poniedziałek, 11 lutego 2013

Strachy na lachy czyli sześciolatki do szkoły

Pomysł MEN wysłania sześciolatków do szkoły wzbudza kontrowersje.
Niektórzy mówią, że szkoły nie są przygotowane – wiele jest w złym stanie technicznym, klasy są przepełnione, nie ma podziału na strefy dla młodszych i starszych. Ten ostatni element powoduje, że pojawia się argument, iż maluchy mogą być narażone na agresję ze strony starszych dzieci.
Niekiedy problemem jest słabe, niewystarczające wyposażenie klas lekcyjnych.

Według MEN każda sala ma mieć dwie części: edukacyjną (wyposażoną w tablicę i stoliki) oraz rekreacyjną (przestrzeń do zabawy). Powinna być ona wyposażona w sprzęt audiowizualny, komputer, gry i zabawki, tematyczne kąciki zabaw, biblioteczkę. W sali powinny też być szafki, żeby dzieci mogły zostawiać część rzeczy.

Po zajęciach opiekę na dzieckiem powinna przejąć świetlica i to taka podzielona na grupy, aby skupiały dzieci w tym samym wieku.
 Szkoły są różne. Niektóre są przygotowane, a niektóre nie. Jeżeli jakaś szkoła nie jest gotowa na przyjęcie 6-latka, to na przyjęcie 7-latka też raczej nie będzie.
W tym roku rodzice po raz ostatni mają wybór, czy posłać sześciolatka do szkoły, czy zostawić jeszcze na rok w przedszkolu.

Rodzice boją się, że nieprzygotowani do pracy z sześciolatkami są nauczyciele. Moim zdaniem są gotowi, pewnie będą musieli nieco się przestawić na młodsze dzieci, wiedzą jak to zrobić i jeśli nasze dziecko będzie posiadało „dojrzałość szkolną”, nauczyciel będzie gotowy tym bardziej.
Analiza danych europejskich wykazuje, że jesteśmy społeczeństwem, które najpóźniej wysyła dzieci do szkoły, a najwcześniej prze.chodzi na emeryturę (choć to ma się zmienić)
Czy  wobec tego to możliwe, że nasze dzieci są „jakieś dziwne” i w odróżnieniu od europejskich NIE SĄ gotowe, by wieku sześciu lat rozpocząć naukę w szkole? Dzieci są chętne do nauki i najczęściej gotowe by ją podjąć.

Pora napisać o dojrzałości szkolnej rodziców.
Rodzice mają obawy „Moje dziecko sobie nie poradzi”, „nie umie tylu rzeczy”, „jest jeszcze takie malutkie”, „nie rozumie co się wokoło niego dzieje”....
Pytam, dlaczego nie jest samodzielne w wieku 6 lat? Dlaczego nie ma wiedzy, którą sześciolatek powinien mieć? Dlaczego boi się świata bez mamusi (lub babci)? Dlaczego nie jest pewne siebie, nie umie mówić i argumentować. Dlaczego nie potrafi tak wielu ważnych i potrzebnych rzeczy? Bo zawsze w pobliżu jest mamusia, która ubierze, nakarmi, wytrze pupę, dopilnuje, podpowie, zrobi coś za dziecko, powie jaką podjąć decyzje i nakaże coś lub czegoś zabroni.

Rodzice martwią się jak dziecko sobie poradzi w kontakcie z dziećmi o rok młodszymi lub o rok starszymi,  a jak sobie radzi w rodzinie? na podwórku? czy w domu z rodzeństwem? To przecież łatwo sprawdzić.

Jeśli potrafiliśmy zbudować w dziecku poczucie własnej wartości i umiejętność funkcjonowania w grupie, to i w klasie sobie ono poradzi. Jeśli jest samodzielne i samoobsługowe - to nie będzie miało problemów w szkolnych realiach. Jeśli umie wyrażać swoje potrzeby i emocje, także da sobie radę. Jeśli przez pierwsze kilka lat zainwestowaliśmy nasz czas i uwagę, to pewne dziecko da sobie świetnie radę. Zakładam, że większość rodziców to wszystko zrobiła. Jeśli jednak nie wszystko lub nie jesteście pewni efektów to jeszcze nic straconego. Macie czas do września proponuję więc zacząć odrabiać zaległości już od dziś a zdążycie na pewno.

Nasze obawy i lęki są więc nieuzasadnione, bardziej się boimy niż to warto. Czy to w ogóle ma sens, że traktujemy szkołę jakby była jakimś siedliskiem złych mocy, które tylko czekają by pochłonąć nasze niewinne i bezbronne maleństwa.

Dla mnie szkoła to możliwości. To radość zdobywania nowych umiejętności, nowe przyjaźnie, które niekiedy przetrwają długie lata. Szkoła to początek nowej przygody i również od nas rodziców zależy czy będzie to przygoda szczęśliwa czy nie za bardzo. Pamiętajcie przy tym, że nauczyciel w tej przygodzie odgrywa rolę przewodnika naszego dziecka. Nie traktujcie go więc jakby był naszym lub co gorsza naszego dziecka wrogiem. Nie jest też rywalem, który podstępem skradł nagle nasz rodzicielski autorytet.
My rodzice powinniśmy, tak jak dotychczas „robić swoje”. Dziecko nadal tak samo nas będzie potrzebowało pomimo, że będzie dla nas miało coraz mniej czasu. 
Pracujmy z dzieckiem. Bądźmy pełni optymizmu i wiary w naszą pociechę.
Nasze /Wasze dziecko na pewno da sobie radę.

PS. tekst powstał 31 sierpnia 201:):)

27 komentarzy:

  1. Tylko dlaczego narzuca się to odgórnie rodzicom?Możliwość posłania dziecka wcześniej do szkoły była zawsze i chętni korzystali i tak powinno być dalej a nie przymus.A teraz czemu pozbawia się rodziców prawa decydowania o własnym dziecku? Takie zachęcające teksty nie pomogą jak rodziców traktuje się bezwolnie jak pionki w systemie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W uk dzieci są wysyłane do szkoły od 4 roku. Obowiazkowo. Jaki jest problem z wysłaniem 6cio-latka??? Nie widzę tutaj tematu do dyskusji. Dzieci muszą chodzić do szkoły i koniec. a pionkami w systemie będziemy dopóki będziemy się na to godzić. To jest inny temat. Akurat 6cio latki w szkole to super pomysł.

      Usuń
    2. W uk dzieci są wysyłane do szkoły od 4 roku. Obowiazkowo. Jaki jest problem z wysłaniem 6cio-latka??? Nie widzę tutaj tematu do dyskusji. Dzieci muszą chodzić do szkoły i koniec. a pionkami w systemie będziemy dopóki będziemy się na to godzić. To jest inny temat. Akurat 6cio latki w szkole to super pomysł.

      Usuń
    3. W Irlandii tak samo. Najpozniej mozna poslac dziecko w wieku 6 lat ale bardzo rzadko tak sie zdarza. Moja cora teraz ma 4 lata i idzie od wrzesnia do szkoly. Poszlam z nia do szkoly na dni otwarte, pobawila sie, pooglądalysmy sale dla najmłodszych, pogadalam z nauczycielkami. Fakt, w IE nauczyciele uczą takie maluszki od wielu lat i potrafią z nimi pracowac. Nikt tez nie wymaga od 4-,5-latka tabliczki mnozenia; uczą koordynacji ruchowej, rysują szlaczki, śpiewają i ucza cyferek i literek. Nie wiem co Mala robilaby w domu/przedszkolu do 7 roku życia. Z mezem bardzo sie cieszymy na wrzesien i wiemy ze poradzi sobie bardzo dobrze.

      Usuń
    4. W Irlandii tak samo. Najpozniej mozna poslac dziecko w wieku 6 lat ale bardzo rzadko tak sie zdarza. Moja cora teraz ma 4 lata i idzie od wrzesnia do szkoly. Poszlam z nia do szkoly na dni otwarte, pobawila sie, pooglądalysmy sale dla najmłodszych, pogadalam z nauczycielkami. Fakt, w IE nauczyciele uczą takie maluszki od wielu lat i potrafią z nimi pracowac. Nikt tez nie wymaga od 4-,5-latka tabliczki mnozenia; uczą koordynacji ruchowej, rysują szlaczki, śpiewają i ucza cyferek i literek. Nie wiem co Mala robilaby w domu/przedszkolu do 7 roku życia. Z mezem bardzo sie cieszymy na wrzesien i wiemy ze poradzi sobie bardzo dobrze.

      Usuń
    5. Błagam Cie nie porównuj Irlandii do Polski, gdzie szkoły u nas wogole nie sa przygotowane na nic. Moje dzieci do przedszkola poszly w wieku 2,5 lat tam sie bawily i uczyly.
      Zaparszam na dni otwarte do szkoly, gdzie dzieci nie maja przygotowanych kacikow zabaw, wspolne toalety sa na drugim koncu szkoly, swietlice to przechowalnia. A gdy sie wybierzesz to nie wybiraj szkoly w stolicy tylko w jakims mniejszym miescie. Wtedy bedziemy mogly razem rozmawiac o problemie.

      Usuń
    6. ale mnie śmieszy takie głupie pisanie: w UK dzieci są posyłane do szkoły w wieku 4 lat.
      Ludzie Wam mózgi w tym UK odjęło!!?? to sie tylko nazywa szkoła, a jest to normalne przedszkole, gdzie jest przede wszystkim zabawa i program bardzo podobny do naszego przedszkolengo dla 4-latków.
      A posłanie dziecka do szkoły, gdzie są lekcje po 45 min. dyscyplina,zresztą od naszych czasów nic w tych szkołach sie nie zmieniło, przynajmniej tutaj gdzie ja mieszkam - to zupelnie inna bajka. Porównywanie naszych szkoł do tych dla 4-latków w UK, Hiszpani czy Irlandii - to żart.

      Usuń
  2. Bardzo się dziwię rodzicom, którzy opóźniają jak mogą rozpoczęcie nauki szkolnej. Czy nie widzą, że swoim nastawieniem sami powodują w dzieciach przekonanie, że „coś z tą szkołą jest nie tak”... I potem się dziwią, że dzieci szkoły nie lubią...
    Kolejny argument, że się skraca im dzieciństwo. Na to też mi ręce opadają. Że co? Że jak pójdzie do szkoły to już szlaban na zabawki tylko poważne pozycje naukowe? Ech.
    Przecież nauka, nawet taka szkolna może być doskonałą zabawą! A ciekawość świata dzieci mają chyba wrodzoną i jak się nią odpowiednio pokieruje to wydaje mi się, że już w szczególności wiek się nie liczy.
    Piszę to, bo sama mam takie doświadczenie, że chciałam iść do szkoły o rok wcześniej z moim bratem. Ale w szkole (niestety – do dzisiaj żałuje) zadecydowano, że za dużo dzieci mają na ten rok. I odesłano mnie z kwitkiem. Zazdroszcząc bratu sama się nauczyłam czytać i jak poszłam do szkoły to same nauczycielki mówiły, że strasznie się nudzę.
    Teraz mam małego synka. Zrobię co w mojej mocy, żeby nauka dobrze mu się kojarzyła i nie miałabym raczej wątpliwości, żeby go wysłać rok wcześniej (chyba tylko, gdyby faktycznie był bardzo opóźniony i ktoś by mi to bardzo odradził i według mnie to byłoby też słuszne). Dla mnie poznawanie świata i nauka wciąż jest mega przyjemnością i marzę o tym, aby moje dziecko za moim przykładem też tak miało.
    A dzieciństwo i szaleństwo to my nadal z mężem uprawiamy bawiąc się np. w geocoaching (polecam – świetna sprawa dla małych i dużych)! I my, dorośli, nadal się umiemy bawić, więc dlaczego wysyłając dziecko do szkoły to dzieciństwo miałoby się skończyć? Może będzie mieć więcej obowiązków, ale o zabawie też na pewno nie zapomnimy!
    --
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  3. Małe dziecko mały kłopot, duże dziecko duży kłopot.
    Po co nam duże dziecko, które skończy wcześniej szkołę o 1 rok i nie ma dla niego pracy ? Niech ono pobędzie jeszcze w dzieciństwie tak jak teraz w świecie bajki, bo po skończeniu edukacji zobaczy że życie to nie bajka. Zostawmy rodzicom jak dotąd prawo wyboru. Nie wszystkie obyczaje innych krajów godne są naśladowania. Naprawiajmy w kraju chorą służbę zdrowia, zatroszczmy się o to, by młodzież po szkole miała pracę a nie podejmujmy decyzji za rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojjj Katarzyno, nie wszyscy pragna chłonąć wiedze jak Ty.
    Ja tez uwazam, ze dzieciom skraca sie dziecinstwo gdy wczesniej pojda do szkoly, spada na nich wiecej obowiazkow, z doswiadczenia wiem, ze dzieci po szkole musza poswiecic ok 2-3h po zajeciach, zanim wpadna w rytm nauki. A gdzie zabawa? zajecia popoludniowe?
    Oczywsicie szkola powinna byc przygotowana na przyjscie 6 latkow, ale niektore nie sa gotowe na 7 latki, szkoly nie maja pieniedzy i jest tragicznie w klasach. Jest jeszcze jedna sprawa w szkolach, mianowiscie swietlica szkolna. Sadzisz ze dziecko wysiedzi na swietlicy tyle godzin? Bo ja bedac dzieckiem jakbym miala tyle siedziec w szkole to pewnie bym ja znienawidzila po miesiacu.
    Sama jestem nauczycielem i ze swoimi dziecmi uczymy sie poprzez zabawe. Masz malego synka wiec nie bedziesz miala wyboru juz, bedziesz musiala z 6 latkiem biegac do szkoly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego dziecko na świelticy ma być znudzone i odrazu ją znienawidzieć. Mój syn świetlicą był zachwycony, mówił: bo wiesz mamusiu ta świetlica to jak w przedszkolu- zabawki, gry no i mam kolegów z 3 klasy:)jak Go odbieraliśmy zaraz po lekcjach to była rozpacz, że on na świetlicy jeszcze nie był :)
      w przedszkolu wiele dzieci jest czasami od 6 do 17 i jakoś nie mówi się że nienawidzą przedszkola z tego powodu.
      mój syn poszedł do I klasy jako sześciolatek a w zasadzie to 5 latek bo on jest grudniowy i teraz będąc w II klasie nadal jest młodszy od niektórych dzieci z klas pierwszych, ale gdybyśmy z mężem mieli decyzję podejmować jeszcze raz to postąpilibyśmy tak samo. Jest fajnie, syn bardzo lubi chodzić do szkoły, do obowiązków szybko się przezwyczaił. Patrząc na pozostałe dzieci z jego klasy, rozmawiając z innymi rodzicami to wszyscy zgodnie twierdzą, że dobrze zrobili posyłając dziecko wcześniej do szkoły.

