koralików jakie wychodziły spod jej palców były małymi dziełami sztuki. Ale ja nie o tym.

Gdy wyjaśniam dorosłym - rodzicom i opiekunom -, że coś warto, powinno się lub wręcz nie powinno się, że trzeba coś zmienić i iść do przodu, to wielokrotnie słyszę: "ja też tak robiłam i nic się nie stało", "za moich czasów tak robiono i, o co chodzi", "kiedyś to była norma". Osoby takie bronią swojej niekompetencji z mocą obrońcy Częstochowy. Nie szukają, nie sprawdzają, a upierają się. Trwają przy wiedzy, którą wynieśli ze szkoły, zwykle dawno temu. Albo z czasów, które także już minęły.


Opór materii związany z przyswajaniem wyników nowych badań - także naukowych - zdumiewa mnie i, wtedy zawsze przypomina mi się "głupiababa". 

To nie jest inwektywa, to stan ducha i osobowość. To jest określenie poza płcią.
Może się nie podobać, ale dla mnie jest kwintesencją bycia kimś zaściankowym.

Przecież świat nie stoi w miejscu, dowiadujemy się nieustannie nowych rzeczy, zaglądamy głębiej i dokładniej w przedmiot naszych obserwacji. Świat się zmniejszył, ale wiedza - wręcz przeciwnie. 

Bardzo wiele musi się zmienić, by wiele mogło pozostać po staremu. Na tę zmianę trzeba być otwartym. Jak nasze dzieci mają się zdobywać nową wiedzę, skoro sami jesteśmy na nią zamknięci?

To, że kiedyś coś było dobre i mądre, nie znaczy, że jest takie i dziś. Warto, wręcz trzeba uczyć się i szukać, by wiedzieć więcej. W innym razie będziemy zacofani jeszcze bardziej.


O ile, to w ogóle możliwe.

27 komentarzy:

  1. Droga Pani od pouczania, a może zajmie się Pani politykami z pierwszych stron mediów, którzy sa opiniotwórczy i ich podejściem do związków partnerskich!
    Emitują to w telewizji, to znaczy wypowiedzi pisowców i co, mysli pani, że tego nikt nie słyszy, nikt sie na tym nie wzoruje, a więc daremne żale próżny trud, bezsilne złorzeczenia - ole!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powszechnie wiadomo, że ludzie boją się zmian... a już zwłaszcza tacy co już "swoje wiedzą bo swoje przeżyli". Klapki na oczka i do przodu ani kroczka... - pytanie tylko czy warto... (?) NIE WARTO! :) "Inwestowanie" w zmiany mi osobiście ogromnie dużo daje (satysfakcja wielka) choć łatwo nie jest bom uparta jak osiołek (a może i całe stadko)...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Swiat sie zmniejszyl ale wiedza - wrecz przeciwnie." Smutne ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Doroto, może niech się Pani zajmie najpierw własną interpunkcją - bo tu niejeden nauczyciel miałby wiele do powiedzenia! To już zaściankowość czy jeszcze arogancja? A może "głupiababa"? Na pewno wstyd!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm... a może nie szukając dziury w całym skupiłby się szanowny Anonim na treści - sensie wypowiedzi, a nie na złej interpunkcji? Bo czy faktycznie aż tak ważny jest brak przecinka w kontekście braku otwartych horyzontów i braki chęci na zmiany postępowania/myślenia/wychowania (tak nieuniknione de facto?)

      Zamiast atakować - radzę czytać ze zrozumieniem.

      Usuń
    2. He a ja się zastanawiałam, kiedy zacznie Pani wchodzić w dialog ze swoimi czytelnikami bloga. I co?Trzeba być anonimem i wytykać niedociągnięcia :)
      Pani Doroto anonimy Panią ruszają? I to jeszcze takie...nie ma sensu się wgłębiać :)
      Spokojnej nocy.

