sobota, 15 lutego 2014

Kucaki wioskowe


Wioska, tzw. ulicówka. Mazowsze, ok. 80 km od Warszawy.
Zima, a jakby przedwiośnie.
W wiosce osiem chałup. Nikt już nic nie uprawia, dwóch ma ziemię odłogiem i dotacje, reszta swoje półtora hektara obsadza zwyczajowo burakami – bo to buraczana ziemia a i cukrownia niedaleko.
W jednym z domów mieszka obcy, „warszawiak”. Emeryt. Swoje 1200 złotych wydaje w gminnym sklepiku u pani Marzenki.
Raz w tygodniu świeży biały ser i kiełbasa. Poza tym prawie jak w „markecie” – choć wybór żaden. Gdy przyjeżdżają wnuki, to i tak do pobliskiego miasta trzeba jechać, bo dzieci lubią jogurt , żeby nie było kawałków owoców, a u pani Marzenki takiego nie ma. Córka ekolożka lubi pieczywo pełnoziarniste ale w sklepie tylko białe bułki. To wyznacznik statusu. Jak za komuny.
Piwo puszkowe i wino marki wino. Standard.
Pod sklepem niezależnie od pory roku „kucaki”. Kilku facetów w kucki pali śmierdzące, najtańsze fajki i popija piwko. Z puszek, a jak.
Byli tu za komuny są i teraz. To ich miejsce. Kilku już się zapiło. Jeden wpadł pod samochód  - też po pijaku.
Wszyscy borą pieniądze z gminy – bo są na bezrobociu. Żaden nic w swoim obejściu ani dla otoczenia nigdy nie zrobił.
Pieniędzy w domu starcza, bo sumując, jest kilka zasiłków. Na gotowanie z „kotła starczy”.
Dzieciaki od szkoły wszystko dostają. Jakoś leci. Zimy nie ma nie trza odśnieżać.

 Przed sklepem zatrzymuje się samochód.
„Warszawiak” zagaja. „Rynna mi się urwała. Stary jestem, nie zrobię sam. Wystarczy pół godzinki, żeby umocować. Stówę płacę ale dziś musi być bo wyjeżdżam na trochę”.
Chłopi patrzą na siebie. Wzruszają ramionami.
„Ba panie, a co ja się będę szarpał. A bo mi tu źle?”.

Starszy pan próbuje raz jeszcze, bez efektu.
Odjeżdża. A chłopy spod sklepu  podśmiewują się i wołają za nim.
„Te miastowy, myślisz, że znalazłeś frajerów?. Za stówę pracować? Tysiączek jak, dasz pojadę. Nawet na godzinę.”

Kurtyna.

Już połowa miesiąca, niedługo do Urzędu po swoje obowiązkowe pieniążki polecą. Bo za nic. Bo się należy, jak dziadowi i jak synowi, bo ten od marca też już się rejestruje.
Będzie więcej.
Będzie lepiej.





3 komentarze:

  1. Jak jeden z pod sklepu, drugiego takiego samego będzie się trzymał, wzejemnie będą sobie brawo bili za lenistwo, a pieniążki lecieć będa jak leciały dotychczas to po jakiego grzyba mają się wziąć do roboty? Tyle gadania, że na wsi lepiej niż w mieście, bo powietrze zdrowsze, warzywa i jajka bez gmo od przyjaznego gospodarza. Są wsie i wioski. I są też wiochy jak to się mówi "zabite dechami", gdzie spokój i odpoczynek zastąpiła patologia.

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba nie jest kwestia wsi, w mieście też mnóstwo ludzi biega od urzędu do mopru i z powrotem, byleby swoją socjalną wypłatę ustukać. Pod sklepem tylko nie "kucają" bo ich straż miejska zgarnie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń