niedziela, 2 lutego 2014

Plany i marzenia


Dawno mnie nie było.
Styczeń to czas planowania, zarówno pracy jak i wakacji.
Pracy – na szczęście - zapowiada się sporo.
Kilka ciekawych projektów do których mnie zaproszono wygląda obiecująco. Kilka własnych pomysłów „rodzi się w bólach”.
Lubię swoją pracę, angażuję się do granic swoich możliwości. Wydatkuję masę energii i raduję się dobrymi efektami.
Jak każdy lubię także odpoczywać po pracy. W tym roku wymyśliliśmy sobie odpoczynek na raty.

Zima to świetny czas na planowanie lata, naprawdę, Można na chwilkę oderwać się od chłodu i mrozu. Pogapić w kolorowe katalogi i  poszukać nowych miejsc do spełniania marzeń.

Nie rozumiem odpoczywania w bezruchu. Dla mnie to łażenie, zwiedzanie, patrzenie na ludzi i rzeczy wokoło. Ponieważ jestem nielotem, podróż planujemy samochodowo.
Liczę, że w tym roku uda mi się zrealizować wszystkie moje wakacyjne projekty.

Bardzo chciałam w tym roku wybrać się na Camino de Santiago czyli na drogę św. Jakuba. To szlak pielgrzymkowy do katedry w Santiago de Compostela w północno-zachodniej Hiszpanii.
Pewnie zapytacie dlaczego? Obejrzałam film „Droga życia” z Martinem Sheenem i  tak po prostu zamarzyłam, by odbyć taką podróż.
Planowałam trasę około 1100 km. Chciałam iść miesiąc. Dziennie pokonywać od 16 do 50 km. Trochę bałam się, że nie dam rady fizycznie, więc się do tego wyzwania szykowałam, ale i tak wszystko trzeba było odłożyć, bo zdrowie jednak najważniejsze.
Więc może za rok.

Siedzę więc z mapą i przewodnikami i planuję…
Kilka lat temu odwiedziliśmy holenderskie Keukenhof. To magiczne miejsce. Tulipany, tulipany i jeszcze raz tulipany.
Gdy byliśmy tam ostatnio, to był deszczowy dzień i ogród nie odkrył przed nami wielu swoich uroków. Postanowiliśmy wrócić więc tam w tym roku.
Oczywiście będziemy piec kilka pieczeni przy jednym ogniu. Nie tylko tam i z powrotem.
Plany wygląda tak: Warszawa – Bruksela – Brugia – Keukenhof – Amsterdam – Warszawa.
Trzy tysiące kilometrów.
Każde z tych miejsc jest już nam znane, ale lubię takie sentymentalne powroty po latach.
Ta wycieczka to będzie siedem kwietniowych dni. Bo tulipany najpiękniejsze są pod koniec kwietnia a łódki na kanałach w Brugii nie zatłoczone jeszcze turystami.
Szykujemy się na brukselskie i amsterdamskie muzea.
Mam nadzieję, że plany się nam powiodą. Została założona puszka z pięknym tulipanem na wierzchu i  wędrują do niej różne „ekstrasy”… oczywiście odkładanie na wakacje to także specjalne subkonto bankowe. Nie ma lekko.
Pytanie „nowa bluzka czy wycieczka” wydaje się  mieć jedną odpowiedź.

Sierpień to plany tunezyjskie. Cały miesiąc w podróży. Warszawa – San Marino – Bari – Palermo - Tunis- Warszawa. 5500 km.
Cudowne włoskie miasteczka, kolacje na maleńkich ryneczkach miast, których nazwy przyprawiają o szybsze bicie serca.
Już przestępuję z nogi na nogę. Rok temu było wspaniale. Przejazd przez Włochy i spełnianie marzeń. Jest jeszcze sporo miasteczek na moje liście „must see”.
Tunezja – kraj niesamowitych możliwości. Ciepło, słońce, świeże migdały i arbuzy. I turkusowe morze.
Ubiegłoroczny rejs promem śni mi się po nocach, może tym razem będzie spokojniej.

http://dorotazawadzka.natemat.pl/66275,miedzy-palermo-a-tunisem
Marzy mi się jeszcze kilka dni nad polskim morzem w pięknym październiku, ale to raczej będzie spontaniczna akcja.

No i tak sobie siedzę i marzę i planuję. Mam nadzieję, że wszystko się uda. A jeśli nie.. to samo planowanie także jest wspaniałe.


 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz