wtorek, 22 stycznia 2013

Za droga, za mała...

Nie przepadam za galeriami handlowymi. Za dużo ludzi, wszyscy gdzieś biegną i szukają czegoś lub udają, że szukają. Ale czasem potrzeba zmusza mnie, by się tam wybrać. Dziś był taki dzień. Szukałam tuniki- męskiej części czytelników wyjaśnię, że to nie sukienka i nie bluzka, a nosi się do spodni -, a nie jest łatwo kupić fajny ciuch w rozmiarze 46. Pewnie parę osób wie o czym mówię. W jednym ze sklepów dostrzegłam swoją szansę, wisiała tam, piękna, w wielkie kolorowe kwiaty, które zawsze mi się podobają, choć wiem, że nie za bardzo pasują do dużej osoby. Ponieważ wisiała dość wysoko poprosiłam pracującą w sklepie panią, by mi pokazała. Spojrzała na mnie i z uroczym uśmiechem powiedziała, jest tunika jest za mała na mnie i bardzo droga. Pewnie popsułaby mi humor na resztę dnia, ale jej słowa spowodowały, że przypomniałam sobie dwie rzeczy. Najpierw poczułam się, jak Julia Roberts w Pretty Woman - pamiętecie zapewne słynną scenę w sklepie na Rodeo Drive. Julii nie chcieli obsłużyć, bo wyglądała nie tak jak powinna klientka TAKIEGO sklepu. Ja też wyglądałam nie tak. Potem przypomniała mi się druga historia. Rok temu na wakacjach w Europie kilka dni spędziliśmy w Lizbonie. Zwiedzaliśmy miasto, łażąc w te i we w te. Któregoś dnia w ponad trzydziestostopniowym upale wracaliśmy do hotelu, a "na szlaku" pojawił się sklep z dumnym napisem "Prada". W Warszawie nie ma takiego, więc namówiłam męża byśmy zajrzeli. Pierwszy krok, na mniej więcej 15 centymetrowej grubości dywan, dawał już poczucie luksusu, a potem zobaczyłam szpilki. Spojrzałam na nie pożądliwie. Natychmiast pojawiła się pani i zapytała czy chcę je przymierzyć. Spojrzałam na swoje stopy, przykurzone po wielogodzinnym spacerze, spuchnięte w ortopedycznych niemal klapkach Bircenstocka i uznałam, że pani zażartowała. Ale nie... Podała mi te bajeczne szpiki i, gdyby nie to , że kosztowały około 10 tysięcy złotych, zabrałabym je ze sobą. Bo były idealne i nawet na spuchniętej nodze wyglądały bosko. Tak, więc dziś pani w sklepie nie popsuła mi humoru, wręcz przeciwnie, sprawiła, że przypomniałam sobie cudowne wakacje, a to spowodowało, że uśmiechnęłam się miło i poprosiłam, by zapakowała mi strasznie drogą i za małą tunikę. Mam teraz 7 dni, by zwrócić.

32 komentarze:

  1. Parsknęłam śmiechem, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowy dystans to więcej niż połowa sukcesu. Jego 100% byłoby zapewne gdyby ekspedientka wykazała się profesjonalizmem. Na szczęście ów brak wypełniły fajne wspomnienia. Ja się tylko zastanawiam czemu ta osoba nie przeszła stosowanego szkolenia..

    OdpowiedzUsuń
  3. Dorotko... Jakby coś - to adres mój znasz... Prześlij mi tę drogą i za małą tunikę... Opchniemy na allegro - jeszcze drożej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha padłam :-) Niestety, w Polsce obsługa klienta jeszcze potwornie kuleje. Ja kiedyś przez brak właściwego podejścia do klienta w jednym z hoteli nie jadłam przez cały dzień, nawet to później opisałam na swoim blogu http://blog.coachingkariery.pl/diabel-tkwi-w-szczegolach-czyli-dlaczego-nie-polecam-augusta/

    OdpowiedzUsuń
  5. Taa... Trzeba byłoby wyjechać gdzieś ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Na zakupach też wypada jakoś wyglądać (szczególnie kupując buty).To krępujące dla obu stron, gdy zapocony turysta zdejmie sandały w sklepie. A'propos naszych sprzedawców, to można pokusić się o stwierdzenie,że idzie ku dobremu (wyłączając sklepy prywatne,w większości wypadków absolutnie nieprofesjonalne zarówno w obsłudze, jak i w zaopatrzeniu).

