sobota, 11 maja 2013

Dziecko jest jak tatuaż na twarzy

Kilka słów kilka o filmie „Jedz, módl się, kochaj"


Zacznę od tego, że książki Elizabeth Gilbert nie czytałam, ba nawet nie dosłuchałam do końca. Audiobook w wykonaniu Anny Dereszowskiej okazał się dla mnie niestrawny.

Z „nasłuchów” wiem, że wszędzie, gdzie książka była wydana, natychmiast stawała się bestsellerem. Mało tego, bardzo wiele młodych kobiet na świecie traktuje ją niemalże jak Biblię. Autorka stwierdza, że popularność książki idealnie przedstawia i opisuje problemy i potrzeby czytelniczek. Twierdzi również, że wskazuje im kierunek i pomaga odnaleźć  wszelkie odpowiedzi na ważne życiowe pytania.
O książce trudno mi mówić, ale film okazał się niespodzianką. Po pierwsze bardzo lubię Julię Roberts a szczególnie jej śmiech.  Dla mnie jest jak lekarstwo na wszelkie dolegliwości. A w tym filmie Julia śmieje się czasem.  Po drugie film ma piękne zdjęcia i świetną ścieżkę dźwiękową. Powiem więcej, zdjęcia przepiękne. Dla mnie "nielota", takie obrazki z dalekich stron są powodem do skurczu w gardle. A te szczególnie  tego skurczu są warte.
Z trzech cegiełek na których opiera się konstrukcja filmu najbardziej podoba mi się....włoska. Może dlatego, że Włochy to jedno z moich niespełnionych dotąd podróżniczych marzeń. Epizod hinduski zupełnie dla mnie niezrozumiały z powodów wykraczających poza obraz i dźwięk.  Medytacja to dla mnie „inna bajka”. Na Bali bezzębny szaman  w ósmym pokoleniu zyskał moją sympatię od pierwszych słów i pierwszego uśmiechu. Sympatii jakoś jednak nie zyskał Bardeem, płaczliwy, nieco zakompleksiony i lękowy „men” . Ale może po prostu nie lubię takich facetów. Może uprzedziłam się do niego po "koszmarnej" roli /postaci/ w „to nie jest kraj dla starych ludzi”. Możliwe, więc nie przywiązujcie się do mojego zdania.
Cała masa lukru, świat u stóp i cukierkowe zakończenie, to zapewne to, co jest potrzebne jako przeciwwaga dla  tego wszystkiego co za oknem i w TV. Nie lubię egocentrycznych bab, które rzucają wszystko i wszystkich traktując przedmiotowo świat i ludzi. No dobrze. Mamy ludzki odruch - na Bali- bo pomoc „lekarce domowej” daje nadzieję, na to, że ludzie są z natury dobrzy.
Mnie z całą pewnością jednorazowe obejrzenie filmu wystarczy. Nie będzie to pozycja do której będę powracać. Mimo śmiechu Julii Roberts.

PS ten tekst napisałam 6 lutego 2011 roku. Dziś obejrzałam film po raz drugi.
Jednorazowe obejrzenie by wystarczyło.

8 komentarzy:

  1. Javier Bardem za swoja koszmarną role dostał Oscara dla najlepszego aktora. Biedna Akademia, nie zna się na kinie, tak jak wszystkowiedząca niania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardeem zdobył Oscara w 2008 za rolę drugoplanową w filmie braci Coen "To nie jest kraj dla starych ludzi". Fantastyczny film i rola.
      Jak już coś komentujesz to warto wiedzieć co i jak:):)

      Usuń
    2. Swoje dobre rady zachowaj dla siebie. :) Czytanie ze zrozumieniem tez szwankuje?
      "Może uprzedziłam się do niego po koszmarnej roli w „to nie jest kraj dla starych ludzi."

      Usuń
    3. Proponuję czytać ze zrozumieniem... "koszmarna rola" - to znaczy że postać straszna.. nie wiem czy widziałeś film? Nie grał koszmarnie.. tylko postać koszmarna...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. pani Doroto jak można do Pani napisać wiadomość z zapytaniem o wychowywanie maluszka ??? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała prawda o "Superniani". Smutna prawda.

    "Wracając do kreowania TVN-owskich celebrytów od podstaw, powiem szczerze, ze daje to czasem efekt uboczny w postaci tworzenia medialnych potworów.
    Klasycznym przykładem jest „superniania", czyli Dorota Zawadzka. To nieudane dziecko TVN Ta osoba uwierzyła w swoją boskość. Zapadła na chorobę celebrycką. Myślę, że TVN bardziej trzyma na smyczy Kubę Wojewódzkiego, niż kontrolował „supernianię".
    Ja straciłam do niej szacunek podczas „Tańca z gwiazdami", w którym wzięła udział. Przecierałam oczy ze zdumienia, widząc, co ta kobieta wyprawiała na swoim Facebooku. Opisywała kulisy programu, wyciągała największe brudy, chociaż w umowie miała zapisane zachowanie tajemnicy - standardowy zapis wszystkich telewizyjnych produkcji. Przekroczyła granicę, pisząc o tym, ze Edyta Górniak wstrzyknęła sobie botoks. Wszyscy widzimy, co zrobiła sobie Górniak, kiedy jednak mówi o tym osoba, która chce być autorytetem, jest psychologiem, nie panią z „Magla..." tak jak ja, tylko idzie do Pipcińskich i mówi im, jak mają wychowywać pięcioletniego Jasia, to gruba przesada. Ja mówię o botoksie Górniak, bo to moja praca. Biorę głupi wywiad i go wyśmiewam. Ale nie próbuję uczyć ludzi, jak mają żyć. Zawadzka chciała uczyć, a jednocześnie stała się plotkarą, była nielojalna wobec koleżanek z planu, robiła kwasy. Pomyliły się jej światy. A media rzuciły się na nią jak szczerbaty na suchary, bo sama obaliła swój mit. Każdy z nas jest plotkarzem, ale nie każdy z nas chce być postrzegany jako naukowiec z autorytetem.Straciła dystans. Podobnie było z Zawadzką. Osoba, która ją stworzyła, dziś mówi, ze skończy za to w piekle."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NAJLEPSZY komplement na świecie:
      Myślę, że TVN bardziej trzyma na smyczy Kubę Wojewódzkiego, niż kontrolował „supernianię".
      Jutro napiszę bloga w tej sprawie;):):)
      ps "cała prawda" z ust KKP - nie żartuj:):):)

      Usuń