niedziela, 10 lutego 2013

Młoteczek i dłutko...


Relacja z dzieckiem jest uzależniona od wielu czynników. Jednym z nich jest to, jak matki postrzegają siebie. Wiele zależy od tego czy akceptują siebie czy nie. Jeżeli  na przykład mama jest cicha i spokojna i nie lubi się za to, ponieważ wszyscy w pracy wchodzą jej na głowę, to tych cech nie będzie akceptowała również u swojego dziecka. Zapewne chciałaby być przebojowa i marzy, żeby właśnie takie było jej dziecko. Ale ono jest podobne do mamy i to ją drażni.
Deklarujemy, że chcemy, aby dziecko było do nas podobne, ale zwykle znaczy to, że dziecko ma być  podobne do naszego obrazu idealnego. Takiego jaki sobie stworzyliśmy.
Rozważmy taką sytuację - na dziesięć cech charakteru wszystkie oceniamy u siebie na dziesięć - w skali od jednego do dziesięciu. I chociaż jest to subiektywna ocena, bo ludzie oceniają  nas na pięć, właśnie do tej idealnej miary porównujmy dziecko. Chcemy, aby było podobne do pomnika, który sobie zbudowaliśmy.
Niekiedy rodzice wspominają swoje lata szkolne: „Ja nigdy nie byłem na wagarach! Nigdy nie powiedziałem nauczycielce, że jest głupia! Nigdy z nikim się nie pobiłem, zawsze wszystko zjadałem, słuchałem mamusi”. Oszukujemy i dziecko i siebie. Dlatego proponuję dzieciom: „Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak zachowywał się twój tatuś czy mamusia, gdy byli w twoim wieku, najlepiej zapytaj o to dziadków. To też nie będzie wizja obiektywna, ale przynajmniej poznasz inną wersję”. Bo babcia powie: „Z twojej matki to był diabeł wcielony!”. A mamusia opowiadała, że była święta i nigdy nie spotykała się z chłopakami. Dziadek mówi: „Twój ojciec pierwszy raz upił się jak miał czternaście lat”. A wersja tatusia brzmi, że alkoholu spróbował, gdy był w wojsku. Konflikt pokoleń polega na tym, że w pewnym momencie dziecko, które wierzyło bezgranicznie w to, co słyszy od rodziców zderza się z „inną” prawdą. Przychodzi do rodziców dwunastolatek, w którym budzi się tożsamość i zadaje kłopotliwe pytanie. I co robią rodzice? Często podnoszą głos i zmieniają temat. Powiedziałabym, że w pewnym wieku dziecko dostaje od wróżki czarodziejski młoteczek i dłutko do odłupywania brązu z pomnika rodziców. Odkuwa, i okazuje się, że nigdy nie byli tacy cudowni. Rodzice nie bardzo wiedzą, co z tym fantem zrobić. Możliwości jest kilka  - można dziecku powiedzieć: „Część opowieści, które do tej pory snułam, faktycznie była podkoloryzowana. Ale robiłam to po to, żebyś nie powielał moich błędów. Bo gdybym ci opowiedziała co wyprawiałam, mógłbyś nie daj Boże zachowywać się podobnie”. Można też iść "w zaparte", że babcia nic nie pamięta. Można też zrobić dziecku awanturę i w ogóle nie rozmawiać na ten temat. Jeśli rodzicowi zależy na zbudowaniu dobrej relacji z dzieckiem, to powie jak wyglądała prawda i wyjaśni dlaczego niektóre opowieści podbarwiał (bo uczciwość w relacjach z młodym człowiekiem jest niebywale ważna). A jeśli mu nie zależy - będzie udawał, że tak właśnie było, że nie ma sobie nic do zarzucenia. I będzie miał pretensje do dziecka.
Dziecko nas denerwuje nie tylko dlatego, że dorasta, ma swoje zdanie, staje się niezależne, ale również dlatego, że cechy których w sobie nie lubimy w dziecku ujawniają się z całą młodzieńczą siłą. Ale pamiętajmy to jest nasz a nie dziecka problem. To my powinniśmy to przepracować. I postarać stać się przyjacielem naszego dziecka.

*tekst powstał w październiku 2011/teraz wrzucam po drobniutkich poprawkach/.

6 komentarzy:

  1. Fajny artykuł. My z mężem pamiętamy jak byliśmy dziećmi i to uważam za bardzo cenne przy wychowywaniu naszego Synka. Poza tym wiem , ze człowiek uczy sie najlepiej na własnych błędach i doświadczeniu , dlatego dziecki trzeba dać prawo do tego , bo to jest właśnie nauka życia. Aczkolwiek umiejętność rozmawiania z dzieckiem o problemach to też ważna umiejętność czyli nie narzucanie swojego zdania ale zadawanie takich pytań aby dziecko samo znalazło rozwiązanie.Pozdrawiam moją ulubioną panią psycholog , której bardzo dużo zawdzięczam jako rodzic :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Calineczka fajny komentarz :) Masz racje.. nie powinnismy zapominac co czulismy bedac dziecmi. To pomaga w wychowaniu wlasnych bo wiemy co ono moze czuc w analogicznych sytuacjach.
    A co do powielania bledow. To nie jest tak, ze kiedy zbudujemy idealny obraz siebie to dziecko nie bedzie popelnialo bledow.
    Ja bardzo wczesnie zaszlam w ciążę miedzy innymi dlatego, ze moja mama przedstawiala sie jako cnotliwa i tylko po Bozemu a temat antykoncepcji nigdy nie byl poruszany. Ja nie udawalam ze moje dziecko jest aseksualne dopoki nie wyjdzie za maz. Rozmawialysmy i o seksie i zabezpieczeniach. Nie chcialam zeby moje bledy popelnila wiec przygotowywalam ja do tej doroslosci. Natomiast decyzje kiedy poczuje sie gotowa do wspolzycia pozostawilam jej liczac na to, ze bedzie miec glowe na karku. Udalo mi sie bo kiedy dojrzala do tej decyzji przyszla do mnie i razem poszlysmy do ginekologa i wybralysmy odpowiednie dla niej zabezpieczenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ale ono jest podobne do mamy i to ją drażni"...

    - "Michała wszędzie jest pełno, z oka go spuścić nie mogę, "gęba" mu się nie zamyka, wszystko go interesuje i wszystko musi mieć już!" - wyżaliłam się mojemu Jackowi. A On na to..."Cała Mamusia...". I tyle na ten temat :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Udawanie przed dziećmi nie bierze się znikąd. Myślę, że Ci rodzice, którzy nie są zadowoleni z samych siebie próbują "ocalić" swoje dzieci przed takim życiem. Niestety, używają do tego narzędzia, którym posługiwali się przez całe swoje życie --> maski/roli i stąd problem. Najpierw szczerość ze sobą, potem z resztą. I wtedy wszystko będzie grać. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj czytam Wszystkie wypowiedzi, i wychodzi na to, że faktycznie racja, ale jak sobie dać radę z dzieckiem które złości się warczy, i co gorsze zdarzy się że wypowie niecenzuralne słowo??? mama spokojna zrównoważona a moje dziecko, czasami jak bomba, nie wiem, kiedy wybuchnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Doroto...
    Otre sie o banal ale...bardzo, bardzo dziekuje za ten artykul. Zwlaszcza TEN.

    OdpowiedzUsuń