    OdpowiedzUsuń
  7. hehehehe, to się uśmiałam :)
    mam nadzieję, że tunika jednak okaże się dobra i warta swej ceny i nie trzeba będzie jej zwracać :)

    pozdrawiam, miłego dnia, Magda.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pracuję w handlu baaaardzo długi okres czasu i jeszcze ani razu nie zdarzyło się, żebym oceniła kogoś po wyglądzie, ponieważ pozory bardzo często mylą. Mamy na to dowód i w filmie i w rzeczywistości.
    Tak więc drogie panie z nadąsanymi minami, które nas tak lustrują za każdym razem jak wejdziemy do sklepu: UŚMIECH NA TWARZ I DO ROBOTKI :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha nie mogłam się opanować od śmiechu sama mam rozmiar 44 a w pupie 46 wiec wiem co znaczą takie słowa. Ale ta Pani mogla się zastanowić, czy oby ta tunika nie jest komuś na prezent? Mam nadzieję że jednak pasuje:) i mimo wszystko nie wróci do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  10. :)))))) sprytnie :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. uwielbiam takie "mile ekspedientki"... one wiedza najlepiej co i za ile ktos powinien kupic... gratuluje pomyslu na odpowiedz:) Poprostu Pania uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pani Doroto zaszalałabym z tymi szpilkami ;)

    Mam identyczny problem.Rozmiar 46 to zmora aby coś fajnego kupić, nie w stylu babcia klocia z NRD ;)

    Zawsze chodziłam do H&M tam rozmiar 46 był moim rozmiarem i mogłam zawsze kupować bez mierzenia. Niestety, pewnego pięknego dnia rozmiar 46 zrobił się niedostępny a bawełniane bluzki XL stały się jak duże M. Dorwałam kilka fajnych łaszków ale jak się okazało znalazłam się na dziale na kobiet w ciąży więc normalna bluzka była w cenie marynarki :)

    Teraz chadzam do C&A, zakupy tam potrafią przynieść mi radość z zakupów :)
    Mieszkam od kilku miesięcy w Wawie i to jeden z argumentów dlaczego lubię Wawę, bo jest tu C&A :)

    Pani Doroto niech pani nie broni się przed kolorami, jak pani tak je lubi. Może pod nią bawełniana czarna, tunika nie wiązana tylko opuszczona na dół,wisior ciekawski, obcas dżiny i śmiga pani jak ta lala z rozmiarem 36 :)

    Rozmiar 46 nie znaczy szary, czarny bez finezji.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Grunt to wyczucie, ale brawo za ripostę może ta Pani następnym razem się zastanowi zanim palnie jakąś gafę... Znam takie paniusie, które lustrują z góry na dół. Ja lubię chodzić z moją szwagierką na zakupy on 32/34 a ja 52 hahaha... czasem mamy ubaw.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasami się dziwię, że mnie nigdy to nie spotkało, choć był czas, że nosiłam rozmiar 52 i wyglądałam jak słoń :)))
    Tak czy siak, ekspedientka zachowała się nieprofesjonalnie i nie byłoby nietaktem zruganie ją za to ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja noszę rozmiar 52 i wcale nie wyglądam jak słoń... A panience na podobny tekst odpowiedziałam kiedyś, że mój rozmiar zawdzięczam trójce cudownych dzieci i wcale mi nie przeszkadza!

      Usuń
  15. Dziękuję za uśmiech na dziś:) Ale ją pani załatwiła dobre!:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Brawo!Jest Pani genialna:).Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. o to wlasnie standart polski jesli wiecej niz 32 to juz zbyt wiele.
    Ja mam podobna historie, kilka lat temu pojechalam do Polski na wakacje goraco bylo ze szok poszlam do sklepu w podtorunskiej miejscowosci bo chcialam sobie kupic spodenki krotkie, pani zapytala mnie czy cos podac wiec odpowiedzialam ze szukam cos krotkiego na co pani sprzedawczyni rzekla "WIESZAK DLA PUSZYSTYCH JEST TAM" dodam ze wtedy nosilam rozmiar 14 czyli polskie 40-42(tak) nie czulam sie gruba ani tym bardziej puszysta czulam sie normalnie coz bylam i jestem nienormalna wedglug polskich norm hahah i dobrze mi z tym
    pozdrawiam tez bym zrobila cos co by zagrac na nosie pani z owego sklepu( swojej usluznej pani zrobilam anty reklame na osiedlu)

    OdpowiedzUsuń
  18. po prostu super :)
    zgadzam sie z przedmowcami co do sklepowej paniusi
    i podziwiam za ta prade , mieszkam w londynie ale nie mam odwagi wchodzic do TAKICH sklepikow :)...ale moze kiedys ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie to różni nas od reszty świata u nas klient to intruz i trzeba sie go pozbyć w "miły" sposób. Na shopping najlepiej tam gdzie doceniaja klienta i jego portfel :))

    OdpowiedzUsuń
  20. A kwestia pani "expedientki": nie mamy dużych rozmiarów ?

