poniedziałek, 28 stycznia 2013

Pomidorowa


Dawno, dawno temu, za rzekami, za lasami, za to w górach, zorganizowano wczasy dla rodziców z dziećmi.
Był rok może 1996 i wybrałam się tam z moimi synami.
Śniegu było po pas, ośla łączka blisko, dom ciepły a jedzenie, jak to u górali – wyśmienite.
W pięknej jadalni, przy sąsiednim stoliku siedziała babcia z wnuczkiem. Babcia twierdziła, że chłopiec jest okropnym niejadkiem. Nic nie chce jeść. Tylko czasem naleśniki i pomidorową. Chłopiec miał mniej więcej 4 latka. I rzeczywiście uwielbiał tę zupę, co wszem i wobec oznajmiał.
Pierwszego dnia w wazach podano właśnie jego ulubioną potrawę. Zapach unosił się boski. Przy wszystkich stolikach dzieciaki, jadły, aż uczy im się trzęsły. Pewnie nie tylko mały bohater mojej opowieści lubił zupę z pomidorów.
Nazajutrz, w mojej wazie była ogórkowa.
Przy sąsiednim stoliku toczył się jednak zadziwiający dialog:
-    Jaka to zupa babciu?
-       Pomidorowa.
-       A czemu zielona?
-       Bo z zielonych pomidorów.
Codziennie w wazie naszego sąsiada była więc zupa pomidorowa. Żurek był z białych pomidorów, z ciemnozielonych była szczawiowa a z ciemnoczerwonych - barszcz czerwony, a potem ukraiński.
Starsza pani walczyła jak lwica.
A wnuczek jadł te zupy i ją uszczęśliwiał.
Zawsze przypominam dorosłym, by jeśli dziecko zdecydowanie czegoś nie lubi, to w żadnym wypadku nie należy go zmuszać do jedzenia. Lepiej zaproponować jakiś zamiennik. I babcia opanowała tę umiejętność do perfekcji.
Namawiam, by posiłki były kolorowe i atrakcyjnie podane, i w tej konkurencji również ona okazałą się mistrzynią.

Zastanawiałam się, jak babcia wyjaśniłaby rosół, wszak nie ma on specjalnie żadnego „pomidorowego” koloru.






16 komentarzy:

  1. O ile dobrze kojarzę jest odmiana żółtych pomidorów więc może by się jakoś rosołek załapał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To takie oczywiste. Wystarczy przekroić pomidora...co mamy??? miąższ, pestki i....no właśnie rosół :-))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysłowa Babcia wymyśliła patent z pomidorową, bo wnuczek uwielbiał pomidorowa..
    Ja jak moja dorosła juz teraz córka była mała , i uwielbiała rosół, mówiłam do niej ze wszystkie zupy to rosół...tylko mama dodaje do niego róznych przypraw i dlatego zawsze smakuje troszkę innaczej :)
    I tak pomidorowa, to był czerwony rosołek..ogórkowa to zielony rosołek...grochowa, to brazowy rosołek:))itd...
    Jadła w ten sposób wszystkie zupki....
    Teraz uwielbia wpadać do mnie na prawdziwy rosół, i mówi, ze gotuję najlepszy rosół na świecie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, każdy sposób jest dobry, żeby tylko dziecko zjadło. Nawet kłamstwo... Superniania poleca. Ja dziękuję, nie skorzystam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie też tak to odebrałam. Ja nie kłamię mojemu dziecku, a na pewno nie w sprawie zupy. Gra nie warta świeczki.

      Usuń
    2. Prawdę powiedziawszy też mam mieszane uczucia. Być może w desperacji zastosowałabym metodę Babci, ale sumienia nie miałabym czystego. Na pewno po zjedzeniu zupy przyznałabym się do pomyłki. Co można by było uznać za argument, że ogórkowa też jest smaczna. To jednak też byłaby manipulacja.

      Usuń
  5. Nie, nie i pod żadnym pozorem nie. Jak można w ten sposób kłamać i przy okazji uczyć dziecko kłamstwa. Pójdzie do przedszkola, podadzą ogórkową, wypali z tymi swoimi zielonymi pomidorami i jeszcze zostanie pośmiewiskiem wśród rówieśników. Co za poroniony pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja córka jadała tylko rosół. Czerwony zafarbowany od marchewki też :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że to jest jeden z przykładów, jak zapracowuje się na brak zaufania oraz ciężki orzech, jaki dziecko później będzie miało do zgryzienia, gdy nie będą mu składały się w jedno: podobna sytuacja oraz nauka rodziców, że nie powinno się kłamać. Czterolatek, po jakimś czasie, będzie świadomy stosowanego wobec siebie "drobnego" oszustwa. W czasach oceniania starszych bliskich będzie miał problem. Znam to z autopsji. Ciągle słyszałam od rodzinnej mentorki: "Ja zawsze mówię prawdę, taka już jestem". Karcona i karana byłam za mijanie się z prawdą. Nadszedł czas gdy straciłam szacunek dla Owej, ponieważ liczne przypadki jej, niby drobnych i nic nie znaczących, krętactw i kłamstewek jasno sobie uświadomiłam. To był ból.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Nie, nie i pod żadnym pozorem nie. Jak można w ten sposób kłamać i przy okazji uczyć dziecko kłamstwa. Pójdzie do przedszkola, podadzą ogórkową, wypali z tymi swoimi zielonymi pomidorami i jeszcze zostanie pośmiewiskiem wśród rówieśników. Co za poroniony pomysł!"
    Żeby dzieci tylko takie "wypalały" pomysły :) Nie sądzę, żeby w przedszkolu taka teza była powodem do śmiechu dla rówieśników. Chyba, że koleżanka nigdy nie była w przedszkolu, wtedy ewentualnie rozumiem oburzenie :)

    Bycie rodzicem to opanowanie do perfekcji tego, czy szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta, w zależności od tego jak chcemy rozegrać rozdanie. Nikt, kto ma ma do czynienia z charakternym dzieckiem nie ma co do tego żadnych wątpliwości :)

    A w tej pomidorowej jest chyba coś dziwnego... U mnie w domu to wręcz genetyczne, z pokolenia na pokolenie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ale to jest przykład okłamywania. A tym samym przykład braku szacunku wobec dziecka i jego wyborów.
    Bardzo mnie takie zachowania denerwują, bo czego w ten sposób babcia nauczyła wnuczka? jedzenia? nie sądzę...
    tak jak p.Dorota napisała: "wnuczek jadł te zupy i ją uszczęśliwiał." - a uszczęśliwianie innych to nie jest cel, ani żadna idea posiłków czy jedzenia w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  10. W książce autorstwa Pani Doroty Zawadzkiej pt. "Moje dziecko. Jak mądrze kochać i wychowywać", na stronie 53, w rozdziale dotyczącym niejedzących dzieci, Pani Dorota podaje dokładnie ten sam przykład z zupą. Jednakże w nieco inny sposób ocenia Pani postępowanie babci. cytuję:
    Wnuczek codziennie zjadał talerz "zupy pomidorowej". A tak naprawdę jadł nazwę. Ciekawe, co będzie, kiedy się zorientuje. Matka nie widzi w tym żadnego problemu. A ja uważam, że to przekłada się na utratę zaufania, brak poczucia bezpieczeństwa, osłabienie więzi rodzinnych. Jeśli dziecko jest oszukiwane w tak drobnej sprawie, może dojść do wniosku, że jest oszukiwane zawsze."
    Koniec cytatu...
    Czyżby Pani Zawadzka zmieniła podejście do owego tematu?
    Mam mieszane odczucia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ponoć tylko krowa nie zmienia poglądów ;)
      aczkolwiek bardzo ciekawe spostrzeżenie!

      Usuń
  11. Mam 42 lata...NIENAWIDZE (!!!!!) kaszy manny, wrr! Kiedy bylam mala "wpompowywano" ja we mnie. Nie bede opisywac dantejskich scen ( bo i takie bywaly). Pozniej mnie "kiwano" zmieniajac nazewnictwo "budyn nic" - dopoki rzecz jasna nie nauczylam sie czytac. Od tamtej pory "na tapecie" byl szantaz. A kaszy tej konkretnej nienawidze, nawet w postaci polenty, badz jakiegokolwiek deseru, no... fuj!
    Dlatego moj Ludzik prawie 6-cio latek ma prawo glosu, jesli chodzi o menu. Niepedagogiczne - Ktos powie ale...trauma robi swoje....

    OdpowiedzUsuń