czwartek, 27 lutego 2014

Mądra dyscyplina cz. 3


W poprzedniej części pisałam o nagrodach. Dziś słów kilka o karach.
Wielu rodziców jedynie nagradzając dziecko napotyka w efekcie rozliczne problemy wychowawcze i rezygnując ze stosowania nagród, zaczyna stosować jedynie kary.
I tak źle i tak niedobrze. Oczywiście odpowiednio zastosowana kara może również uczyć, ale jej oddziaływanie jest zdecydowanie mniej efektywne. O tym trzeba zawsze pamiętać.
Wielu dorosłych uważa, że karząc dzieci, uczą co jest dobre a co złe tym samym hamując złe zachowania. Uznają, że w ten sposób wzmacniają zaufanie do systemu norm moralnych. Niestety nie jest tak do końca.
Zdaniem badaczy pedagogiki, dziecko zaakceptuje karę, która jest reakcją na łamanie przez nie norm,  gdy narusza ustalony ład oraz porządek moralny oraz taką która wyzwoli chęć poprawy. Łatwiej jest bowiem zaakceptować karę, której motywem jest mądra miłość, a także chęć pomocy. Dziecko nie uzna kary, która jest następstwem negatywnych emocji dorosłego czy chęci zaznaczenia przewagi.
Dorośli czasem stosują przemoc jako podstawowy sposób wpływania na zachowanie dziecka. Uznanie kary fizycznej, za główną metodą narzucania dyscypliny, wynika z przyjęcia błędnego założenia, iż karanie jest uczeniem dyscypliny. Nie jest! W nauce życia – a więc w wychowaniu - chodzi o nauczenie dziecka właściwych zachowań. Kara stanowi niewielką część tego procesu. Im mniejszą, tym lepiej.
Rodzice powinni uczyć swoje dzieci dyscypliny w sposób pozytywny, za pomocą własnego przykładu czy ukazywania dobrych wzorów. Najlepszym sposobem oddziaływania są odpowiednie prośby. Wyrabiają one u dziecka poczucie odpowiedzialności. Właściwe formułowanie próśb to najskuteczniejszy sposób wychowywania. Zwracanie się z prośbą jest najprzyjemniejszym i najbardziej efektywnym sposobem kierowania postępowaniem. Odwołuje się bowiem do świadomości dziecka.
Oczywiście trzeba pamiętać, że prośby nie zawsze wystarczą. Czasem rodzice muszą być bardziej stanowczy i pokierować dzieckiem, wydając mu polecenie. Dzieje się tak wówczas, kiedy nie spełnia ono skierowanej do niego prośby. Zanim rodzice podejmą dalsze kroki, powinni najpierw upewnić się, że ich prośba była dostosowana do wieku dziecka i jego możliwości. Jeśli rodzice regularnie stosują wobec dziecka uprzejme prośby, to wydane od czasu do czasu polecenie odniesie skutek.
Wielu rodziców nie lubi prosić dziecka i stara się osiągnąć określoną postawę stosując głównie polecenia. Takie dziecko będzie także „posłuszne” oraz będzie postępować właściwie. Będzie jednak miało tendencję do prawidłowego zachowania się dopiero w związku z żądaniem (poleceniem)rodziców. Nie będzie działało poprawnie, dlatego, że samo uważa je za słuszne.
Jeżeli dziecko nie reaguje na wszelkie słowne argumenty oraz odmawia wykonania polecenia, jest uparcie „nieposłuszne”, może zostać postawione przez faktem zmierzenia się z naturalnymi konsekwencjami swojego zachowania.
Jeśli i to nie pomaga, to można zastosować wzmocnienie negatywne zwane karą. Powinno być ono stosowane jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Kara zawsze jest ostatecznością. Wielu rodziców stosuje niewłaściwe sposoby karania. Stosują wszelkie formy przemocy z przemocą fizyczną włącznie.
Warto pamiętać, że dorośli mają niezliczone sposoby karania dzieci. Często je stosują, nie zdając sobie sprawy z tego, iż kara odnosi skutek pozorny i krótkotrwały. Zagrożenie karą niejednokrotnie pozwala na jakiś czas opanować czy stłumić złe zachowanie. Dotyczy to zwłaszcza (choć nie tylko ) kar fizycznych. Oczywiście dziecko uderzone przez dorosłego na ogół zaprzestaje nieakceptowanego zachowania, ale zupełnie nie rozumie dlaczego to zachowanie jest złe.
Kara może skutecznie wpływać na zachowanie dzieci, gdy jest odczuwana przez dziecko jako ograniczająca, niechciana, dokuczliwa i jest sprzeczna z jego potrzebami. Gdy działa na tyle silnie, by doprowadzić do eliminacji niepożądanego zachowania, a dziecko znajduje się w sytuacji, uniemożliwiającej mu uniknięcie kary,
Główna zasada wychowywania z użyciem kary dotyczy tego, że zachowanie powodujące karę, powinno być stopniowo eliminowane, dziecko winno móc się „poprawić”.
Aby osiągnąć dobre rezultaty, trzeba pamiętać o następujących zasadach:
1. Należy zachować konsekwencję oraz stałość w karaniu za te same powtarzające się zachowania.
2. Kara powinna być wymierzona od razu po wystąpieniu nieodpowiedniego zachowania.
3. Kara nie powinna być wymierzana w obecności osób trzecich, w przeciwnym razie dziecko zawstydzone, może stać się agresywne.
Zachowanie raz ukarane, nie może nigdy w przyszłości być nagradzane. Dzieci nie powinny być karane ani zbyt surowo, ani zbyt często.
Kary są czasem niezbędne, ale nie są one najlepszym rozwiązaniem, a takimi są - z pewnością -  zachęta i miłość.

środa, 26 lutego 2014

Bezsennik


Nie jest łatwo blogować, gdy jest się osobą publiczną. 

Bo niby chciałoby się napisać, że boli dusza albo i co innego albo, że coś zachwyciło, a coś zawstydziło, ale za chwilę można wylądować, ze swoim „wyznaniem” tam gdzie się kompletnie nie chciało być. 

Mimo to, podejmuję takie próby, może nie tak często, jak bym chciała, ale jednak.

Jest 5 rano, za oknem robi się jasno, nieprzespana noc, bo boli. 

Niby nic, a wszystko. 

Serce, bo całą noc czytałam listy od umęczonych przemocą kobiet, świadectwa strasznych historii, dziejących się tuż za ścianą naszych bezpiecznych mieszkań.

Oczy bolą od płakania po przeczytaniu historii życia dzieci maltretowanych przez dorosłych. 

Bolą dłonie od zaciskania pięści i boli każdy napięty mięsień. Boli dusza, bo najgorsza jest bezsilność. 

Od 30 lat pracuję z rodzinami i dziećmi. Mówię, piszę, szkolę prowadzę wykłady, warsztaty.

Pracuję w miastach wielkich, mniejszych i malutkich. Odwiedzam wiejskie szkoły i biblioteki i domy kultury. Współpracuję z MOPS, ROPS i OPS.  Spotykam ludzi ze wszystkich środowisk. Mówię, przekonuję, uczę.

Na jednym ze spotkań jakiś ojciec rzucił mi ma odchodnym: "Niech pani nie będzie taka siłaczka"- chciał być niemiły, ale mu nie wyszło.

Bede siłaczką. Właśnie że tak. 

Będę w kółko powtarzać, że dziecko to odpowiedzialność, że wychowanie człowieka, to najważniejsze zadanie w życiu dorosłych. 

Będę powtarzać, że dziecko "ma się zawsze" i zawsze trzeba być rodzicem. Trzeba dać bezpieczeństwo i miłość. Bezwarunkowo.

Dochodzi 6 rano. Włączę radio, 

Posłucham co tam na świecie i może jeszcze uda się zasnąć... 

Żeby tylko tak nie bolało...

wtorek, 25 lutego 2014

Mały nienawistnik

Pojawia się znienacka. Tylko wtedy, gdy może odkręcić wentyl swojej frustracji. Pluje. Zieje jadem. Obraża, szydzi. To poprawia mu nastrój. Wędruje od postu do postu, od profilu do profilu, przez internetowe fora i dyskusje. Im gorzej tym lepiej.
Oddycha głęboko, "jestem kimś, czytają co piszę. Mam nadzieję, że boli ich to tak, jak mnie boli życie".
Mały nienawistnik.
Nie ma w nim nic, prócz złości. Może kiedyś ktoś go skrzywdził, szkoda że  nie rozumie, iż tym co robi, znowu przede wszystkim krzywdzi siebie.
Ta rdza niszczy mu mózg - nieodwracalnie. Toczy jak robak.
Mały nienawistnik zasiada przed ekranem i wreszcie czuje, że żyje.
A potem znowu jest porządny, więc idzie dać całusa śpiącemu dziecku. Inaczej nie umie.


*tekst napisany 10.09.2013

niedziela, 23 lutego 2014

Bicie na całe życie


Gdy pada w dyskusji medialnej lub w zwykłej rozmowie znajomych sformułowanie przemoc wobec dzieci to zawsze budzi ono jednoznaczne negatywne skojarzenia.
Na ogół wiemy, że przemoc jest zła w ogóle a ta, skierowana w stronę dziecka jest potępiana w sposób szczególny. Niestety nie do końca umiemy tę przemoc zdefiniować bo, jak wskazują badania TNS OBOP z 2008 roku, jedynie 69% Polaków nie zgadza się z tym, że rodzice mają prawo ukarać swoje dziecko laniem. W tym samym badaniu okazało się również, że 24% z nas uznaje takie zachowanie.
Zapewne wszyscy choć raz spotkali się na ulicy, w sklepie czy innym miejscu publicznym z obrazkiem dorosłego szarpiącego się czy bijącego dziecko. Z własnego doświadczenia wiem, że jesteśmy wręcz oswojeni z tym widokiem. Oswojeni do tego stopnia, że rzadko reagujemy. Wciąż bowiem pokutuje przekonanie, że rodzic najlepiej zna swoje dziecko i wie jak z nim postępować.
Tak nie powinien i nie może wyglądać nasz rzeczywisty stosunek do przemocy fizycznej wobec dzieci.
Często wręcz nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jesteśmy świadkami zachowań określanych mianem przemocy. Oto kilka słów definicji.
Przemoc fizyczna wobec dziecka to taka przemoc, w wyniku której dziecko doznaje faktycznej fizycznej krzywdy. Przemoc fizyczna wobec dziecka może być czynnością powtarzalną lub jednorazową.
Przemoc fizyczna wobec dziecka to celowe użycie siły fizycznej, które powoduje lub z dużym prawdopodobieństwem może spowodować uszczerbek na zdrowiu dziecka, zagrażać jego życiu, rozwojowi i godności. Działania te mogą obejmować: uderzanie, bicie, kopanie, potrząsanie, gryzienie, duszenie, parzenie, przypalanie, trucie (WHO 2006).
Przemoc fizyczna to także kary cielesne (w tym klapsy), a więc kary, do których wymierzenia używana jest siła fizyczna i które w zamierzeniu mają sprawić ból lub dyskomfort (Rada Europy 2005).
Włączanie w definicje przemocy fizycznej kar cielesnych w tym klapsa budzi wiele kontrowersji i jest przedmiotem szerokiej dyskusji.
Jednoznacznie jednak należy podkreślić, że klaps to także przemoc i krzywdzenie dziecka. Jest to uderzanie i zadawanie bólu.
Jak widać KAŻDE uderzenie dziecka to przemoc. Pamiętajmy o tym obserwując z bezpiecznego dystansu rodzica wybijającego klapsami histerię z głowy dziecka.
Eksperci i  specjaliści, a coraz częściej także sami rodzice uznają, że klapsy są wyrazem rodzicielskiej bezradności. 
Od 2010 r. polskie prawo jednoznacznie zakazuje stosowania karcenia fizycznego (w tym klapsów) wobec dzieci. Mówi o tym ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
Według opinii wielu rodziców, cielesne karanie (klapsy) głównie ma służyć dyscyplinowaniu dziecka i tylko czasami  ewentualnie - dostarcza niewielkiego bólu.
Mówi się przecież nadal „pupa nie szklanka, nie stłucze się”.
Okazuje się jednak, że fizyczne karanie przede wszystkim wywiera negatywny i bezpośredni wpływ na rozwój psychiczny dziecka. Konsekwencją kar cielesnych są nie tylko urazy ciała i ból, ale również psychiczne cierpienie dziecka.
Cierpienie długotrwałe, dłuższe niż ból i siniak a więc skutki fizyczne, a więc - uszkodzenia ciała, utrata przytomności, krwawienia, siniaki, złamane kończyny, uszkodzone oczy, uszy, rany wymagające nałożenia szwów, omdlenia, ból, obrażenia wewnętrzne, a w skrajnych przypadkach – nawet śmierć.
Dzieci, które doświadczają przemocy fizycznej ze strony najbliższych obarczone są bardzo często długotrwałymi skutkami psychicznymi.  Przez kolejne lata życia pamiętają bowiem świadomie bądź podświadomie krzywdę z jaką zawsze kojarzy się przemoc.
Jednym z częstych problemów z jakimi borykają się ofiary przemocy jest niska samoocena. Nabywamy bowiem w dzieciństwie przekonania, że jesteśmy gorsi od innych ludzi skoro można nas bezkarnie bić. Kolejnym jest poczucie winy i wstydu, bynajmniej nie znika z chwilą ustania wymierzania kary fizycznej. Ono bardzo często pozostaje z ofiarą przemocy całe życie. Trudno jest wszakże pogodzić się z sytuacją, że ktoś kto nas kocha i kogo my kochamy zadaje nam ból bez powodu? Budujemy w sobie przekonanie, że jesteśmy winni a przy tym wstydzimy przyznać się do poniżenia jakie często towarzyszy wymierzaniu kary fizycznej. Ofiary przemocy są także często same bardziej agresywne. Ten podwyższony poziom agresji, a także autoagresja to wynik przyswojenia sobie znanych z dzieciństwa metod radzenia sobie z trudnościami. To prawda, że przemoc rodzi przemoc. Ponad jedna trzecia 35% rodziców, którzy w dzieciństwie doświadczali przemocy stosowała ją wobec swoich dzieci (TNS OBOP 2008). Osoby, które były ofiarami przemocy fizycznej ze strony rodziców mają także trudności w odczuwaniu empatii. Są skupione na ochronie własnego wewnętrznego ja, które w dzieciństwie było brutalnie traktowane. Więcej wysiłku wymaga od nich skierowanie uczuć i odnalezienie w sobie współodczuwania i zrozumienia dla emocji innej osoby. Z tym także wiąże się poczucie alienacji czyli osamotnienia wynikające często z faktu ukrywania przez lata wstydliwych, z punktu widzenia ofiary przemocy, faktów z dzieciństwa. Ludziom, którzy w dzieciństwie byli krzywdzeni fizycznie przez innych a w szczególności najbliższych często towarzyszy świadomość iż są poza nawiasem społecznym mają poczucie odrzucenia. Tłumaczą sobie, że skoro ich krzywda nie robiła na nikim wrażenia to znaczy, że oni sami nie są akceptowani przez otoczenie. Ofiarom przemocy fizycznej często towarzyszy podwyższony poziom lęku. Nie mija on jednak z chwilą ustania bicia. Zostaje na długo w świadomości i ogranicza otwartość wobec innych. Wytwarza się bariera, która utrudnia nawiązanie relacji normalnej i naturalnej dla innych ludzi. Dzieci krzywdzone fizycznie żyją oprócz lęku w ciągłym napięciu. W swego rodzaju oczekiwaniu na kolejne bicie, kolejny ból. Oczekiwanie na atak, bo z tym na ogół kojarzy się wymierzanie kary fizycznej wywołuje u dzieci nadpobudliwość. Natarczywe myśli o tym co się stanie w domu, gdy popełni się jakieś, mniejsze lub większe wykroczenie. Co będzie gdy mama lub tata wpadną w złość? To wszystko wiąże myśli dziecka i nie pozwala mu utrzymać koncentrację na innych otaczających go zdarzeniach, na przykład na lekcjach w szkole.
Problemy nasilają się gdy zapada zmrok. Pojawiają się zaburzenia snu i nocne moczenie. To ostatnie niestety często jest przyczyną kolejnych przejawów przemocy ze strony najbliższych. Osoba krzywdzona często uważa, że skoro ją można poniżać i bić to i ona to samo może robić innym. Stąd pojawiająca się u ofiar skłonność do poniżania innych i przemocy. Kulminacją wszystkich lub części wymienionych powyżej elementów jest podatność na depresję a nawet próby samobójcze.

Niestety wciąż zbyt mało wiemy i chcemy wiedzieć o tym do jakiego spustoszenia w psychice człowieka, który w dzieciństwie był krzywdzony przez rodziców. 
Ciągle często bagatelizujemy rodzicielskie lania, klapsy, kuksańce. Nie wolno nam tego robić. Nie wolno nam dopuszczać do tego aby nasze dzieci czuły się tak jak to jest udziałem ofiar przemocy. Samotne, nieważne, gorsze. 





*tekst  znajduje się w poradniku "Rodzina bez przemocy, wolna od uzależnień" grudzień 2013. Materiały konferencji KWP w Radomiu

sobota, 15 lutego 2014

Kucaki wioskowe


Wioska, tzw. ulicówka. Mazowsze, ok. 80 km od Warszawy.
Zima, a jakby przedwiośnie.
W wiosce osiem chałup. Nikt już nic nie uprawia, dwóch ma ziemię odłogiem i dotacje, reszta swoje półtora hektara obsadza zwyczajowo burakami – bo to buraczana ziemia a i cukrownia niedaleko.
W jednym z domów mieszka obcy, „warszawiak”. Emeryt. Swoje 1200 złotych wydaje w gminnym sklepiku u pani Marzenki.
Raz w tygodniu świeży biały ser i kiełbasa. Poza tym prawie jak w „markecie” – choć wybór żaden. Gdy przyjeżdżają wnuki, to i tak do pobliskiego miasta trzeba jechać, bo dzieci lubią jogurt , żeby nie było kawałków owoców, a u pani Marzenki takiego nie ma. Córka ekolożka lubi pieczywo pełnoziarniste ale w sklepie tylko białe bułki. To wyznacznik statusu. Jak za komuny.
Piwo puszkowe i wino marki wino. Standard.
Pod sklepem niezależnie od pory roku „kucaki”. Kilku facetów w kucki pali śmierdzące, najtańsze fajki i popija piwko. Z puszek, a jak.
Byli tu za komuny są i teraz. To ich miejsce. Kilku już się zapiło. Jeden wpadł pod samochód  - też po pijaku.
Wszyscy borą pieniądze z gminy – bo są na bezrobociu. Żaden nic w swoim obejściu ani dla otoczenia nigdy nie zrobił.
Pieniędzy w domu starcza, bo sumując, jest kilka zasiłków. Na gotowanie z „kotła starczy”.
Dzieciaki od szkoły wszystko dostają. Jakoś leci. Zimy nie ma nie trza odśnieżać.

 Przed sklepem zatrzymuje się samochód.
„Warszawiak” zagaja. „Rynna mi się urwała. Stary jestem, nie zrobię sam. Wystarczy pół godzinki, żeby umocować. Stówę płacę ale dziś musi być bo wyjeżdżam na trochę”.
Chłopi patrzą na siebie. Wzruszają ramionami.
„Ba panie, a co ja się będę szarpał. A bo mi tu źle?”.

Starszy pan próbuje raz jeszcze, bez efektu.
Odjeżdża. A chłopy spod sklepu  podśmiewują się i wołają za nim.
„Te miastowy, myślisz, że znalazłeś frajerów?. Za stówę pracować? Tysiączek jak, dasz pojadę. Nawet na godzinę.”

Kurtyna.

Już połowa miesiąca, niedługo do Urzędu po swoje obowiązkowe pieniążki polecą. Bo za nic. Bo się należy, jak dziadowi i jak synowi, bo ten od marca też już się rejestruje.
Będzie więcej.
Będzie lepiej.





poniedziałek, 10 lutego 2014

Mądra dyscyplina cz.2 – Nagrody


Dorośli - nauczyciele, opiekunowie i rodzice - sprawują kontrolę (uznając to za wychowanie) nad dziećmi i młodzieżą, stosując kary i nagrody. Możliwość zaspokojenia określonej potrzeby dziecka, jest niejako źródłem siły rodzica.
Można dziecko kontrolować przez obietnicę zaspokojenia potrzeby i jest to kontrolowanie „nagradzające”. Metoda ta stosowana jest przez dorosłych bardzo często w tzw. sytuacjach „trudnych z dzieckiem”. Innym źródłem władzy jest dostępność środków, które pozbawiają czegoś (np. przywileju) lub wywołują u dziecka uczucie niezadowolenia. Jest to niejako wymuszanie posłuszeństwa przez odmówienie dziecku czegoś. Przez dziecko będzie to uznane za „karę”.
Nagrody i kary to najczęstsze i "najlepsze" źródła władzy.

NAGRODY
T. Gordon pisze, iż nagrody odnoszą właściwy skutek jedynie, gdy spełnione są trzy założenia:
1. dziecko musi potrzebować/pragnąć czegoś tak bardzo, by chciało poddać się kontroli rodzicielskiej a w efekcie postępować tak, jak tego chce dorosły. 
2. Proponowana nagroda musi zaspokajać konkretną, subiektywną potrzebę dziecka.
3. Dziecko nie potrafi samo zaspokoić tej potrzeby, a więc jest zależne od dorosłego.
Dorośli zwykle posługują się nagrodami w dwojaki sposób:
a) obiecują nagrodę, warunkując jej otrzymanie, zrobieniem tego, czego się od niego wymaga;
b) dają nagrodę „awansem” uzyskując podporzadkowanie się dziecka, zgodnego z oczekiwaniami dorosłego.
Istotą takiego sposobu wychowywania polega na „programowaniu” określonych zachowań przez działania odczuwane przez dziecko jako pozytywne. „Zachowanie, które jest nagradzane, ma tendencję, by się powtarzać”. By nagroda, była skuteczna, musi nastąpić bezpośrednio po pojawieniu się pożądanego/oczekiwanego zachowania. Nagradzanie powinno być systematyczne oraz regularne. Madre nagradzanie wymaga wiedzy o potrzebach dziecka.
Nagroda zawsze jest skuteczniejsza niż kara. Zdarza się jednak, że rodzice i nauczyciele, którzy próbują wychowywać dziecko stosując nagrody, spotykają problemy.
Oto kilka z nich:
• Nagroda traci swoją wartość dla dziecka
Zwykle dotyczy to nagród odroczonych. Jeśli dziecko musi zbyt długo oczekiwać na nagrodę to przestaje być ważna. Perspektywa nagrody jest bardzo odległa, a więc nie jest zbyt atrakcyjna. Trzeba pamiętać, że „jeśli perspektywa otrzymania nagrody jest zbyt odległa, sama nagroda traci na wartości”.
• Nagrodzone zostaje zachowanie niezgodne z normami
Dzieje się tak, gdy „złe” zachowanie, niezgodne z normami społecznymi zostaje nagrodzone np. przez grupę. Warto pamiętać, że dorosły zwykle nie może przeszkodzić temu, by dzieci za swoje zachowania, nie były „nagradzane” przez swoich kolegów. Grupa ma więc dla dziecka ogromne znaczenie.
• Dzieci są w stanie same sobie zdobyć nagrody

Wraz z rozwojem fizycznym, emocjonalnym i społecznym dzieci uniezależniają się od rodziców/opiekunów. Coraz częściej są w stanie samodzielnie zaspokoić swoje potrzeby. „Stawiają się” i „pyskują”.
• Trudno zasłużyć na nagrodę

Wpływanie na zachowanie dziecka często nie przynosi oczekiwanego efektu, bo poprzeczka do osiągnięcia celu ustawiona jest zbyt wysoko lub jest przez rodziców nieustannie przesuwana. Aby wszystko miało sens dzieci powinny mieć pewność, że osiągnięcie nagrody leży w ich zasięgu.
• Właściwe zachowanie nie jest nagrodzone

Jeśli pożądane zachowania dziecka nie zostaną nagrodzone, utrwalenie ich i przekształcenie w nawyk, zabiera o wiele więcej czasu. Dziecko traci zaufanie do siebie i opiekuna. Nie rozumie, czemu jego dobre zachowanie nie jest nagradzane, uznaje niekiedy, że jest ignorowane, bo dorosły nie dostrzega jego dobrego zachowania. Jedynie to „złe”.
• Dzieci dobrze się zachowują i stosują normy jedynie w celu otrzymania nagrody

Dziecko zawsze oczekuje dostrzeżenia i docenienia swojego dobrego zachowania. Jeśli jest zbyt często i do tego bezrefleksyjnie chwalone, to może wybierać tylko te zachowania, które według niego spodobają się opiekunom. Efektem takiego zachowania jest unikanie robienia tego, co się spotyka z obojętnością. 
Nadmierne stosowanie nagród może prowadzić do wychowania dzieci, które nie czerpią przyjemności z aktywnego działania, dopóki nie otrzymają nagrody lub pochwały. W przypadku edukacji szkolnej warto spowodować, by nagrodą dla dziecka był sam proces uczenia się lub zdobyta wiedza a nie jedynie oceny szkolne. W takim przypadku dziecko będzie działać aktywnie, bo to działanie właśnie będzie nagrodą. System oceniania szkolnego powoduje sytuację, w której, gdy dziecko nie jest chwalone za dobre stopnie, rezygnuje z wysiłku i rezygnuje z radości z samego działania.
• Brak nagrody może być odbierany jak kara
Gdy dzieci przyzwyczają się do częstych pochwał, martwią się, gdy ich nie dostają. Uznają taką sytuację za karę. Mogą zacząć być roszczeniowe.
Wielu rodziców napotykając opisane problemy, niestety rezygnuje ze stosowania nagród i zaczyna stosować jedynie kary.

niedziela, 9 lutego 2014

Mądra dyscyplina cz.1


Słowo „dyscyplina” dla wielu z nas ma wydźwięk pejoratywny. Kojarzy się bowiem z wojskiem, karami i przymusem. Jednak jeśli mówimy o kimś, że jest zdyscyplinowany, mamy na myśli raczej zaletę. Jak więc wychować dziecko, by nie straszyć go i nie stosować zbyt surowego podejścia, ale sprawić, by potrafiło radzić sobie z emocjami?
Większość rodziców chce mieć pozytywne, ciepłe i budujące relacje ze swoimi dziećmi. Tego samego powinni chcieć wszyscy pracujący z dziećmi - opiekunowie, wychowawcy i nauczyciele. Dorośli powinni dążyć w kierunku, by dzieci zbudowały w sobie wysoki poziom samokontroli i zachowywały się odpowiednio. Do zrealizowania tych celów konieczne jest, aby rodzice dali dziecku bezwarunkową miłość i opartą na miłości dyscyplinę, a nauczyciele zrozumienie i cierpliwość. Należy wychowywać dziecko w taki sposób, by rozwijać w nim szacunek dla siebie samego, a nie poniżać go czy psuć jego dobrą samoocenę.
Celem wychowania powinno być umacnianie dobrych nawyków za pomocą mądrej i opartej na racjonalnych podstawach dyscyplinie.
R. Campbell pisze, że w wychowywaniu dzieci, dyscyplinę można określić jako "ćwiczenie umysłu dziecka w taki sposób, by stało się ono opanowanym, otwartym i kreatywnym członkiem społeczeństwa". Istotne jest, by kształtować zachowanie dziecka w sposób możliwie najłagodniejszy i pełen miłości.
Tak pojmując dyscyplinę konieczne jest wpływanie na dziecko poprzez konkretne środki porozumienia. Są nimi – dawanie przykładu, pokazywanie wzorców, instrukcje słowne i pisemne, polecenia słowne i pisemne, stwarzanie sytuacji umożliwiających uczenie się poprzez zabawę i edukację. 
Do powyższej listy dodać można wzmocnienia negatywne czyli kary. Karanie jest jednym z wielu sposobów wdrażania dyscypliny. Jest jednak w procesie wychowywania najbardziej negatywnym elementem.
T. Gordon zwraca uwagę na różnicę pomiędzy „dyscypliną” a „dyscyplinowaniem”. Dyscyplina jest raczej rozumiana jako właściwe zachowanie, podporządkowanie się obowiązującym regułom i przepisom. Dyscyplina przywodzi na myśl porządek, organizację, współpracę, znajomość i stosowanie się do ustalonych reguł, a także uznanie praw innych ludzi. Jest więc słowem o znaczeniu pozytywnym.
Dyscyplinowanie to doprowadzanie do porządku i posłuszeństwa za pomocą ćwiczeń i kontroli. Dorośli często zakładają, że jedynym sposobem, aby osiągnąć dyscyplinę, jest rygorystyczne dyscyplinowanie dzieci. Przez dyscyplinowanie rozumieją kontrolowanie, karanie oraz napominanie. Dorośli zbyt często uznają takie rozumienie „dyscyplinowania” za najlepszy. 

Na szczęście psychologia przedstawia wiele argumentów za odrzuceniem tego przekonania. Różnorodne badania wskazują, że dyscyplinowanie dzieci jest najmniej skutecznym sposobem, w celu zaprowadzenia dyscypliny w domu czy szkole. Warto się nad tym zastanowić.
Dorośli - nauczyciele, opiekunowie i rodzice – „sprawują” kontrolę nad dziećmi i młodzieżą, stosując kary i nagrody.

W kolejnych wpisach omówię i nagrody i kary.


*Tekst ten jest fragmentem większej całości i powstał jako pomoc do programu „Mądrzy rodzice” – ukazał się w broszurze związanej z tym projektem.
Kolejno będę udostępniać pozostałe fragmenty.
Został również zamieszczony na fb przez użytkownika SuperNiania w dniu 13 czerwca 2011 o 13:45
 *znajduję fragmenty ( oczywiście nie podpisane) w różnych serwisach. To dobrze :)

wtorek, 4 lutego 2014

Nic na siłę


Kilka dni temu rozmawiałam z grupą zaniepokojonych mam. Kończy się semestr a ich dzieci nie chcą kontynuować zajęć plastycznych, muzycznych czy sportowych. Najbardziej chciałyby zostać w domu przed tv. Rodzice z jednej strony są zadowoleni, bo będzie spokojniej i więcej czasu, ale z drugiej, szkoda zaprzepaszczonej - być może - szansy na rozwój wielkiego talentu.
Dziecko lubiło rysować, zapisano je na kółko plastyczne. Dość szybko jego entuzjazm słabnie. Mówi, że rysowanie przestało mu się podobać i nie chce już tego robić. Czy w myśl zasady „nie zmuszać” trzeba go z zajęć wypisać, czy może trochę „powalczyć”? Co zrobić, by „nie zmuszać” a jednoznaczne nie „odpuścić”?
Talenty naszych dzieci budzą się dość wcześnie, Trzeba je tylko dostrzec i rozwijać.
Rodzice wybierając zajęcia muzyczne/plastyczne/sportowe poddają siebie i dziecko ostremu reżimowi. Trzeba przecież codziennie, regularnie ćwiczyć. Przed dorosłymi ciągły dylemat: zmuszać dziecko, żeby trenowało/ćwiczyło, czy nie przymuszać, a potem wysłuchiwać pretensji: „Byłam taka utalentowana, i co z tego? Gdybyś mnie pilnowała, żebym ćwiczyła, teraz grałabym na skrzypcach/pianinie/była mistrzynią!”.
Wyobraźmy sobie sytuację: nasze dziecko zaczyna chodzić na lekcje muzyki/plastyki czy sportowe. I ma dwie możliwości (zakładając, że autentycznie ma predyspozycje w tym kierunku) – albo trafi na dobrego nauczyciela - mistrza albo na złego.
Jeżeli trafi na dobrego, znającego potrzeby dziecka, rozumiejącego, że dziecko szybko się nudzi, niecierpliwi, chce szybko odnieść sukces, chce robić po swojemu, nie przepada za ćwiczeniem rzeczy, które mu się nie podobają, dostrzegającego, że będzie chętnie ćwiczyło to, co mu się podoba - jednym słowem, jeśli spotka nauczyciela z dystansem i poczuciem humoru, nauczyciela, który lubi dzieci (bo to nie zawsze jest oczywiste), to mogę się założyć, że nie będzie problemu z ćwiczeniami.

Natomiast, jeżeli trafi na nauczyciela, który będzie uczył „od – do”, będzie wymagał, żeby dziecko ćwiczyło niemal ponad siły i możliwości i czy mu się podoba czy nie, będzie musiało w kółko powtarzać to samo, szybko usłyszymy, że nie chce chodzić.

Od początku, każdy nauczyciel powinien sprawić, aby dziecko brało udział w zajęciach z przyjemnością. Jeżeli nie zadba się o to od początku, jeżeli dziecko zrazi się do nauki gry na instrumencie, do rysowania czy ćwiczeń fizycznych, to szansa, że kiedyś będzie uczyło się z przyjemnością jest niewielka. N nauka zawsze będzie mu się kojarzyć z trudnościami i karą. Dziecko jeszcze nie do końca rozumie, do czego wiedza czy umiejętności są mu potrzebne, ale warto by polubiło je zdobywać. Bo jak nie polubi, to z czasem znienawidzi. Innej opcji nie ma.

Bardzo często bywa tak, że wspomnienia i doświadczenie własne rodziców rzutują na edukacyjne życie dziecka. Trzeba się tego wystrzegać. Warto pozwolić, by dziecko nabrało własnego doświadczenia. Bo jego się nie dziedziczy. W sytuacji odmowy uczestniczenia w zajęciach dodatkowych, obowiązkiem rodziców jest dowiedzieć się, dlaczego dziecko już nie chce na nie chodzić.
Jeżeli umiemy z dzieckiem rozmawiać, jeżeli nie boi się powiedzieć nam, co myśli naprawdę (co w wielu domach nie jest takie oczywiste), jeżeli ma do nas zaufanie, jeżeli jesteśmy dla naszego dziecka autorytetem, dowiemy się na przykład, że pani się nie uśmiecha, nie jest miła, mówi za głośno lub za cicho, niczego nie uczy, nigdy nie chwali, brzydko pachnie (dzieci na to zwracają uwagę).
Może być też tak, że dziecko ma po prostu inne oczekiwania. Wydawało mu się, że po kilku zajęciach będzie malować jak Matejko, a ma problem z narysowaniem wazonika. A może inni się z niego śmieją? Może po  prostu nie ma predyspozycji w danym kierunku a konkretne zajęcia są niespełnionym marzeniem rodzica.
Trzeba wziąć pod uwagę wszystko, co dziecko mówi, rozłożyć to na czynniki pierwsze i znaleźć prawdziwą przyczynę niechęci. Wtedy możemy nad tym popracować.
Psychologia mówi bardzo wyraźnie – coś, co jest omówione, oswojone, jest łatwiejsze do opanowania.

niedziela, 2 lutego 2014

Plany i marzenia


Dawno mnie nie było.
Styczeń to czas planowania, zarówno pracy jak i wakacji.
Pracy – na szczęście - zapowiada się sporo.
Kilka ciekawych projektów do których mnie zaproszono wygląda obiecująco. Kilka własnych pomysłów „rodzi się w bólach”.
Lubię swoją pracę, angażuję się do granic swoich możliwości. Wydatkuję masę energii i raduję się dobrymi efektami.
Jak każdy lubię także odpoczywać po pracy. W tym roku wymyśliliśmy sobie odpoczynek na raty.

Zima to świetny czas na planowanie lata, naprawdę, Można na chwilkę oderwać się od chłodu i mrozu. Pogapić w kolorowe katalogi i  poszukać nowych miejsc do spełniania marzeń.

Nie rozumiem odpoczywania w bezruchu. Dla mnie to łażenie, zwiedzanie, patrzenie na ludzi i rzeczy wokoło. Ponieważ jestem nielotem, podróż planujemy samochodowo.
Liczę, że w tym roku uda mi się zrealizować wszystkie moje wakacyjne projekty.

Bardzo chciałam w tym roku wybrać się na Camino de Santiago czyli na drogę św. Jakuba. To szlak pielgrzymkowy do katedry w Santiago de Compostela w północno-zachodniej Hiszpanii.
Pewnie zapytacie dlaczego? Obejrzałam film „Droga życia” z Martinem Sheenem i  tak po prostu zamarzyłam, by odbyć taką podróż.
Planowałam trasę około 1100 km. Chciałam iść miesiąc. Dziennie pokonywać od 16 do 50 km. Trochę bałam się, że nie dam rady fizycznie, więc się do tego wyzwania szykowałam, ale i tak wszystko trzeba było odłożyć, bo zdrowie jednak najważniejsze.
Więc może za rok.

Siedzę więc z mapą i przewodnikami i planuję…
Kilka lat temu odwiedziliśmy holenderskie Keukenhof. To magiczne miejsce. Tulipany, tulipany i jeszcze raz tulipany.
Gdy byliśmy tam ostatnio, to był deszczowy dzień i ogród nie odkrył przed nami wielu swoich uroków. Postanowiliśmy wrócić więc tam w tym roku.
Oczywiście będziemy piec kilka pieczeni przy jednym ogniu. Nie tylko tam i z powrotem.
Plany wygląda tak: Warszawa – Bruksela – Brugia – Keukenhof – Amsterdam – Warszawa.
Trzy tysiące kilometrów.
Każde z tych miejsc jest już nam znane, ale lubię takie sentymentalne powroty po latach.
Ta wycieczka to będzie siedem kwietniowych dni. Bo tulipany najpiękniejsze są pod koniec kwietnia a łódki na kanałach w Brugii nie zatłoczone jeszcze turystami.
Szykujemy się na brukselskie i amsterdamskie muzea.
Mam nadzieję, że plany się nam powiodą. Została założona puszka z pięknym tulipanem na wierzchu i  wędrują do niej różne „ekstrasy”… oczywiście odkładanie na wakacje to także specjalne subkonto bankowe. Nie ma lekko.
Pytanie „nowa bluzka czy wycieczka” wydaje się  mieć jedną odpowiedź.

Sierpień to plany tunezyjskie. Cały miesiąc w podróży. Warszawa – San Marino – Bari – Palermo - Tunis- Warszawa. 5500 km.
Cudowne włoskie miasteczka, kolacje na maleńkich ryneczkach miast, których nazwy przyprawiają o szybsze bicie serca.
Już przestępuję z nogi na nogę. Rok temu było wspaniale. Przejazd przez Włochy i spełnianie marzeń. Jest jeszcze sporo miasteczek na moje liście „must see”.
Tunezja – kraj niesamowitych możliwości. Ciepło, słońce, świeże migdały i arbuzy. I turkusowe morze.
Ubiegłoroczny rejs promem śni mi się po nocach, może tym razem będzie spokojniej.

http://dorotazawadzka.natemat.pl/66275,miedzy-palermo-a-tunisem
Marzy mi się jeszcze kilka dni nad polskim morzem w pięknym październiku, ale to raczej będzie spontaniczna akcja.

No i tak sobie siedzę i marzę i planuję. Mam nadzieję, że wszystko się uda. A jeśli nie.. to samo planowanie także jest wspaniałe.