wtorek, 19 listopada 2013

Nie-karny jeżyk


Tekst jest odpowiedzią na artykuł w serwisie internetowym „dziecisawazne” co znaczy, że dzieci są ważne.
W prezentowanym tekście autorka próbuje rozprawić się, rozłożyć na elementy pierwsze dwie metody stosowane przez rodziców w wychowaniu. Opisuje karnego jeżyka i tablicę motywacyjną. 
Dziś na tapecie:
KARNY JEŻYK 
Po pierwsze k.j. NIE JEST karą i nie może być w tych kategoriach rozpatrywany. Jest to time-out czyli WYCISZENIE. Moment w relacji rodzic/dorosły-dziecko, gdy nie można poradzić sobie z emocjami i trzeba po prostu dać sobie chwilkę na wyluzowanie. 
Wielu z nas dorosłych ma takie momenty „poczekaj daj mi moment” mówi kobieta do mężczyzny, gdy targają nią trudne do pojęcia emocje. "Zostaw mnie samego na moment" mówi facet, który próbuje zebrać się w sobie w emocjach. Dorosłym potrzeba niewiele czasu, czasem sekund - tak krótko, bo mamy już trening. Dziecko nie ma, więc trzeba go tego nauczyć. 
Autorka pisze, że ”za nieakceptowane przez nas zachowania dziecko zostaje posadzone na specjalnej poduszce (specjalnym krzesełku) i musi tam spędzić określoną ilość czasu. I warto oczywiście, żeby okazało skruchę”. 
Mądry świadomy narzędzia rodzic WIE, że nie chodzi o wszystkie zachowania tylko o te, w stosunku do których ustaliliśmy reguły i zawarliśmy kontrakt. „nikt nikogo nie bije”, „nie rzuca się zabawkami”, "nikt nie pluje", "nie wolno czegoś". Dziecko nie może być odesłane na jeżyka, gdy „walczy o swoje” to znaczy gdy np. odmawia jedzenia, spania, czy założenia zielonej bluzki zamiast różowej, chyba że przy tym wykazuje zachowania co do których umówiliśmy się z dzieckiem, że się nie pojawią. Czyli jeśli rzuca zabawkami gdy nie chce założyć bluzki to k.j. za rzucanie zabawkami a nie za decyzję o bluzce. Bo uczymy, że powinno powiedzieć co chce a czego nie. Dlatego metoda ta ma sens dopiero w przypadku dziecka powyżej 36 miesiąca. 
W tekście czytam, „wiemy, jak trudnym doświadczeniem jest dla dziecka izolacja od rodzica i jego akceptacji” - uważam, że zdecydowanie trudniejszym jest krzyk matki lub stosowana wobec niego przemoc. Poza tym dziecko jest "izolowane" od rodzica w zasięgu wzroku.
Jeżyk pozwala i matce i dziecku na uspokojenie emocji i opanowanie się. Temu ma służyć.
Błędem jest stwierdzenia że „najlepszym dowodem na nieskuteczność tej metody jest czas, po jakim trzeba ją stosować ponownie do podobnego lub nawet tego samego zachowania”. Z wychowaniem i edukacją jest tak, że żeby czegoś nauczyć trzeba stosować metody wielokrotnie. Setki razy. W nauce czegokolwiek powtarzanie jest podstawą. Nie można nauczyć się NICZEGO po jednorazowym powtórzeniu. Nie ma zmiłuj. 
Autorka podaje „poważne argumenty przeciw tej metodzie” - są one oparte na niewiedzy merytorycznej, nie mogą więc być poważne. 
„Dziecko, które siedzi na jeżyku bądź stoi w kącie, rzadko odczuwa skruchę i chęć poprawy”. NIE MUSI, nie po to tam jest. Powinno jedynie się uspokoić by móc POROZMAWIAĆ z rodzicem na spokojnie o tym co się wydarzyło. 
„Dzieci, które „robią coś źle”, nie robią tego dla przyjemności ani z chęci dokuczenia” - oczywiście że nie. To racja, ale jak to się ma do oceny metody? „Jeżyk nie uczy samokontroli oraz radzenia sobie z trudnościami” - nie ma tego uczyć. Uczyć ma rozmowa, która nastąpi po uspokojeniu się. Tak więc najpierw trzeba się uspokoić a potem porozmawiać. 
Dziecko w histerii albo w napadzie furii często nie da się opanować w żaden sposób. Nauczone, że ma wtedy prawo pójść w miejsce wyciszenia, dojść do siebie daje dobre rezultaty. A żeby się tego nauczyło musi to poćwiczyć i dostać pozytywne wzmocnienie od siebie i rodziców. 
Uczy że potrzeby dziecka są dla rodziców mało ważne, najważniejszy jest spokój”. Każdy człowiek wie, że z osobą w stanie silnego wzburzenia nie ma rozmowy. Osoba jest zablokowana i nic do niej nie dociera. Ważny jest tylko spokój potrzebny do rozmowy, powiedzenie, że emocje dziecka nie są ważne jest nadużyciem. 
„Karny jeżyk używany jest w sposób zupełnie destrukcyjny: w celu ukarania dziecka za przeżywanie i okazywanie uczuć, które trudno nam zaakceptować” - to niestety zdarza się często, ale nie zawsze. Wynika to nie z faktu stosowania jeżyka a z tego że rodzice nie wiedzą po co on jest i traktują go jako karę. Bardzo często także nadużywają tej metody. 
Stosują ją jak „wytrych” do każdego zachowania i przejawu emocji dziecka . A to źle.
Po uzyskaniu wyciszenia OBOWIĄZKOWO musi odbyć się rozmowa w trakcie której nazywamy emocje, nazywamy sytuację, mówimy jak można sobie z nimi inaczej poradzić. Chwalimy dziecko, że poradziło sobie i że liczymy na to, że dziecko lepiej będzie sobie radzić. Ta rozmowa jest spokojna (bo i rodzic się uspokoił) jest rzeczowa i w pełni dobrych a nie złych emocji. 
Dobrze stosowany jeżyk jest naprawdę świetną metodą radzenia sobie z emocjami. Naprawdę działa. 
*Ten tekst powstał niemal dwa lata temu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz