sobota, 26 stycznia 2013

Starsza pani

Zakichana i z bolącym gardłem wybrałam się do lekarza. Pobliska przychodnia, jak zawsze pełna starszych osób.
Siedzą od rana i czekają na swoją kolejkę lub na swoją okazję, by wejść bez kolejki.
Grzecznie usiadłam i czekam.
Pierwsza odezwała się pani w czerwonym berecie:
- Taka młoda i już chora? - zagaiła miło.
Obejrzałam się za siebie, "ta młoda to ja"? No dobrze, niech będzie, rzeczywiście w porównaniu z czerwonym beretem - młoda jestem.
- Troszkę tak, dziękuję.
- A bo widzi pani, ja nie jestem chora. Jestem tylko zaziębiona - powiedziała staruszka.
Uśmiechnęłam się na to wyjaśnienie. Faktycznie, katar to nie choroba.
Po lewej siedział starszy pan w kraciastych spodniach.
- Moja pani doktorka to daje mi antybiotyki na katar - szepnął bezdźwięcznie. - Ale ja nie wykupuję. Ja tam wierzę w domowe sposoby. Nie biorę leków w ogóle. Jak mi doktorka powie, że lek pomoże, to i tak pomaga. Bez brania.
- A ja biorę dużo - powiedziała pani w sztucznym, wytartym futerku. - Jestem już tak stara, że niczego się nie boję. Już mi nie zaszkodzi. Więc biorę na ile fantazja pozawala. Ważne, żeby nic nie bolało. Wnuk mówi, że chodzę na haju. Może i tak.
Czerwony beret wszedł do gabinetu i słychać było przez drzwi podniesiony głos opowiadający o tym, co w polityce.
W tym czasie panie w rejestracji uspokajają jakiegoś pana, który awanturuje się, bo nie ma jego karty, a przecież on się tu leczy.
- Panie Henryku, - spokojnie tłumaczyła pielęgniarka - zamawiał pan wizytę domową. Pani doktor wzięła kartę i będzie u pana niedługo. Proszę iść do domu.
- Zamawiałem do domu? A to zapomniałem.
Nadeszła moja kolej. W gabinecie bardzo młody lekarz na zastępstwie. Okazuje się, że moja pani doktor z grypą leży.
Pan doktor, ani posłuchał, ani do gardła zajrzał.
- Zaziębienie, co? To syrop pić i koniecznie coś do ssania. I proszę w domu siedzieć. "To" też niech pani bierze. Proszę brać jak dla osób starszych, tak jak w ulotce rozpisane.
Zdumiałam się, bo przecież nie jestem jeszcze chyba starszą panią.
- Dla osób starszych - zapytałam? - A na jakiej podstawie pan doktor mnie zakwalifikował do tej grupy?
- No, osoba starsza to taka, która jest starsza od lekarza - powiedział z rozbrajającym uśmiechem.
No pięknie.



17 komentarzy:

  1. Bardzo rezolutny Pan Doktor :D
    A dla Pani zdrówka dużo :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kwintesencja polskiej służby zdrowia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko slicznie, sluzba zdrowia jak w UK - niekompetentna. Tylko to okreslenie :'' Czerwony beret'' wydaje mi sie pozbawione szacunku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady. na pewno tylko się wydaje.

      Usuń
  4. Niestety starsi ludzie potrafią już chodzić do lekarz tylko po to by sobie pogadać z innymi ludźmi w kolejce;/ sama wiem po własnych doświadczeniach z moimi pacjentami na fizjoterapii.. w domu siedzą sami wiec dla nich jest to jakaś atrakcja:(

    Pan Doktor nic dodać nic ując:D Duużo zdrowia!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Strach w poczekalni siedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozebrałabym się i czekała, aż mnie łaskawie pan doktor osłucha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też bym tak zrobiła :)

      Usuń
  7. Samo życie...pozdrawiam i zdrówka życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaha i dlatego ja niecierpię chodzić do lekarzy :))
    Chociaż muszę przyznać, że ostatnio musiałam, bo miałam problem z uchem, i wyleczył mnie chyba 99-letni przemiły pan doktor :)
    Ale Pani Doroto, przecież sama kiedyś Pani napisała, że lubi być "starszą panią" po 50-tce, więc o co chodzi? ;))) Zdrowia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię być i zawsze chciałam być "po pięćdziesiątce" - ale nigdy nie napisałam, że to starsza pani:):):)

      Usuń
    2. Nieeee? :) To ja zaraz Pani znajdę, proszę dać mi chwilę ;)

      Usuń
  9. Pani Doroto, oto fragment Pani książki "Jak zostałam nianią Polaków":
    "-Przecież wiesz, że telewizja rządzi się swoimi prawami. To nie jest twój pierwszy program.
    -Tak, ale dyskutuję o tym z moją producentką. Ona mówi, że w siwiźnie będzie ze mnie starsza pani. A ja jestem starszą panią i to lubię."

    Haha, i co? :)) Strona 251, może Pani sprawdzić :)
    Wygrałam! :)

    P.S. Już nie wspomnę o tym, że książka powstała jeszcze ZANIM była Pani po 50-tce! :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak leczyć to ja i potrafię. Zaglądam w oczy i w gardło z wielkim doświadczeniem mamy trójki dzieci, których zapisać na termin do przychodni nie sposób, bo miejsc ciągle brak... Trzeba było przyjechać do mnie - nakarmiłabym... napoiła kawą pyszną... :)... zaordynowała leki... :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Podobna sytuacja z dzisiaj, również rzecz dzieje się w przychodni.
    Do zabiegowego podchodzi tatuś z 15-latką. Wielkie poruszenie następuje, bulwersują się wszyscy oczekujący na korytarzu, wszyscy mają chrapkę na zabiegowy.
    Tatuś pretensji nie rozumie, bo przecież wisi kartka "rodzice z dziećmi przyjmowani poza kolejką".
    A on z dzieckiem przecież.

    To tak abstrahując od leczenia, a nawiązując do analfabetyzmu, problemów z rozumieniem, ze zrozumieniem, empatią i dawaniem wzorców.

    OdpowiedzUsuń
  12. A`propos pielęgniarek nie zapomnę do końca życia, jak byłam w szpitalu miałam termin na cesarkę (pierwsza ciąża, bliźniacza) i jak to może bywa przy ciąży mnogiej mój brzuch był ogromny, więc rekonwalescencja po cesarce dla mnie była ogromnym, że tak powiem wyzwaniem ;), ale po cesarce oczywiście następnego dnia, Panie pielęgniarki chodziły za dziewczynami, które również były po tym zabiegu, a właściwie deptały im po piętach, chyba po to, żeby szybciej szły i powtarzały jak mantrę "cesarka to nie choroba, ufff, buff, cesarka to nie choroba, po takim zabiegu to powinno się iść natychmiast do domu. ;)))) Teraz się z tego śmieję, ale wtedy myślałam, że ducha wyzionę
    Tak to już u nas jest .... Zależy na kogo się trafi

    OdpowiedzUsuń