      Usuń
  5. Mnie wszystko już opada... Jakie dwie trzy godziny po lekcjach w pierwszych dwóch, trzech klasach!!! Czy Państwo macie dzieci w szkole??? Skąd bierzecie takie informacje? Większość dzieci w przedszkolu siedzi znacznie dłużej niż w szkole, mając w trakcie pobytu, poza zajęciami w ramach podstawy programowej, mnóstwo zajęć dodatkowych... I to jest ok. i nikt się nie czepia. Nagle zmiana budynku powoduje, że ok. 2-3 godzin zajęć programowych, podzielonych zazwyczaj na bloki 20-minutowe, przerywane zabawą i pobyt w świetlicy to dla dziecka katorga... Niech ktoś spróbuje w jakikolwiek sposób przedstawić kontrargumenty do tekstu Doroty, bez używania komunałów "szkoła skraca dzieciństwo", "nauczyciele i szkoła nieprzygotowani" itp. Jak ktoś pisze coś takiego, to mam wrażenie, że we współczesnej szkole nie był, tylko opiera się na wspomnieniach z własnego dzieciństwa, które do tego co jest w tej chwili mają się nijak...
    Daria.

    OdpowiedzUsuń
  6. http://www.facebook.com/photo.php?v=405152046246483&set=vb.342347859191128&type=2&theater Czy widziała to Pani??? Słów mi brak, aby opisać smutek jaki czuje oglądając to.

    OdpowiedzUsuń
  7. A co ma piernik do wiatraka? Ze tez się tak wyrażę: co mnie obchodzi UK czy Irlandia skoro tam jest całkiem inna podstawa programowa niż w Polsce! W Holandii dzieci posyła się obowiązkowo do szkół od 2rż na dwie godziny i może prędzej pójdzie to dziecię pracować bo będzie miało dokąd, nie to co u nas-dla mnie to żaden argument.
    Druga sprawa to dostęp-na wsiach przy setce dzieci z jedna łazienką na 4 sale, po których jest nawet 28 dzieci (5-latki) 45 minut codziennych zajęć dydaktycznych graniczy z cudem przy tylko 5-godzinnym pobycie dziecka w przedszkolu dodatkowo w tym czasie jest angielski(od roku bezpłatny) i religia a o innych zajęciach dodatkowych nie ma co marzyć:( I te dzieci pomimo starań grona pedagogicznego i rodziców nie są w stanie dorównać dzieciom zamieszkałym w mieście. Sam wyjazd do kina tych dzieci kosztuje krocie bo wyjazd do odległego o 60km miasta ,w którym znajduję się kino (wynajęcie autokaru 600złX2) Wiem co piszę bo niestety mam porównanie.
    A trzecia sprawa to warunki w szkole - tez na wsi- tam jest niestety zbieranina dzieci z okolicznych wiosek, które czekają po zajęciach na odjazd do domu bez jakichkolwiek zajęć świetlicowych. O innych nie wspominam bo wiemy jakie powinny być spełnione warunki w szkole na przyjęcie 6-latków.

    A czwarta sprawa i chyba najważniejsza to brak jakiejkolwiek świadomości rodziców z całym dla nich szacunkiem. Nie znają specyfiki pracy nauczycieli, organizacji placówek ale tylko przy byle okazji wiecznie na nich narzekają a co najbardziej ich interesuje to życie innych ludzi. Samo zebranie, pogadanka, spotkanie z nauczycielami traktują jak zło konieczne. Ktoś może zasugerować przeprowadzkę do miasta ale nie o to chodzi bo problem niestety i tak zostanie.
    Z resztą nawet w większych miastach przy dostępie do wszelakich dogodności 1 na 10 rodziców był zadowolony z posłania dziecka do szkoły a dlaczego posłali? By nie płacić po 400-500zł za przedszkole...
    Na swojej drodze spotykałam wiele mądrych osób, nauczycieli, psychologów przede wszystkim praktyków i to oni zaszczepili we mnie zainteresowanie dzieckiem i to co się dookoła niego dzieje i tak po cichutku marzę aby P. Dorota przyjechała do naszej miejscowości i dała wykład nieuświadomionym rodzicom na co tak naprawdę należy zwracać uwagę. Także p. Dorotko zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, ja cztalam ostatnio, ze w jakiejs szkole pierwszaki musza wchodzic po SCHODACH!!! I to oznacza ze szkola jest nieprzygotowana. Rodzce ocknijcie sie. to 6 latki. Ja mam 2 letnia corke i nie ma z tym klopotu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... Schody to już całkiem dramat

      Usuń
  9. Cytuję z powyższego tekstu "Dlaczego nie ma wiedzy, którą sześciolatek powinien mieć?" i pytam, Pani Doroto, gdzie mogę się dowiedzieć co moje niespełna sześcioletnie dziecko "powinno" wiedzieć, umieć, rozumieć? Może to nie rodzic powinien oceniać taką gotowość szkolną? A może warto spotkać się z psychologiem albo porozmawiać z wychowawczynią w przedszkolu na temat tej gotowości? Jakie książki o rozwoju człowieka powinni czytać rodzice? Proszę o sugestię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudności dotyczą także codzienności rodziców:

    - nie można sobie bezkarnie "powagarować" z dzieckiem (przeziebienie, potrzeba odpoczynku od drylu), bo nie dość, że trzeba to usprawiedliwić, to potem także z dzieckiem odrobić powstające z każdym dniem zaległosci, prace domowe, sprawdziany itp. - gdy dziecko jest w przedszkolu rok dłużej, to i rodzic ma wolne od takich obowiązków, co przy codziennej własnej pracy znaczy dużo,

    - w szkole jest stres: dziecko ma robione wspomniane sprawdziany (tak, nawet 6-ciolatki), jest wywoływane do tablicy, (przykład z życia) i często od razu oceniane wpisem do dziennika, wymaga się od niego skupienia uwagi w ławce przez 45 min. (często zabawy i gimnastyka są fikcją)

    - stresujące trudnosci dotyczą także obowiązku spisywania z tablicy (szereg sześciolatków nie ma jeszcze na tyle dobrze opanowanej orientacji przestrzennej, umiejętności odwzorowywania na odległość, nie mówiąc już o samej konieczności dbania o to, że tę pracę domową należy sobie zapisać, by wiedzieć co zrobić po szkole) - to wbrew pozorom duży problem, bo brak spisanej z tablicy pracy oznacza przyjście z nieodrobioną pracą domową - obrywa się i dziecku, i mamie (nauczyciele tłumaczą się tym, ze nie mają obowiazku sprawdzać czy każde dziecko spisało z tablicy to co trzeba)

    - pojemność i sprawnosć pamięci jest w wieku 6 lat niewystarczająca, by pamiętać gdzie położyło się każdą ważną rzecz (gubione szaliki, stroje na wf, piórniki), nie mówiąc już o pakowaniu i pamiętaniu o każdym słoiczku, który trzeba przynieść, każdej mące, roślince, opakowaniu po jogurcie itp, które w ramach urozmaicenia zajęć dzieci mają przynosić - a kończy sie to dodatkowym stresem, bo znów coś zapomniało

    - i tęsknota wzmacniana przez te sytuacje stresujące oraz ciągłe zmiany (sal, korytarzy, osób prowadzących itp.) oraz hałas, dużą zimną przestrzeń i nie ma co się oszukiwać - chaos szkoły - ta tęsknota za pomocną bliskością kogoś kochanego też nie jest bez znaczenia dla 6-cio latka.

    - wysłanie dziecka w wieku 6 lat to także konieczność wcześniejszego zdyscyplinowania siebie i budżetu: dochodzą zajęcia z angielskiego, zajecia gimnastyki korekcyjnej, na szybko poszukiwane zajecia z usprawniania koncentracji, technik szybkiego zapamiętywania, z podstaw matematyki, gry na instrumencie itp. - oczywiscie nie trzeba, obowiazku nie ma, ale z praktyki widzę, że wielu rodziców szuka takich zajeć - co oczywiście oznacza mniejszy lub większy koszmar logistyczno - finansowo - czasowy. Bywa, ze nie wysłanie dziecka na zajecia dodatkowe wiąże się z odstawaniem na tle klasy, i to nie tylko społecznym ale merytorycznym.

    A to zaledwie kilka trudności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Mam duży problem z moim uczniem i coraz mniej pomysłów jak sobie z nim poradzić. Proszę panią o kontakt jeśli to możliwe. Pozdrawiam K. Macko email: katarzyna.macko@gmail.com

      Usuń
  11. Szkoła to jedna wielka masakra w porównaniu do prywatnego przedszkola. Intelektulanie dzieci dadzą radę, a emocjonalnie nie wszystkie. Do tego zróbmy małe porównanie:

    Zerówka w SZKOLE (najczęściej publiczna)

    (- MINUSY -)

    - posiłki ograniczone czasem trwania przerwy międzylekcyjnej;
    - niewystarczająca opieka - jeden nauczyciel w klasie oraz w świetlicy;
    - trudności organizacyjne, brak opieki po zajęciach lub oddziały świetlicowe wspólne z innymi;
    - niezapewniona opieka w czasie ferii i wakacji;
    - często utrudniony dostęp do sanitariatów, wspólnych dla całej szkoły;
    - mniejszy zakres lub brak zajęć dodatkowych;
    - ograniczony dostęp lub brak dostępu do specjalistów;
    - większy stres, więcej dzieci, mniej przyjazne i bezpieczne środowisko;


    (+ PLUSY +)

    + łatwiej przysiąść do nauki, bo warunki często bardziej przypomina szkołę;


    ================================================
    Zerówka w PRZEDSZKOLU (najcześciej prywatna w większych miejscowościach)

    (+ PLUSY +)

    + regularne posiłki trzy razy dziennie bez ograniczenia czasu ich spożywania;
    + codzienna higiena po posiłkach;
    + bieżący dostęp do napojów/wody pitnej;
    + wsparcie dodatkowej osoby podczas ubierania, wydawania posiłków, sytuacji nieprzewidzianych;
    + opieka w czasie najbardziej pożądanym - kiedy rodzice są w pracy;
    + cała infrastruktura przystosowana do małych dzieci;
    + bogate wyposażenie, plac zabaw w standardzie;
    + duży wybór zajęć dodatkowych ważnych dla rozwoju np. rytmika;
    + dostęp do specjalistów np. logopedy;
    + obecność na terenie placówki tylko dzieci w wieku przedszkolnym;
    + dłuższy pobyt w atmosferze zabawy wraz z wcześniej poznanymi kolegami;


    (- MINUSY -)

    - brak etapu przejściowego, kiedy dziecko trafiając do szkoły jako uczeń pierwszej klasy musi się szybciej dostosować do nowych warunków.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jednak uważam, że zerówka przygotowująca dziecko i nas-rodziców, zerówce nierówna. Mój syn powtarzał zerówkę, bo nie nadawał się do szkoły. W/g psychologów nie poznał odpowiedniego zasobu słownictwa i literek i słabo to pojął. Cała grupa powtarzała rok. Gdy miał 7 lat, była kolosalna różnica. Pani Doroto, wszystko zależy tez od tego na jakich nauczycieli trafimy my i nasze dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  13. Sama byłam dzieckiem posłanym w wielu 6 lat do szkoły tak jak i moja siostra, na początku lat 90'. I co nie mam jakiejś traumy z tym związanej, ba nawet wiele mi to dało np.: byłam ostatnim rocznikiem klas 8. Wszyscy moi rówieśnicy poszli już do gimnazjum. Moje traumy nie były związane z rozłąką z mamą, ani z wymaganiami szkolnymi, (raczej z tym, że po szkole moja mama nie miała cierpliwości, żeby zmobilizować mnie do nauki). Z perspektywy czasu przy 36 uczniach nauczyciele dobrze dawali sobie radę.

    Przy okazji zapraszam na mojego bloga
    http://rodzicpoludzku.wordpress.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Problem, o którym Pani nie pisze, a który budzi kontrowersje, to zdublowanie rocznika,w dodatku pochodzącego z wyżu urodzeń. wczesniej szkoły zamykano. Teraz nagle pojawi się podwójna liczba dzieci w tych, które zostały. To jest problem, który odbije się na dzieciach i przed ktłórych chcemy je chronić..

    OdpowiedzUsuń
  15. Fiński system szkolnictwa jest uważany za najlepszy na świecie. i proszę: edukację szkolną rozpoczynają dzieci w wieku siedmiu lat! i nie tylko to różni nasze szkoły.

    OdpowiedzUsuń
  16. No i zatoczylismy tą wypowiedzią kółko - to właśnie dla rodziców ta szkoła przede wszystkim nie bardzo jest wygodna. Pracuję w przedszkolu od wielu już lat i obserwuję, że koronny argument rodziców to to, iż będą mieli jeszcze jeden rok spokoju w przedszkolu a szkoła to dla nich wyzwanie , bo dzieciaczki takie malutkie (scenki w szatni z ubieranymi i opatulanymi od stóp do głów 5-cio i 6-latkami)że nie wspomnę odprowadzanych za rączkę a nawet wnoszonych na rączkach.Dajmy naszym dzieciom dorosnąć, pozwólmy im popełniać błędy a co za tym idzie uczyć się i doświadczać rzeczywistości, nie wyręczajmy ich w każdej czynności. Tak naprawdę to dorośli mają problem ze szkołą a nie dzieci a pozostawienie ich do emerytury w przedszkolu niestety nie wchodzi w rachubę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdy sobie przypominam, na jak miernych nauczycieli trafiałem w trakcie swojej edukacji, teraz odczuwam przemożną chęć ograniczenia mojemu dziecku kontaktu z realiami polskiej szkoły tak długo, jak to tylko możliwe. A może od tego czasu się coś poprawiło? Może, ale niby z jakiego powodu? Nauczyciele są teraz lepiej przygotowywani? Dostają więcej pieniędzy, co prowadziłoby do lepszej selekcji?
    I nie chodzi mi o izolowanie dziecka od realnego świata. Po prostu ta szkoła jaką ja pamiętam była karykaturą normalnego świata.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja posłałam swojego syna do szkoły a kiedy zapytałam jak mu siępodoba i dlaczego odpowiedział: "to że dużo robią w książkach (ćwiczeniach)". Bo dzieci są chłonne nauki jak gąbeczki, w mojej szkolebo tylko o tej mogę się wypowiedzieć, dzieci z pierwszych klas puszczane są na przerwę oddzielnie, tuż przed biurkiem na środku znajduje się dywan, kiedyś byłam świadkiem jak po 15min od rozpoczęcia lekcji siedziały już na dywanie, nie przekonują mnie argumenty przeciw, że Państwu zależy na tym by szybciej podjęły pracę ... a kto wie ile moje dziecko będzie się uczyło, a swoją drogą 7latek może zakończyć swoją edukację już po gimnazjum, ewentualnie troszkę dalej i co, i rozpocznie pracę wcześciej niż 6latek który studiuje dziennie, nie ma reguły żadnej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń