niedziela, 15 grudnia 2013

Gdzie jest Rita? - "Edukacja Rity", teatr 6 piętro.

Ta recenzja powstała 31 stycznia 2012 o 17:46


Uwielbiam Julie Walters, zawsze i w każdej roli. Na początku swej wielkiej kariery w roku 1983 wystąpiła w rewelacyjnej adaptacji sztuki Willy'ego Russella- opartej na wątku z "Pigmaliona" G.B. Shaw.
Partnerował jej Michael Caine. Aktorzy zostali nagrodzenie Brytyjskimi „Oskarami” (BAFTA), dostali Złoty Glob i nominacje do Oscara.
Walters zagrała prostą, niewykształconą, ale mądrą życiową mądrością fryzjerkę z uniwersyteckiego miasteczka, marzącą o wiedzy i lepszym życiu, także tym wewnętrznym. Film wyszedł poza ramy sceny, dając widzom pełniejszy obraz marzeń i rozczarowań, kłopotów i nadziei. Zarówno Rita jak i Frank nieustannie od czegoś uciekali, życiowe problemy ich przerastały. Z pozoru, tylko on miał jej coś do zaoferowania. Okazało się, że to nieprawda. Kiedy to zrozumieli  zajęcia na „Uniwersytecie Otwartym” wiele nauczyły ich oboje.

Z nadzieją na rewelacyjne przedstawienie – słyszałam, że świetne – kupiłam bilety.

Już w pierwszych minutach poczułam się lekko zaskoczona. Polska Rita – w tej roli Małgorzata Socha – okazała się wulgarną prostaczką a nie zagubioną w świecie mądrą, choć prostą, młodą kobietą. Nie mogłam znaleźć w tej kreacji nic, co sugerowałoby, że fryzjerka z przedmieścia ma mózg. Zresztą ze sceny - z ust jej samej - pada nawet kwestia, że „długo by u niej mózgu szukać”.  To kłóci się z moją wizją pierwowzoru. Bo przecież nie taka jest Rita. Dotychczas widziałam ją jako niewykształconą dziewczynę z ambicjami, szukającą odpowiedzi, których nigdy we własnym środowisku nie miałyby szansy znaleźć. Ta młoda kobieta, czuje nieopanowany głód wiedzy. Wie czego chce. Szuka „lepszej piosenki do śpiewania”. Wydaje się, że znajduje swą szansę w osobie doktora Bryanta – w tej roli jak zawsze przewidywalnie dobrze grający Piotr Fronczewski. Bryant wie wszystko, oprócz tego, że sam jest swoim wrogiem. Alkohol trzymany między książkami daje mu poczucie bezpieczeństwa. Nasączony whisky zapomina wiele z realnego świata, pamięta jednak nazwiska angielskich poetów i dzięki temu trafia do swoich skarbów.
Frank żyje by pić. Pije, bo na trzeźwo nie da się żyć.

Wydaje się, że nietrafione jest obsadzenie w roli Rity Małgorzaty Sochy. Nie jest wiarygodna. Rita na 6 piętrze wpada z jednej sztuczności w drugą, najpierw udaje fryzjerkę a potem intelektualistkę.  Mam nadzieję, że to pośrednio wina reżysera, który źle poprowadził tę rolę. Rita Sochy jest po prostu głupia. Nie wzbudziła mojej sympatii a tylko rozczarowała. Nie czułam, że znalazła się na rozstaju, kurczowo trzymając się swoich marzeń. Być może Małgorzata Socha nie była tego dnia w  formie,o czym mogłyby świadczyć częste pomyłki w tekście.
Przy tak zbudowanej postaci partnerki, Piotr Fronczewski nie miał szansy się rozwinąć, sytuacja nie wymagała od niego pokazania całego swojego kunsztu aktorskiego. Tu był nadal cudownym Profesorem Kleksem, wyrozumiałym mędrcem i mistrzem, z tą jedynie różnicą, że tam wysyłał swe oko na księżyc a tu zaglądał do butelki.
Jedną z wartości dramatu Willy'ego Russella jest to, że Frank dostrzegał w pewnym momencie, iż wiedza i tak zwane obycie, niszczy to co w Ricie najpiękniejsze i najbardziej wartościowe, czyli szczerość. W spektaklu w reżyserii Macieja Wojtyszki zabrakło mi tego.
Widzom się podobało. Były gromkie brawa i ożywione rozmowy w foyer. Dyskusje toczyły się również w okropnie długiej kolejce do wind i do szatni. Zaczepiłam kilka osób pytając czy znają sztukę lub widzieli film. Nie znali. Bardzo więc zachęcam, do obejrzenia filmu „Edukacja Rity" w reżyserii Lewisa Gilberta.


 31.01.2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz