wtorek, 4 lutego 2014

Nic na siłę


Kilka dni temu rozmawiałam z grupą zaniepokojonych mam. Kończy się semestr a ich dzieci nie chcą kontynuować zajęć plastycznych, muzycznych czy sportowych. Najbardziej chciałyby zostać w domu przed tv. Rodzice z jednej strony są zadowoleni, bo będzie spokojniej i więcej czasu, ale z drugiej, szkoda zaprzepaszczonej - być może - szansy na rozwój wielkiego talentu.
Dziecko lubiło rysować, zapisano je na kółko plastyczne. Dość szybko jego entuzjazm słabnie. Mówi, że rysowanie przestało mu się podobać i nie chce już tego robić. Czy w myśl zasady „nie zmuszać” trzeba go z zajęć wypisać, czy może trochę „powalczyć”? Co zrobić, by „nie zmuszać” a jednoznaczne nie „odpuścić”?
Talenty naszych dzieci budzą się dość wcześnie, Trzeba je tylko dostrzec i rozwijać.
Rodzice wybierając zajęcia muzyczne/plastyczne/sportowe poddają siebie i dziecko ostremu reżimowi. Trzeba przecież codziennie, regularnie ćwiczyć. Przed dorosłymi ciągły dylemat: zmuszać dziecko, żeby trenowało/ćwiczyło, czy nie przymuszać, a potem wysłuchiwać pretensji: „Byłam taka utalentowana, i co z tego? Gdybyś mnie pilnowała, żebym ćwiczyła, teraz grałabym na skrzypcach/pianinie/była mistrzynią!”.
Wyobraźmy sobie sytuację: nasze dziecko zaczyna chodzić na lekcje muzyki/plastyki czy sportowe. I ma dwie możliwości (zakładając, że autentycznie ma predyspozycje w tym kierunku) – albo trafi na dobrego nauczyciela - mistrza albo na złego.
Jeżeli trafi na dobrego, znającego potrzeby dziecka, rozumiejącego, że dziecko szybko się nudzi, niecierpliwi, chce szybko odnieść sukces, chce robić po swojemu, nie przepada za ćwiczeniem rzeczy, które mu się nie podobają, dostrzegającego, że będzie chętnie ćwiczyło to, co mu się podoba - jednym słowem, jeśli spotka nauczyciela z dystansem i poczuciem humoru, nauczyciela, który lubi dzieci (bo to nie zawsze jest oczywiste), to mogę się założyć, że nie będzie problemu z ćwiczeniami.

Natomiast, jeżeli trafi na nauczyciela, który będzie uczył „od – do”, będzie wymagał, żeby dziecko ćwiczyło niemal ponad siły i możliwości i czy mu się podoba czy nie, będzie musiało w kółko powtarzać to samo, szybko usłyszymy, że nie chce chodzić.

Od początku, każdy nauczyciel powinien sprawić, aby dziecko brało udział w zajęciach z przyjemnością. Jeżeli nie zadba się o to od początku, jeżeli dziecko zrazi się do nauki gry na instrumencie, do rysowania czy ćwiczeń fizycznych, to szansa, że kiedyś będzie uczyło się z przyjemnością jest niewielka. N nauka zawsze będzie mu się kojarzyć z trudnościami i karą. Dziecko jeszcze nie do końca rozumie, do czego wiedza czy umiejętności są mu potrzebne, ale warto by polubiło je zdobywać. Bo jak nie polubi, to z czasem znienawidzi. Innej opcji nie ma.

Bardzo często bywa tak, że wspomnienia i doświadczenie własne rodziców rzutują na edukacyjne życie dziecka. Trzeba się tego wystrzegać. Warto pozwolić, by dziecko nabrało własnego doświadczenia. Bo jego się nie dziedziczy. W sytuacji odmowy uczestniczenia w zajęciach dodatkowych, obowiązkiem rodziców jest dowiedzieć się, dlaczego dziecko już nie chce na nie chodzić.
Jeżeli umiemy z dzieckiem rozmawiać, jeżeli nie boi się powiedzieć nam, co myśli naprawdę (co w wielu domach nie jest takie oczywiste), jeżeli ma do nas zaufanie, jeżeli jesteśmy dla naszego dziecka autorytetem, dowiemy się na przykład, że pani się nie uśmiecha, nie jest miła, mówi za głośno lub za cicho, niczego nie uczy, nigdy nie chwali, brzydko pachnie (dzieci na to zwracają uwagę).
Może być też tak, że dziecko ma po prostu inne oczekiwania. Wydawało mu się, że po kilku zajęciach będzie malować jak Matejko, a ma problem z narysowaniem wazonika. A może inni się z niego śmieją? Może po  prostu nie ma predyspozycji w danym kierunku a konkretne zajęcia są niespełnionym marzeniem rodzica.
Trzeba wziąć pod uwagę wszystko, co dziecko mówi, rozłożyć to na czynniki pierwsze i znaleźć prawdziwą przyczynę niechęci. Wtedy możemy nad tym popracować.
Psychologia mówi bardzo wyraźnie – coś, co jest omówione, oswojone, jest łatwiejsze do opanowania.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o zajęcia plastyczne, to jako dziecko bardzo lubiłam rysować. Lubiłam i jak na swój wiek potrafiłam to robić. Efektem tego było zapisanie mnie na tzw. kółko plastyczne. Chodziłam tam kilka lat. I owszem, technicznie rysowałam/malowałam pięknie, ale nie sprawiało mi to już takiej przyjemności, jak kiedyś. Bo wolałam np. rysować twarze, zwierzęta, a na takich zajęciach musiałam też malować widoki, kompozycje itd. Doszło do tego, że nawet w domu nie miałam już ochoty na rysowanie tego, co naprawdę lubiłam. Dużo zależy od nauczyciela i od tego, czy wczuje się w to, co dziecko lubi. Zajęcia były grupowe, ale moim zdaniem można to było jakoś sensownie zorganizować, żeby każdy rozwijał to, co lubi najbardziej.

    OdpowiedzUsuń