środa, 27 marca 2013

Jak to z ch*** było?


"Dzięki" pewnej wypowiedzi - sprzed kilku dni - pewnej artystki, wielu Polaków, przynajmniej ci, którzy zaglądają do komputera i oglądają serwisy informacyjne w TV - będzie wiedziało jak
poprawnie pisze się wulgarną nazwę męskiego narządu płciowego.

Odbyłam  na ten temat na Twitterze niezwykle interesującą i pouczającą, by nie powiedzieć edukacyjną  - nocną rozmowę z Artystą, znanym muzykiem, zwanym dalej dla ułatwienia Muzykiem.

Wszystko rozpoczęło się od  postawionego przez Muzyka pytania „Czy ktoś się wreszcie zorientuje, że określenie na "ch" padło nie pod adresem papieża, tylko KARDYNAŁA, którego papieżem wybrano?”
Zgodziłam się z takim podejściem do sprawy, zaznaczając, że ja sama nikogo bym tak nie nazwała. Nawet prywatnie.
No i się zaczęło. Dowiedziałam się, że Muzyk "by tak nazwał
i że jest to kwestia kodów językowych".  Przeczytałam, że "on ma swoje, ja swoje i Ewa/autorka dyskutowanej, kontrowersyjnej wypowiedzi/ ma swoje". 
"Kapusia spokojnie można nazwać ch*** (wg mojego kodu)" - dodał mój rozmówca.
Ja nadal upierałam się, że "NIKOGO tak nie można nazwać. Po prostu. Ten wyraz znaczy co innego:):):)">
Muzyk stwierdził wówczas, że "co innego znaczy również świnia, burak, bydlę."Zgadza się, choć to akurat nie są wulgaryzmy.

Dyskusja trwała jeszcze jakiś czas i pointą zdawało się być, że
ja  według Muzyka "demagogicznie odbieram językowi polskiemu miliony kolorów, emfazy metafor i porównań,  i że sprowadzam rozmowę  na tor "bezsęsu".
Nadal nie byłam przekonana i zapytałam wprost:
"A co znaczy ch..?"
Odpowiedź postawiła mnie do pionu.
"To samo, co ciul po śląsku, prick po angielsku, hoj po rosyjsku".

Ponieważ było już BARDZO późno, chcąc rozmowę zakończyć pojednawczo napisałam;
"możemy się pięknie różnić i że choć dla Muzyka każdy zły to ch*** , to dla mnie może to równie dobrze: drań, gnida, hulaka, kanalia, łajdak, łobuz, łotr, padalec, szubrawiec, szuja, bandyta, bandzior, drab, oprych, opryszek, rabuś, rozbójnik, rzezimieszek, szumowina, typ spod ciemnej gwiazdy, zakapior, zbir, zbój, ananas, ancymon, urwis, gagatek, gałgan, hultaj, huncwot, łobuziak, nicpoń, ziółko, psotnik i jeszcze wiele wiele innych w zależności od sytuacji". Zapytałam też "czy to nie jest jednak lepsze i bogatsze  niż "ch***"…? Moim zdaniem jest. Ale to oczywiście kwestia kodu:)"

Wtedy Muzyk postawił mnie do kąta, uznając, że "insynuuję i dla niego nie każdy zły to ch***".
Odesłał mnie również do słownika - "choćby slangu" - do przeczytania określeń spornego wyrazu.

Cóż tam znalazłam?

1) Wulgaryzm, oznaczający "męski członek"; stosowany w tym znaczeniu niezbyt często (raczej jedynie w generalnie wulgarnych kręgach) ze względu na dużą wulgarność słowa; 
2) Wredny facet, stosowane często dla określenia adminów, moderatorów i szefów (jako synonim), nauczycieli, wykładowców i innych ludzi utrudniających codzienne życie. W odróżnieniu od dupka - ch*** sugeruje, że nazwany tak gość jest wredny i zły.
3) Słowo pochodzące od wyrażenia używanego w staropolszczyźnie. Oznacza ono wykastrowanego knura. Często błędnie interpretowana pisownia oraz pochodzenie tego wyrazu.
4) Znaczy negatywnie o drugim człowieku.
5) Język chuj (– polisyntetyczny język z rodziny języków majańskich, używany przez Indian w Gwatemali i Meksyku).

Rozumiem, że pani Ewa Wójciak - której wypowiedź sprowokowała całą powyższą dyskusję oraz Muzyk posługujący się określonym wspólnym kodem, używają jednego z powyższych wyjaśnień (mimo, że jest to słownik slangu młodzieżowego).
Którego z wyjaśnień? -  pozostaje dla mnie tajemnicą, gdyż zasnęłam z telefonem w ręku.
Znak czasów.
Rano przeczytałam tylko, że kilka osób bawiło się tym naszym kodowaniem.
Nadal jednak upieram się wręcz, że o NIKIM i NIGDY i w żadnych okolicznościach nie powinno się powiedzieć  "ch***".

Nobody's Perfect.

4 komentarze:

  1. Szkoda słów, dla mnie to proste...prywatnie mogę sobie pozwolić na "rzucanie mięsem" (słownie, w okreslonym gronie ) , nigdy nie napisałabym tego publicznie, a będąc osobą publiczną lub na stanowisku ...wogóle . Uważam, że Pani dyrektor zapomniała się, należy sie jej bura...
    Jednak mam taką myśl...skupmy się też na tym co robią niektórzy , a to co mówią niech zostanie na drugim planie (choć ważne)
    Dodam tylko , że taka wypowiedź nie powinna mieć miejsca nigdy .

    OdpowiedzUsuń
  2. Komuś takiemu, jak wspomniana pani, od której zaczęła się afera, absolutnie nie przystoi nazywanie KOGOKOLWIEK w taki sposób. Gdyby ośmieliła się nazwać tak prezydenta lub premiera, zapewne wytoczono by jej proces.

    OdpowiedzUsuń
  3. Coz...rzeczona Pani sie...."obnazyla"....moze niekoniecznie w sensie doslownym ale na tyle oczywistym, by sie osmieszyc.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest jeszcze takie uczucie, jak bezsilność.

    Nazwanie złego człowieka draniem czy szubrawcem może ma sens dla nazywającego. Dla drania nie ma, bo gdyby miało - nie byłby draniem, nieprawda?

    W obliczu bezsilności wolę nazwać chuja chujem. Ostatecznie - wyraz należy do zasobu słownictwa czynnego. Wrażliwym polecam Maleńczuka i "Babalubabu". Przypominam również nieśmiało o tym, że mamy rok tuwimowski.

    OdpowiedzUsuń