    OdpowiedzUsuń
  21. Po pierwsze klienci też czasem do zbyt uprzejmych nie należą kierując się wg mnie przesadzoną regułą "nasz klient nasz pan". Ścigają sprzedawcę 10 razy na drabinę tam i z powrotem mówiąc na końcu "dziękujemy może jeszcze wpadniemy, dzisiaj nie mamy przy sobie gotówki". Po drugie po przejściu nawet 1,5m po 15 centymetrowym dywanie którego włosy sięgają do łydek stopy na pewno się odkurzyły. Mogły być co najwyżej spuchnięte. Po trzecie dbanie o linię jest dziś w cenie. Może czasem warto o tym pomyśleć. Artykuł o niczym bez urazy. Takie jest moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coż komentarz nie należy do najprzyjemniejszych, przecież można nie czytać bloga pani Doroty. Zresztą sama o tym wspominała.Czasami przez takie komentarze pełne jadu, tracę wiarę w ludzi.
      A tak pozatym uważam, że pani Dorota jest doskonała, tak jak jej linia :) pozdrawiam

      Usuń
  22. Zapraszam na Wyspy :) tutaj wszystko w każdym rozmiarze, nawet 60 :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mi się wydaję, że na zachodzie ludzie nie patrza na wygląd tak jak u nas w Polsce. Ja czasami z ciekawości wchodzę do drogich sklepów tylko pooglądać. Ubrana w zwykłe dżinsy, T-shirt, zero makijażu, kucyk i odrosty czuję spojrzenia wystrojonych pań ekspedientek. Wiedzą, że nic nie kupię i traktują mnie z góry. Czy wygląd , ubranie świadczą o stanie konta???? Na zachodzie nikt na to nie patrzy, klient nasz pan. Czy gwiazdy i majętni ludzie chodzą zawsze wystrojeni i w pełnym makijażu? Tak tylko taka myśl naszła mnie po przeczytaniu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przecież po to jest możliwość przymierzenia rzeczy, żeby to robić więc nie rozumiem co w tym dziwnego, że ktoś przychodzi, ogląda nie mając gotówki. Może planuje sobie coś kupić i szuka czegoś w czym poprostu czuje sie dobrze a jak sie "napali" to wraca do sklepu. Nie rozumiem też w związku z tym jaki zakres obowiązków w pracy jest tych ekspedientek (którym to przeszkadza). Najlepiej siedzieć i się nudzić przez 8 godzin, niż poskakać po drabinie? To ja nie wiem jaki szef byłby temu przychylny.

    A też się uśmiałam, nawet mężowi skróciłam opis i też się uśmiechnął hehe. super i podziwiam bo osobiście to bym ją zrugała...oj nie chce pisać jak bardzo..

    OdpowiedzUsuń
  25. Pani Doroto bravo!Uśmiałam sie :)

    Ja pewnej zimy wchodzę do warszawskiego sklepu (sieciówki) w futrze (sztucznym) i kozakach na obcasie i wszystkie ekspedientki witają mnie z uśmiechem: dzień dobry.
    Do tego samego sklepu wybrałam się tydzień później w kurtce i traperach (zima jest przecież) żadna z Pań już tak miło mnie nie przywitała...
    To są Polskie realia.

    OdpowiedzUsuń
  26. Dorotka cos mi sie wydaje ze w Lizbonie byliscie 2 lata temu :P
    a tunike oddac ! niech sie teraz meczy ''glupiababa'' ze zwrotem :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie popieram takiego zachowania pracownicy sklepu. Chociaż z drugiej strony jest mi tych pracowników żal. Bramki przed sklepem, które liczą klientów, ciągłe marudzenie szefa, że tyle i tyle osób weszło do sklepu, a utarg tego nie wykazuje. Ja co prawda w odzieżowym sklepie nie pracowałam, ale wiem co z psychiką może zrobić ciągłe gnębienie przez szkoleniowca czy szefa. Klient w ich mniemaniu nie ma przyjść przymierzyć, on ma kupić. Taki już jest ten świat.

    OdpowiedzUsuń
  28. Doskonaly post:)))) Wiem, doskonaly moze byc suflet ale ten byl przezabawnie doskonaly:))))
    Choc Polski bronie jak niepodleglosci (pal szesc z Tymi, ktorzy u Jej sterow stoja) to jednak...musze sie zgodzic... Poza moim Krajem nauczylam sie wchodzic do np. GA bez obaw, ze mam nieodpowiednio "ometkowana" odziez. Teraz w polskich sklepach GA zachowuje sie tak samo i...."nie zauwazam" taksujacych spojrzen...Jest zdrowiej...dla mnie oczywiscie, bo wstretna egoistka ze mnie :-)

    OdpowiedzUsuń