      Usuń
    3. GAlopek - ja zwykle odpowiadam.. zarzuca mi błędy, więc pytam jakie.. ale ja nienerwowo:):)

      Usuń
  5. Ja myślę, że od interpunkcji jeszcze nikt nie umarł, a od rodzicielskiej głupoty - niejeden. Nauczyciele zazwyczaj pieprzą, jak potłuczeni, z tą interpunkcją. Co innego szkolne wypracowanie, gdzie człowiek się UCZY, a co innego "żywy" tekst, w którym najbardziej istotna jest zawartość merytoryczna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy... może sam się pofatyguj i skomentuj to, co się dzisiaj działo w sejmie, ale już w innym miejscu, a nie tutaj??!
    Wykaż inicjatywę tam, gdzie Twój komentarz przyniesie skutek (może stań na Wiejskiej z dużym transparentem), a nie jedynie - jak tutaj - ględzenie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Pani Doroto,
    zgadzam się całkowicie z Pani obserwacją - ludzie którzy już odchowali dzieci, mają niesłuszne przekonanie że ich metody były bezbłędne. I nie przypadkowo piszę tu o 'odchowaniu dzieci" a nie o ich "wychowaniu". Kiedyś częściej dzieci się chowało właśnie, czyli dbało o ich wikt i opierunek, a nie wychowywało, czyli skupiało na rozwoju intelektualnym, emocjonalnym, społecznym.

    Sama niejednokrotnie miałam to smutnie zderzenie z "wszechwiedzą" mojej mamy w kontekście wychowania moich dwóch synów ...

    Niestety wielu ludzi woli tkwić w swoich starych, ale jednocześnie bezpiecznych kanonach postępowania i woli nie dostrzegać konieczności zmian, czy wręcz przewartościowania swoich zasad. Przyznając że dziecko ma prawo wyboru i decydowania, jednocześnie przyznaliby że kiedyś swoim dzieciom to prawo odebrali, bo przecież traktowali je jak przedmiot...

    Nie ma się co dziwić, że ludzie nie są chętni na zmiany - zwłaszcza te, które uwypuklają ich błędy z przeszłości.

    Trzeba pokory i dużej świadomości własnej wartości, by przyznać, że coś kiedyś robiło się źle (oczywiście kiedyś było to robione z przekonania, że postępuje się słusznie - adekwatnie do ówczesnych kanonów, dostępnej wiedzy itp). Dziś mało której babci przechodzi z łatwością przez gardło, że karmienie piersią jest dobre, skoro one były nauczone, ze tylko i wyłącznie sztuczne mleko jest najlepsze dla dziecka!

    Otwarte horyzonty to niestety domena nielicznych...

    Pozdrawiam serdecznie, Magda.

    OdpowiedzUsuń
  8. Droga Pani Doroto!
    Serdecznie Pania pozdrawiam na poczatku. Przyznaje, ze dla mnie- przyszlego pedagoga jest Pani na pewno autorytetem. Sledze uwaznie wpisy na facebooku i mam propozycje- prosze wiecej pisac o pozytywnych rzeczach, ktore dzieja sie na swiecie. Mialam okazje uczestniczyc w wykladzie z Pani udzialem. Sprawia Pani wrazenie niezwykle cieplej, zabawnej, inteligentnej kobiety. Proponuje tylko poruszac wiecej spraw POZYTYWNYCH. W mediach z kazdej strony zalewaja nas wojny, afery polityczne, skandale spoleczne. Sami po niekad nakrecamy ta lawine. Wychodze z zalozenia ze dobro powiela dobro, jestesmy wspanialym narodem, wielu z nas wspanialymi rodzicami. Owszem czasem trudniej jest wyszukac czyjs pozytywny przyklad, w wiadomosciach 90% podawanych to negatywy ale gra jest warta swieczki. Pozdrawiam z calego serca w ten piekny zimowy czas! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Dzięki:)
      Tyle tylko, że opisywanie że ktoś coś dobrze zrobił, nie powoduje refleksji a na niej zależy mi najbardziej. Uwypuklam trudne sprawy by czytelnik mógł pomyśleć nad sobą samym...
      Postaram się:)

      Usuń
    2. słuszna uwaga :) portale prześcigają się w doniesieniach o kolejnych pokrzywdzonych, zamordowanych .... tak polska mentalność - pięknie umiemy cierpieć i umierać i opłakiwać krzywdy innych ... ale cieszyć się z pozytywnych wydarzeń to już nie bardzo ... a tego brakuje mi bardzo! Jest tyle wspaniałych inicjatyw młodych zdolnych ludzi! jest tyle dobra dookoła... wciąż powstają nowe portale dla mam, dla dzieci, nowe strony, nowe rozwiązania, nowe rewelacyjne zabawki, nowe rozwiązania dla mam pracujących, nowe przepisy na oddziałach położniczych, nowe szkoły rodzenia... szkoda ze tak mało o tym w mediach... Może warto o tych POZYTYWACH właśnie pisać więcej :)

      Dobro powiela dobro.

      Spokojnej nocy życzę.

      Usuń
  9. Pani Doroto dlatego czekam na kolejną książkę.Było o wychowywaniu maluchów w dialogach. Czytałam ją na korytarzu czekając na dziecko, bo było na zajęciach poza szkolnych i rżałam jak łysy do sera. Obok córa najmłodsza w nosidełko słodko spała.A ja kawka i pełen relaks. Takie mam wspomnienie pierwszej części :) Szybko zasięgnęłam jak wyszła po drugą, o dziecku szkolnym. Teraz czas na okres dojrzewania.Ma już coś Pani w szufladzie dla nas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest napisana.. ale jakoś nie kwapią się wydawnictwa do wydania książki o nastolatkach.... Niestety.. Nie wiem czemu.
      Założyłam własne wydawnistwo ale jeszcze trochę się ślimaczą procedury.. ale będzie....

      Usuń
    2. ...i tak trzymać...czekam :)
      Jeszcze raz spokojnej nocy.

      Usuń
    3. To może jakaś petycja by się zdała albo zamówienia nowych pozycji, myślę, że to by wydawnictwo przekonało do pośpiechu, znaczy to, że zaraz na tym zarobią :-)))) Ja też czekam niecierpliwie, córa ma 9 lat ale chcę przeczytać ZANIM wejdziemy w ten trudny okres :-)

      Usuń
  10. Hmmm, ale chyba nie sama refleksja jest ważna. Owszem, pisząc o przykrych sprawach - mobilizuje Pani ludzi do myślenia. To cenna umiejętność.

    Ale upubliczniając pozytywne wydarzenia, przyczynia się Pani do rozpowszechniania dobra samego w sobie!

    Dobro jest zaraźliwe :) Wiem coś o tym, sama przypadkowo znalazłam się niedawno w samym centrum wielkiej akcji pomocy charytatywnej rękodzielników dla chorego na raka chłopca i okazało się, że swoja pozytywną energią i ciągłymi (czasem upierdliwymi) wpisami na Facebooku 'zaraziłam' do współpracy wielu wspaniałych twórczych ludzi! Co więcej, dostawałam liczne podziękowania za właśnie tego przysłowiowego kopa do działania :) Ludzie chcą pomagać, chcą cieszyć się dobrymi wiadomości, ale brakuje im 'silnika" których ich rozrusza :)

    Myślę że ludziom brakuje takiego pozytywnego kopa :) Wciąż są dołowani na każdym kroku, a potrzeba im zastrzyku energii, wiary w drugiego człowieka, w dobro, w okazanie serca ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani Doroto, naprawdę wydawnictwa nie chcą wydać PANI książki?! Ja nie mogę, jestem w szoku. Gdybym miała wydawnictwo to bez wahania wydawałabym wszystko, co wyszło spod Pani pióra.

    A odnośnie niechęci ludzi do uczenia się i zdobywania wiedzy - oczywiście, że opór jest ogromny, bo wtedy musieliby przyznać przed sobą i innymi, że do tej pory popełniali błędy. A ludzie kochają być nieomylni, albo przynajmniej za takich uchodzić we własnych oczach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że większość osób dojrzałych pragnie w życiu pewnej stabilizacji. Przekonanie o tym, że rzeczy dzieją się w określony, znany sposób, zapewnia takie właśnie poczucie stabilizacji. Przyznać się do tego, że świat stale ewoluuje, że jeśli nie idziesz do przodu to zostajesz w tyle, może u części osób wywoływać niepokój. Tyle rzeczy już doświadczyłem/am a tymczasem okazuje się, że to nic nie znaczy, czyli wszystko, co przeżyłem/am nie liczy się, a więc nie liczę się i ja. To dlatego tak kurczowo trzymają się swoich poglądów, im większy strach tym bardziej agresywnie bronią swoich przekonań. Moim zdaniem nie jest to zła wola czy głupota, 'opór materii' ma często podłoże emocjonalne. Dobrze pasuje tu wiersz Adama Asnyka "Do młodych".

    OdpowiedzUsuń
  13. Witamy na Blogspocie! :-)
    Pozwoliliśmy sobie napisać posta na naszym blogu o Pani nowym projekcie.
    Życzymy wielu czytelników, którzy odnajdą tutaj pomysły na swoje dojrzewanie w rodzicielstwie.

    Wszystkiego dobrego,
    pozdrawiamy z Bydgoszczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowi czytelnicy mają to do siebie, że są anonimowi i mogą napisać co tylko im ślina na język przyniesie. Radzę ignorować, bo pojawiają się wszędzie i są upierdliwi jak wrzód na tyłku. Ale to nie w temacie.

    W kwestii uczenia się i poszerzania horyzontów... Ja to obserwuję pod względem jedzenia. Jako "maniaczka" tego, co zdrowe, z trwogą spoglądam na to, czym matki karmią swoje dzieci. Takie niby mądre, takie wykształcone, takie światowe, a wciskają maluchom pączki w dłoń i soczki słodzone syropem glukozowo-fruktozowym. Batoniki i gotowe dania. I tak bez przerwy. Niby prosta rzecz, a jaka trudna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak... i te szkolne sklepiki pełne "cudownych przekąsek" jak żyć w takim otoczeniu... Jak wytłumaczyć dziecku "dlaczego inne mamy nie przejmują się tym co jedzą ich dzieci mamo??"

      Usuń
  15. Rozmawiałam dzisiaj z bardzo ciekawym człowiekiem poetą, filozofem i konserwatorem ukochanego majątku. Luźne rozmowy kawiarniane o sztuce i życiu. Powiedział mi, że w dzisiejszym świecie większość ludzi ma tak zawężony światopogląd, że koń z klapkami na oczach jest szczytem wolności. Coś w tym musi być. Lubię czytać pani wpisy.
    Księżycowa

    OdpowiedzUsuń
  16. Pani Doroto,
    podejrzewam, że ci, którzy czytają Pani wpisy takie jak ten, niekoniecznie ich potrzebują... bo skoro czytają to znaczy, że poszukują i prawdopodobnie odnajdują odpowiedzi, poszerzają horyzonty, weryfikują wiedzę.
    Mam w pakiecie codziennym teściową, ciotkę i sąsiadkę, każda najmądrzejsza i każda od zawsze "wie lepiej" - a to, że "foteliki samochodowe nabijają kasę producentom, przecież kiedyś się woziło niemowlę w kocu na tylnym siedzeniu i jakoś było, a to, że pampersy to sama chemia stąd tyle uczuleń u dzieci, podobnie jak mleko modyfikowane - przecież lepiej krowie z mąką podać to i noc dziecko prześpi a mleko jeszcze nikomu nie zaszkodziło a klapsa urwisowi trzeba dać bo inaczej nie wyrośnie na porządnego człowieka..." mogłabym tak długo cytować :)

    Nauczona doświadczeniem wielu jałowych dyskusji dziś milczę, robię swoje. Uważam siebie za osobę liberalną ale nie potępiam poglądów konserwatywnych a jedynie te zakonserwowane.

    OdpowiedzUsuń
  17. "głupiababa" z małej i razem wejdzie do mojego słownika na stałe. Mam nadzieję, nie używać zbyt często, ale patrząc dookoła zastanawiam się nad synonimem równie nośnym, żeby unikać powtórzeń!!!

    pozdrowienia z Irlandii
    Klimska

    OdpowiedzUsuń