poniedziałek, 13 maja 2013

Największy komplement


Kilka dni temu przeczytałam NAJWIĘKSZY komplement, jaki padł w moją stronę w ostatnim czasie i to z ust osoby, której NIGDY bym nie o to nie posądziła. Zapewne, nie był zamierzony, ale co tam. Chodzi o dyżurną plotkarę RP. W wywiadzie udzielonym w ramach promocji swojej książki była uprzejma powiedzieć:
Myślę, że TVN bardziej trzyma na smyczy Kubę Wojewódzkiego, niż kontrolował „supernianię".
BARDZO dziękuję za te słowa. Sprawiły mi dużą satysfakcję. Opisują bowiem dokładnie moją relację z TVN.
Smycz autorki jest zapewne znacznie krótsza niż Wojewódzkiego. On uwzględniając wszelkie ku niemu uwagi - przynajmniej jest indywidualnością. Ona, zaledwie pasożytuje na osobach publicznych.
Ja zawsze mówię to co myślę. Mam wolność. Nie jestem osobą, której można coś narzucić i kontrolować. To wspaniałe uczucie.
Padło także stwierdzenie, że jestem „medialnym potworem”. Kim więc jest ktoś, kto za pieniądze opluwa innych ludzi?
PS W ostatnim „Maglu”, którego fragment poświęcony sobie niestety zobaczyłam, prowadzący skarżyli się, że usiadłam „plecami do nich” na konferencji ramówkowej TVN Style. Jak widać na zdjęciu wszyscy usiedli do nich plecami. Straszna to musi być dla nich trauma do dziś, bo wydarzenie to miało miejsce w marcu 2012 roku. Tak! Ponad ROK TEMU bo wtedy uczestniczyłam w konferencji po raz ostatni☺ Proszę o wybaczenie, rzeczywiście „naczelnych plotkarzy” nie widziałam, bo siedzieli daleko z tyłu… A scena była… jakby z przodu ☺☺ I jeszcze jedno. Nie powiedziałam wtedy „dzień dobry”? Możliwe, uczono mnie bowiem , że to mężczyzna kłania się kobiecie, a osoba młodsza starszej.

sobota, 11 maja 2013

Dziecko jest jak tatuaż na twarzy

Kilka słów kilka o filmie „Jedz, módl się, kochaj"


Zacznę od tego, że książki Elizabeth Gilbert nie czytałam, ba nawet nie dosłuchałam do końca. Audiobook w wykonaniu Anny Dereszowskiej okazał się dla mnie niestrawny.

Z „nasłuchów” wiem, że wszędzie, gdzie książka była wydana, natychmiast stawała się bestsellerem. Mało tego, bardzo wiele młodych kobiet na świecie traktuje ją niemalże jak Biblię. Autorka stwierdza, że popularność książki idealnie przedstawia i opisuje problemy i potrzeby czytelniczek. Twierdzi również, że wskazuje im kierunek i pomaga odnaleźć  wszelkie odpowiedzi na ważne życiowe pytania.
O książce trudno mi mówić, ale film okazał się niespodzianką. Po pierwsze bardzo lubię Julię Roberts a szczególnie jej śmiech.  Dla mnie jest jak lekarstwo na wszelkie dolegliwości. A w tym filmie Julia śmieje się czasem.  Po drugie film ma piękne zdjęcia i świetną ścieżkę dźwiękową. Powiem więcej, zdjęcia przepiękne. Dla mnie "nielota", takie obrazki z dalekich stron są powodem do skurczu w gardle. A te szczególnie  tego skurczu są warte.
Z trzech cegiełek na których opiera się konstrukcja filmu najbardziej podoba mi się....włoska. Może dlatego, że Włochy to jedno z moich niespełnionych dotąd podróżniczych marzeń. Epizod hinduski zupełnie dla mnie niezrozumiały z powodów wykraczających poza obraz i dźwięk.  Medytacja to dla mnie „inna bajka”. Na Bali bezzębny szaman  w ósmym pokoleniu zyskał moją sympatię od pierwszych słów i pierwszego uśmiechu. Sympatii jakoś jednak nie zyskał Bardeem, płaczliwy, nieco zakompleksiony i lękowy „men” . Ale może po prostu nie lubię takich facetów. Może uprzedziłam się do niego po "koszmarnej" roli /postaci/ w „to nie jest kraj dla starych ludzi”. Możliwe, więc nie przywiązujcie się do mojego zdania.
Cała masa lukru, świat u stóp i cukierkowe zakończenie, to zapewne to, co jest potrzebne jako przeciwwaga dla  tego wszystkiego co za oknem i w TV. Nie lubię egocentrycznych bab, które rzucają wszystko i wszystkich traktując przedmiotowo świat i ludzi. No dobrze. Mamy ludzki odruch - na Bali- bo pomoc „lekarce domowej” daje nadzieję, na to, że ludzie są z natury dobrzy.
Mnie z całą pewnością jednorazowe obejrzenie filmu wystarczy. Nie będzie to pozycja do której będę powracać. Mimo śmiechu Julii Roberts.

PS ten tekst napisałam 6 lutego 2011 roku. Dziś obejrzałam film po raz drugi.
Jednorazowe obejrzenie by wystarczyło.