środa, 26 marca 2014

Rodzina z dzieckiem z niepełnosprawnością


Wychowywanie dziecka z niepełnosprawnością, niezależnie od jej stopnia stawia rodziców i całą rodzinę w nowej i trudnej sytuacji. Niepełnosprawność (fizyczna, intelektualna czy społeczna) dziecka bardzo wpływa na funkcjonowanie rodziny. Zmienia jej status socjoekonomiczny, oddziaływuje na zdrowie psychiczne i fizyczne wszystkich jej członków. Weryfikacji ulegają rodzinne plany oraz indywidualne cele życiowe. Nasila się stres, co może być przyczyną chorób o podłożu psychosomatycznym. Rodzice, ale przede wszystkim matki, cały swój czas poświęcają niepełnosprawnemu dziecku. Naturalną konsekwencją jest ograniczenie lub wręcz zerwanie kontaktów towarzyskich. Fakt, że opieka i wychowywanie niepełnosprawnego dziecka wiąże się z wysokimi kosztami terapii, rehabilitacji, zakupu odpowiednich środków higienicznych czy żywności wpływa z kolei na obniżenie statusu ekonomicznego rodziny. Będąc w trudnej sytuacji materialnej w związku z porzuceniem życia zawodowego przez dorosłych jej członków, rodzina często rezygnuje z uczestniczenia w życiu kulturalnym i społecznym.
Niejednokrotnie matka musi znaleźć kompromis między potrzebami męża i reszty rodziny a potrzebami chorego dziecka. Bardzo często dzieje się tak, że zupełnie zapomina o swoich potrzebach czy marzeniach. Czasem z powodu choroby dziecka rodzice mogą czuć lęk przed posiadaniem następnego dziecka. Może więc dochodzić do napięć, nieporozumień czy wręcz konfliktów a w nierzadkich przypadkach do rozpadu rodziny.
Wychowywanie dziecka o zaburzonym rozwoju wymaga od rodziców więcej cierpliwości, wytrwałości i pracowitości niż w zdrowej rodzinie. Konieczna jest żelazna konsekwencja i regularność terapii. Życie w ciągłym napięciu, z wielkim obciążeniem skutkuje poczuciem przytłoczenia obowiązkami oraz wyczerpaniem psychicznym i fizycznym. Rodzice mogą i często czują się zagubieni i osamotnieni. Brakuje im zrozumienia i wsparcia. Walczą, ale czują się często wypaleni i zrezygnowani.
Niekiedy w rodzinach znaczącą pomocą dla rodziców w opiece nad niepełnosprawnym dzieckiem jest zdrowe rodzeństwo tegoż dziecka. Wiadomo, że wychowywanie się z dzieckiem o zaburzonym rozwoju także na nich zostawia ślad. Zdrowe dziecko/dzieci w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym czują się przede wszystkim zaniedbane i zapomniane. Miewają poczucie winy „bo są zdrowe” albo wstydzą się za „dziwne” zachowania chorego rodzeństwa. Zdrowe dzieci niezbyt chętnie zapraszają swoich kolegów do domu, mają problemy z nawiązywaniem trwałych przyjaźni, unikają kontaktów towarzyskich. Trudno też im mówić o chorobie rodzeństwa. Często czują sie niedoinformowani i zapomniani. Oczywiście na szczęście nie dzieje się tak zawsze i we wszystkich rodzinach. Ale badania pokazują, że jest to często relacjonowany problem zdrowych dzieci.
Opiekowanie się chorym dzieckiem sprawia, że rodzice bywają mniej wrażliwi na potrzeby swoich zdrowych dzieci. One same z resztą nie mają często odwagi ich wyrazić. Zaabsorbowani i zapracowani rodzice wymagają od zdrowego dziecka, by było bardziej samodzielne i dojrzalsze. Są wyczerpani i sfrustrowani, czasem zdarza się jednak, że w przebłysku poczucia winy ulegają zachciankom zdrowych dzieci. W ten najprostszy, ale jakże niedobry sposób starają się rekompensować im brak uwagi, czasu i zainteresowania.
Bywa, że rodzice w zdrowych dzieciach widzą urzeczywistnienie własnych marzeń i nadziei, a to sprawia, że stawiają im często wygórowane wymagania. Budują sobie w głowie obraz idealnego, „wzorowego” dziecka.
Niekiedy oczekują, żeby zdrowe rodzeństwo w pewnym zakresie przejęło opiekę nad niepełnosprawnym rodzeństwem. Bywa tak, że zdrowe rodzeństwo ( niezależnie czy jest starsze czy młodsze) jest ukierunkowywane na przejęcie pełnej opieki nad rodzeństwem, gdy „zabraknie rodziców”. Zdarza się ciężar tej opieki powoduje, że we wzajemnych relacjach między dzieckiem zdrowym a chorym pojawia się niechęć bądź odrzucenie.
Trzeba oczywiście pamiętać, że dzieciństwo z niepełnosprawnyn rodzeństwem ma też swoje zalety i powoduje, że zdrowe dzieci są bardziej odpowiedzialne, skłonne do empatii i altruizmu. W dorosłym życiu często wybierają zawody związane z pomaganiem i edukacją. Badania dowodzą, że bracia i siostry dzieci niepełnosprawnych nie mają problemów psychologicznych czy wychowawczych większych, niż dzieci mające pełnosprawne rodzeństwo.
Odpowiedzialność i wielka miłość, oddanie i poświęcenie, radości i smutki, sukcesy i porażki....wszystko takie samo a jakże inne...

*utworzona przez użytkownika SuperNiania w dniu 23 stycznia 2011 o 16:31

wtorek, 25 marca 2014

Gdzie dwóch się bije....


Kiedy nasze dzieci 10 i 7 lat zostają same w domu, ich zabawy są zwykle ciche i spokojne, konflikty rozwiązywane szybko. Kiedy w domu jest ktoś dorosły, są głośne kłótnie połączone z wyzwiskami, biciem, płaczem, skargami, demonstracyjnym obrażaniem się. Próbowaliśmy już wszystkiego. 

Najczęściej jest tak, że konfliktowych sytuacjach domowych to rodzice rozsądzają spory, wydają wyroki, wymierzają kary – i nie widzą poprawy. Jeśli Wy to robicie i to nie działa, trzeba pomyśleć o z mianie strategii.

Do tej pory zajmowaliście stanowisko. Teraz nie róbcie nic. Na początku oczywiście może być trudno. Ale na pewno pomoże to Waszym dzieciom zrozumieć jak mają same sobie radzić.

Aby lepiej Wam wytłumaczyć dlaczego taka decyzja jest słuszna, postaram się wyjaśnić jakie doświadczenia zbierają Wasze dzieci, gdy aktywnie angażujecie się w ich konflikty.
Dzieci Wasze bardzo szybko odkrywają, że chwile uwagi i troski mogą dostać od Was tylko gdy cierpią i są pokrzywdzone przez brata lub siostrę. Mogą wtedy poczuć siłę ich własnego sprawstwa. Gdy zaś „sprawiedliwość” dokonuje się Waszymi rękoma dziecko może poczuć radość i satysfakcję. Dziecko może także poczuć słodycz zemsty, kiedy rodzeństwo jest przez Was karane. Drugie Wasze dziecko zostaje wtedy w poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości. Jest złe i zbuntowane i szuka okazji do rozładowania napięcia. W odpowiednim momencie odegra się więc na rodzeństwie albo przybiegnie do Was z nową skargą.

Zbieranie takich doświadczeń sprawia, że każde z dzieci stara się zaangażować rodziców po swojej stronie. To zjawisko nazywa się spiralą konfliktu. I to Wy się do tego przyczyniacie. Tak więc trzeba tę spiralę zatrzymać.
W rodzinnym domu, w rodzeństwie mały człowiek uczy się wszystkiego co jest mu potrzebne w relacjach z innymi ludźmi. Nazywa swoje potrzeby i uczucia, dba o swoje interesy. Uczy się słuchania drugiej strony, ale też dostrzega jej potrzeby i uczucia. Odkrywa więc, że opłaca się dbać również o interes drugiej strony. Uczy się godzenie, przepraszania, czyli ponownego nawiązywanie relacji po kłótni. Uczy się życia w grupie, początkowo maleńkiej. Ale przenosi zdobytą wiedzą na grupą lub klasę. Zaczyna stosować w życiu.

Co w takim razie powinniście zrobić, kiedy dzieci się kłócą? Jest rozwiązanie składające się z kilku etapów. Powinniście umieć dostosować swoją reakcję do etapu kłótni. 

Etap I.
Z pokoju słychać podniesione głosy, agresję w krzykach dzieci, słychać zwroty obraźliwe i pełne złości.
Nie reagujcie. Zajmijcie się rozmową na neutralny temat, planowaniem wakacji czy omawianiem następnego dnia. I nic więcej. Nie wybierajcie się z odsieczą do pokoju dzieci. Czekajcie co się zdarzy. 


Etap II.
Słychać coraz głośniejsze krzyki, wyzwiska i płacze. Robi się coraz goręcej. Możecie wkroczyć, ale uznajcie, że dzieci mogą się same dogadać. Po wejściu proponuję prostymi słowami opisać, co słyszcie i widzicie. Powiedzcie: „Słyszę, że coraz głośniej na siebie krzyczycie, a jedno z was płacze. Widzę, że wyrywacie sobie zabawki. Wasze krzyki przeszkadzają mi w czytaniu. Proszę byście, dogadali się ciszej i spokojniej. Przypominam, że zabawką rządzi ten, kto jest jej właścicielem. 


Etap III.
Dzieci się biją i/lub używają wulgaryzmów, na jakie w waszym domu absolutnie się nie zgadzacie. Teraz musicie zareagować natychmiast, rozdzielając dzieci do dwóch kątów lub pokoi. Rozdzielcie dzieci bez dociekania, kto zaczął. Możecie uzasadnić, dlaczego to robicie, ale dzieciaki i tak niewiele z tego zapamiętają. Są za bardzo rozemocjonowane.
„Nie chcę słyszeć więcej takich słów. Każde z was będzie teraz samo przez chwilę, żebyście się uspokoili. Potem rozwiążecie tę sytuację bez używania takich słów”.


Ta bardzo prosta metoda pozwoli Wam okazać zaufanie swoim dzieciom i pokazać, że troszczycie się o nie. W takich trudnych domowych sytuacjach zawsze dobrze jest przypomnieć obowiązujące zasady i wymagać bezwzględnego ich przestrzegania.



wtorek, 18 marca 2014

Emocje...


Lubię rozmawiać z rodzicami o ich dzieciach. Lubię szczególnie, gdy opowiadają o tym jak wspaniałe są ich dzieci i jak oni - dorośli wspierają swe pociechy w rozwoju. Czasem jednak zdarza się, że pojawiają się trudne tematy.

Ostatnio jedna mama skarżyła się, że jej 3 i pół letni syn, nie lubi jak się go przytula. Mama więc tego nie robi. Zasmucona opowiadała, że synek często rzuca się na ziemię krzycząc i uderzając piętami albo głową o podłogę. Wyrywa sobie czasem włosy. Zdarzają się też ataki histerii przy których podczas płaczu zanosi się, aż brakuje mu powietrza.
Byli już u psychologa i psychiatry i wszyscy mówią – „wyrośnie”.
Mama kompletnie nie wie jak go uspokoić i jak się zachowywać. Nie ma pojęcia jak pomóc dziecku? 
Rodzice wiedzą i także czują to intuicyjnie, że niemowlęta i małe dzieci na ogół uwielbiają być głaskane, tulone i dotykane. Czują się wtedy bezpiecznie. 
Dorośli jednak często nie zdają sobie sprawy, z tego jak bardzo ważny i potrzebny jest dotyk w życiu dziecka. Dotyk uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa, sprawia, że czujemy się akceptowani, spokojni i zadowoleni. Każde dziecko także tego potrzebuje. 
Czasem z różnych nierozpoznanych czasem powodów, dziecko nie lubi takiego rodzaju kontaktu. Rodzice odnoszą wrażenie, że dotyk sprawia dziecku ból. Jeśli psycholog nie rozpoznał problemu może warto wybrać się do innego, bo mogą być to zaburzenia SI. A wcześnie podjęta terapia bardzo pomaga dziecku i rodzinie. Nie należy zmuszać dziecka do przytulania się, pozwolić mu decydować o tym. Rozumiem, że to może być trudne, ale to dobro dziecka jest najważniejsze.
Każdy z nas próbuje poradzić sobie ze swoimi emocjami w najbardziej dostępny dla niego sposób. Gdy wykluczymy zaburzenia SI, może to być problem spowodowany nieumiejętnością radzenia sobie ze zbyt silnymi emocjami. Dzieci w ten sposób wyładowują swoje zdenerwowanie i frustrację, bo przecież oprócz dobrych emocji w życiu pojawiają się i te trudniejsze. Pojawia się złość a ta zamieniona na niszczące działanie to agresja. Czasami jest to autoagresja. Jest to problem, w którym trzeba pomóc dziecku jak najszybciej. 
Jeśli autoagresja objawia się rzadko i tylko w chwilach złości, a dziecko najczęściej jest zrelaksowane i szczęśliwe, najprawdopodobniej nie ma większego powodu do niepokoju.
Jeśli jednak pojawia się w każdej trudnej stresującej sytuacji a czasem „bez powodu” ( oczywiście zawsze jest powód ale czasem rodzice nie mogą go rozpoznać) trzeba zacząć pracować z dzieckiem. Spróbować trzeba najprostszych sposobów.
Warto zaobserwować własne zachowanie w stosunku do dziecka. Ocenić, czy atmosfera w domu nie jest zbyt nerwowa, czy poświęcamy dziecku wystarczająco dużo czasu? Trzeba zastanowić się czy zbyt często nie reagujemy krzykiem?
Jeżeli agresja małego dziecka – często rozwojowa - skierowana przeciw samemu sobie jest skutkiem poważnego napięcia psychicznego, jej źródło należy wyeliminować jak najszybciej. Zwykle zachowania autoagresywne zastępowane są przez inne, bo dziecku uczy się radzić sobie ze stresem i sytuacją.
Natomiast jeśli problem autoagresji nie mija wraz z wiekiem, uogólnia na zbyt wiele sytuacji życiowych, trzeba koniecznie udać się do lekarza czy psychologa, by dociec przyczyny takiego stanu rzeczy.
Praca z dzieckiem to praca ciężka i wymagająca cierpliwości, konsekwencji i niezmienności. Nie można dopuszczać do sytuacji w której dziecko widzi, że to co robi, działa na dorosłych. Jeśli się rzuca na ziemię to trzeba udawać, że się nie patrzy. Dla dziecka jest to komunikat, że to co robi nie jest akceptowane. Trzeba by rodzice wysyłali informację: „nie ma widzów nie ma przedstawienia“ a wiec dziecko powinno się uspokoić.
Dziecko często robi te „przedstawienia“ pod nas.. bo wie, że my ustąpimy…. Nie należy reagować od razu. Nie odzywać się, nie prosić by przestało… Poczekać. 

Histerie dziecka czasem są nieuniknione, bo dziecko walczy „o swoje”. Każdy rodzic powinien na tyle znać swoje dziecko by wiedzieć czy to „wymuszanie” czy poważniejszy problem.
Ważne by rozumiało, że rodzice zwracają na niego szczególną uwagę przede wszystkim jeśli tak się NIE zachowuje. Wzmacnianie zachować pożądanych jest bardzo istotne.


niedziela, 16 marca 2014

Skala Apgar




Tuż po porodzie każdego noworodka powinien zbadać pediatra. Dziecko jest mierzone, ważone, a stan jego zdrowia ocenia się według tak zwanej skali Apgar, która pozwala określić, w jakim stanie noworodek przyszedł na świat.
 
Skala Apgar obejmuje
• oddychanie,
• liczbę uderzeń serca na minutę,
• zabarwienie skóry,
• napięcie mięśni,
• odruchy. 

Za każdą składową można dostać 0, 1 lub 2 punkty. Jeśli tuż po porodzie dziecko nie dostaje 10 punktów, ocenę przeprowadza się jeszcze w piątej i dziesiątej minucie życia.
Punkty skali Apgar są wykorzystywane w celu oceny zdrowia noworodka w pierwszych minutach życia, dzięki czemu lekarz dowiaduje się, czy dziecku potrzebna jest natychmiastowa pomoc.
Skala ta służy ocenie zdolności adaptacyjnych noworodka poza łonem matki.

Lekarz bada po kolei:
1. Praca serca/puls
Wraz z odcięciem pępowiny i pierwszym oddechem zmienia się droga którą krąży krew. Zaczyna działać krążenie płucne. Serce bije miarowo, w rytmie około 140 uderzeń na minutę.
Ponieważ układ oddechowy i krążenia są ściśle ze sobą połączone, wystarczy, że dziecko jest niedotlenione, a już słabnie akcja serca. Tętno powinno przekraczać 100 uderzeń na minutę. 

2. Oddech 
Samodzielne oddychania to najtrudniejsze zadanie dla noworodka po przyjściu na świat. Wcześniej wszystkiego, co potrzebne do życia, dostarcza mu mama. Tlen i substancje odżywcze wędrowały do niego naczyniami krwionośnymi przez łożysko. Po porodzie przecina się pępowinę i dziecko łapie pierwszy oddech - pęcherzyki płucne wypełniają się powietrzem, towarzyszy temu pierwszy krzyk. 

3. Zabarwienie skóry
Kolor skóry zależy od stężenia tlenu we krwi - im go mniej, tym dziecko jest bardziej blade, a nawet sine. Sine zabarwienie jest najczęściej skutkiem trudności z oddychaniem w pierwszych chwilach po urodzeniu i z reguły mija po podaniu tlenu.

4. Napięcie mięśni
Zdrowy noworodek ma zgięte ręce i nogi. Jest w tzw. pozycji embrionalnej. Mięśnie jego kończyn są napięte, stawiają niewielki opór przy próbie prostowania. To znak, że centralny układ nerwowy, który zawiaduje napięciem mięśni, działa prawidłowo. 

5. Reakcja na bodźce
Bada się to wprowadzając do nosa noworodka cewnik, który powinien wywołać kichnięcie lub kaszel. W ten sposób sprawdza się od razu drożność nosa. 

10 punktów znaczy, że dziecko jest w idealnej fizycznej formie.

  • 8-10 punktów- stan noworodka dobry
  • 4-7 punktów- stan noworodka średnio-ciężki(maluch wymaga podania tlenu i dokładnej
    obserwacji);
  • 0-3 punkty- stan noworodka ciężki (konieczne jest wspomaganie oddychania i pracy serca). 

    Uzyskanie przez dziecko najwyższej oceny oznacza, że jest ono w stanie samodzielnie podjąć wszystkie podstawowe funkcje życiowe, m.in. utrzymać właściwą temperaturę ciała i prawidłowo ssać.
    Zawsze jednak trzeba pamiętać o tym, że skala Apgar nie jest w stanie ocenić przyszłego zdrowia dziecka, jego rozwoju fizycznego czy psychicznego. Skala ta ocenia JEDYNIE stan dziecka w chwili urodzenia.
    Skala Apgar to ocena stanu, "kondycji" dziecka po urodzeniu; najczęsciej mało punktów mają dzieci po komplikacjach porodowych i oczywiście wymagają zaraz po porodzie specjalnej opieki i dopilnowania by wszystko wróciło do normy.
    Dzieci z wieloma wadami wrodzonymi zarówno tymi genetycznymi jak i wrodzonymi mogą mieć 10/10 punktów np. dziecko z zespołem Downa może po porodzie sprawnie oddychać, mieć dobre napięcie mieśni, odruchy, jego serce sprawnie pracuje i skóra jest w miarę różowa i dostaje 8-10 pkt choć nigdy nie będzie zdrowym dzieckiem...


    *utworzona przez użytkownika SuperNiania w dniu 12 stycznia 2011 o 19:13

Trochę w ciąży...


Podejrzewam, że jestem w ciąży. To moje pierwsze dziecko i nie ukrywam, że zupełnie nieplanowane. Nie wiem czy jestem gotowa. Od czego mam zacząć?

Jeżeli podejrzewasz, że możesz być w ciąży, to najprostszym sprawdzeniem czy to prawda jest wykonanie - zakupionego bez recepty w aptece - testu ciążowego. Jest żart, mówiący o tym, że ten test nie ma trudnych pytań, a tak na poważnie do niewątpliwych jego zalet  należy możliwość wykonania go prawie w każdym miejscu oraz bardzo miarodajny wynik.

No ale żeby test był łatwy, to musi być trochę trudności. Rozpoznanie ciąży za jego pomocą polega na wykryciu obecności w moczu HCG (gonadotropiny kosmówkowej), która pojawia się we krwi matki w okolicach 8 - 9 dnia po zapłodnieniu oraz troszkę później w moczu. Jest to hormon, który powstaje w łożysku i dostaje się do krwi zarówno matki jak i płodu. Podtrzymuje wydzielanie progesteronu czyli hormonu odpowiedzialnego za utrzymanie ciąży. A utrzymanie ciąży to przecież podstawa. Gonadotropina reguluje ponadto rozwój i funkcję hormonalną gruczołów płciowych płodu.

Testy ciążowe są bardzo dokładne. Najbardziej miarodajne wyniki dają po 2 - 3 dniowym opóźnieniu miesiączki. Wówczas wiarygodność z reguły wynosi ponad 95%.

Jeśli test potwierdzi, że jesteś w ciąży to powinnaś zgłosić się do swojego lekarza rodzinnego, który powie Ci co robić dalej. Omówicie Twoje przyzwyczajenia sprzed ciąży dotyczące jedzenia, picia czy innych normalnych codziennych czynności, Wyznaczycie konieczne zmiany, bo musisz pamiętać, że to co do tej pory miało wpływ tylko na Ciebie teraz, dotyczyć będzie Was obojga.

Każdy z nas jest inny i żaden lekarz ani psycholog nie umie wymienić wszystkich pokus czy zgubnych przyzwyczajeń. Szczera rozmowa z lekarzem działa przede wszystkim na twoją korzyść. Powinnaś zastanawiać się nad tym co robisz, co jesz, jak spędzasz czas. Być może trzeba będzie zmienić styl i sposób życia jeśli nie jest on korzystny dla Twojego dziecka.

Jeśli jesteś nałogową długoletnią palaczką zgłoś się do specjalisty, który powinien pomóc ci definitywnie zerwać z nałogiem.
Zaprzestań też używania - nawet w minimalnych ilościach-  alkoholu. To nieprawda, że kieliszek wina nie zaszkodzi. Owszem szkodzi, często nawet bardzo. Zacznij używać środków zastępczych np: zamiast wina - sok warzywny lub jabłkowy, zamiast jasnego pieczywa - ciemne. Zamiast wody gazowanej - niegazowana. Zaimast serów pleśniowych - białe sery i jogurty.
Staraj się unikać  kofeiny. Jeśli jesteś zmęczona nie pobudzaj się sztucznie, po prostu odpocznij. Jeśli uwielbiasz kawę, kup bezkofeinową. Sama taką piję i wierz mi smakuje tak samo. Na pewno szybko się przyzwyczaisz.

Zrób wszystko by nie jeść tzw. śmieciowego jedzenia ( chipsów, pizzy, czy innych fastfoodów, nie jedz w przypadkowych i niebudzących zbytniego zaufania miejscach).
Postaraj zawalczyć o to, by nie palono tytoniu w twojej obecności, masz teraz świetny argument – „Moje dziecko tego nie lubi”.
Pomyśl czy nie prowadzisz zbyt intensywnego życia zawodowego i towarzyskiego. Przeanalizuj sposób spędzania wolnego czasu. Może nie chodź więcej na ścianę wspinaczkową i na jazdę konną.

Jeśli jesteś wzorową panią domu i lubisz sprzątać i porządkować, staraj się nie używać silnych, drażniących środków chemicznych, zawsze też zakładaj gumowe rękawiczki. To zabezpieczy  przed przenikaniem szkodliwych substancji przez skórę. Środki chemiczne w areozolu zamień na te w spryskiwaczu.
Staraj się nie spędzać zbyt dużo czasy przed ekranem, zarówno TV ani komputera. Nie ograniczaj natomiast spacerów i błogiego relaksu.

Rozmawiaj z parterem o waszej wspólnej przyszłości we troje (lub więcej). Czytaj o tym jak być dobrym rodzicem. Regularnie odwiedzaj swojego lekarza, ale nie traktuj ciąży jako choroby czy jakiegoś nadzwyczajnego wydarzenia. To stan fizjologiczny, który bywa zarówno cudowny jak i trudny. Rodzicielstwo to ogromna odpowiedzialność, która spoczywa na obojgu rodzicach. Nasza rodzicielska mądrość polega na świadomości, tego co się z nową rolą wiąże.
Trzeba być jednym słowem  - przygotowanym.

piątek, 14 marca 2014

Kto pyta nie błądzi...czy na pewno?



Chcielibyśmy mieć drugie dziecko, ale nasza siedmioletnia córka, gdy ją pytałam, czy chciałaby mieć braciszka lub siostrzyczkę, stwierdziła, że ABSOLUTNIE NIE, bo chce mnie mieć tylko dla siebie. Płakała, że już jej nie kocham, bo chcę nowego dzidziusia. Nie wiem, co robić?

Pytanie skierowane do dziecka czy chce mieć rodzeństwo, to tak jakby je zapytać o to kogo kocha bardziej mamusię czy tatusia? Nie uważam za potrzebne, aby swoje starsze dziecko o to pytać.
Dlaczego tak myślę? Ano dlatego, że można choćby usłyszeć właśnie taką odpowiedź jaką dało dziecko. Poza tym po co pytać jeśli samemu (to znaczy z partnerem) się tego dziecka chce, pragnie i czeka na nie z utęsknieniem. To przecież decyzja dorosłych, rodziców, a nie wszystkich domowników.
Jeśli po takim dziecięcym dictum nie zdecydujecie się na drugie dziecko, możecie mieć o to później żal właśnie do tego pierwszego. Jeśli przeciwnie, postanowicie jednak mieć drugiego potomka, to pierworodne może mieć żal, czuć się oszukane. Pytaliście przecież, powiedziało że nie chce a i tak ma…..
Nie należy, więc się pytać, czy dziecko chce mieć rodzeństwo. Rozumiem obawy Waszej córki dotyczące rozdziału miłość. Trzeba jej jednak wytłumaczyć, że miłości nigdy nie zabraknie. Obowiązuje bowiem taka prosta zasada im więcej osób się obdarza uczuciem, tym jest go więcej.
Dobrze jest uświadomić dziecku, że w sercu każdego człowieka jest miejsce na miłość dla różnych osób. W serduszku Waszej córki jest przecież miejsce na miłość do mamy, tatusia, babci czy nawet do pieska. Starczy go zapewne i dla nowego dzidziusia.
Podkreślcie, że przecież ona i tak będzie zawsze w uprzywilejowanej sytuacji, bo kochana będzie zawsze o te kilka lat dłużej. Wszak była już siedem lat jedynaczką.
Rozumiem, że to co napisałam dotychczas to troszkę poniewczasie. Chciałam uczulić na to tych, którzy mają podobny zamiar zadania takiego pytania, ale jeszcze szczęśliwie go nie zrealizowali.
W rodzinie z cytowanego listu przysłowiowe mleko się już rozlało.
Co więc zrobić jeśli mała kruszynka lub kruszynek okazuje się "samolubnym egoistą" i powie: "nie". Co
wtedy czynić? No cóż. Trzeba się trochę pogimnastykować i wyjaśnić naszej  pierworodnej latorośli jakie blaski niesie z sobą bycie starszym bratem lub siostrą. 
Warto dziecku uzmysłowić jakie są jej uczucia (nawet zazdrość) i dać na nie rodzicielską zgodę; akceptacja jest bardzo pomocna. Warto dużo rozmawiać i odpowiadać na niezliczoną ilość pytań. Trzeba pozwolić na różne emocje (od radości do rozpaczy) i zawsze starać się je zrozumieć.
Do Was należy, aby pokazać córce, że żadne wygody jedynaka nie są lepsze niż posiadanie rodzeństwa. Choć standard życia może się nieco zmniejszyć to jego JAKOŚĆ ogromnie wzrasta...
Z bratem, czy siostrą można się
bawić, nudzić czy wygłupiać. Siedmioletnia dziewczynka będzie miała dużo frajdy przyglądając się i z czasem uczestnicząc w codziennych rytuałach takich jak: kąpiel, przewijanie, karmienie. Będzie miała szansę poczuć się tą STARSZĄ = MĄDRZEJSZĄ.
Oczywiście, że są też i cienie posiadania rodzeństwa, ale o tym radziłabym po pierwsze nie wspominać na tym etapie rozważań, a po drugie w większości przypadków te cienie są z nawiązką równoważone przez blaski. Wasza córka z pewnością to sama oceni za kilka lat.
Najważniejsze więc, żebyście to Wy z mężem byli przekonani o tym, że chcecie drugiego dziecka. Dzieci nie są od tego, żeby podejmować decyzję odnośnie następnych dzieci w rodzinie. O kolejnym dziecku trzeba przede wszystkim decydować świadomie.
Zadajcie, więc sami sobie pytania: Czy Wy chcecie drugiego dziecka? Czy Was na to stać? Nie zapomnijcie jednak, że takie pytania wymagają od każdego z Was szczerej i konkretnej odpowiedzi. Przy tym nie jest najważniejsze, czy uważacie, że Wasz jedynak powinien mieć rodzeństwo, czy też nie.
Nie pytajcie więc dziecka a zapytajcie samych siebie. Kiedy następne? Kiedy Wy będziecie gotowi! Świadome rodzicielstwo i pewność, że to już czas nie da się zmącić przez małe dziecięce „nie“.
Nie zadawajcie pytań na które nie chcecie uzyskać odpowiedzi…. lub chcecie usłyszeć inną…


czwartek, 13 marca 2014

Ludzie listy piszą...


CO TO ZA CHŁOPAK.

Moja wnuczka ma piętnaście lat. I  ja bardzo się o nią martwię. Ona ma chłopaka, który ubiera się na czarno, maluje sobie okropnie oczy, paznokcie ma zawsze na czarno, nosi wielkie buty. W ogóle się nie odzywa i zawsze jest smutny.  Wnuczka świata poza nim nie widzi. I dochodzi do strasznych konfliktów.Synowa mówi, że to minie. Syn dużo pracuje i nie widzi problemu. A ja spać po nocach nie mogę. Janina z Ełku

Droga Pani Janino, proszę spać spokojnie. Chyba jednak nie dzieje się nic strasznego. Synowa ma troszkę racji. Prawdopodobnie kolega  wnuczki jest na etapie fascynacji  subkulturą emo (czytaj imou). Kilka słów wyjaśnienia.
Emo to nowomodna subkultura, do której należy głównie nastoletnia młodzież w wieku od 12 do 20 lat. Charakteryzuje się specyficzną pozą i w większości przypadków oznacza krzyk „zauważcie mnie“.  Młodzież taka słucha określonej muzyki i specyficznie się ubiera.
Ubieranie się w sposób podobny do rówieśników, a zapewniam Panią że wielu nastolatków tak się ubiera, daje chłopakowi poczucie przynależności do grupy a co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa i akceptację.
Dobrze byłoby porozmawiać z dziewczynką, przynajmniej spróbować. Niech wyjaśni  i opowie dlaczego jest tak zafascynowana. Niech Pani wysłucha uważnie ale nie krytykuje. Po prostu krok po kroku niech Pani spróbuje zyskać jej zaufanie. I niech Pani przypomni sobie jak ubierał się Pani  chłopak, gdy Pani miała 16 lat. Wtedy na topie byli bikiniarze. Nosili szerokie marynarki (tzw. "na kilowatach"), wąskie spodnie, buty "na słoninie" - gumowej grubej podeszwie, fryzury (tzw. "plerezy"). Dopełnieniem stroju były piratki - jaskrawo kolorowe skarpetki i kolorowy krawat. A jak Pani syn był w tym wieku? Może był metalowcem i pewnie wtedy miał długie włosy a na ubraniu  miał masę naszywek, przypinek. Może był punkiem i miał na głowie irokeza na cukier. Proszę sobie przypomnieć i odpowiedzieć sobie na pytanie. Minęło czy nie?
Oczywiście nie należy sprawy bagatelizować. Dobrze jest rozmawiać z wnuczką . Może dobrze by zaprosić ją i jej kolegę na babciną herbatkę. Po prostu warto może poznać chłopaka. Może jest ciekawym i mądrym chłopakiem a ubranie to tylko poza.
Być może ten chłopak to pierwsza miłość pani wnuczki. Taka, która ma być na zawsze, na dobre i na złe. I choć prawdopodobnie tak nie będzie to jednak młodzi mają prawo myśleć, że to na całe życie. Warto jednak dbać o dobry kontakt z wnuczką, dużo rozmawiać. A przypominam, że rozmowa to nie tylko mówienie do dziecka, to również słuchanie jego zdania. Wtedy jest duża szansa na uniknięcie konfliktów.
W każdej rodzinie są obecne jakieś konflikty, obojętnie czego one dotyczą. Ale czy zawsze starsza osoba ma rację? Czy faktycznie nigdy jajko nie może okazać się mądrzejsze od kury? W sumie to we wszystkim rodzice maja inne poglądy, a młodzi ludzie inne. Oni za bardzo nie rozumieją rzeczywistości w której się dzisiejsza młodzież obraca, zwłaszcza, jeśli chodzi o muzykę i o spędzanie wolnego czasu.
Konflikt pokoleń to problem stary jak świat. Ja nie widzę problemu. Zawsze nowe pokolenie jest inne, stawia sobie jakieś inne cele, posiada inne zainteresowania – jest po prostu nieco lub bardziej inne. Dostrzegam pewną racjonalność tej "inności" i się jej nie dziwię. Chociaż często nie ze wszystkim, co robi i głosi nowe pokolenie się zgadzam. Nie nazwałabym tego jednak zaraz konfliktem.
Często rodzice nie akceptują stylu zachowania się i postaw młodzieży. Śmieszy i denerwuje ich bezkrytyczne naśladownictwo postaw oglądanych w filmach czy teledyskach. Każdy chce być oryginalny, wyróżniać się, ale tak naprawdę wszyscy tworzą taką samą, jednorodną, szarą masę jak starsze pokolenie, od którego przecież chcą się odciąć z hasłem na ustach: „Wy wszyscy jesteście tacy sami”. A my proszę jacy różni.
Konflikt pokoleń  prowadzi to do tego, że dorośli często nie potrafią zrozumieć młodzieży i wtedy błędne koło zamyka się, bo i sami nie są rozumiani przez młodzież. Młodzież w chwili obecnej chciałaby większej swobody. Często nie potrafi zrozumieć rodziców i dziadków, dlaczego są tacy nazbyt opiekuńczy, dlaczego tak się martwią, czemu nie uznają ich mody czy kultury.
Natomiast rodzice czy  właśnie dziadkowie na ogół zapominają, że sami kiedyś też byli dziećmi, że byli młodzieżą. Że za ich czasów też wchodziła nowa moda, nowa kultura, o którą też często musieli walczyć ze swoimi rodzicami. I dopóki nie nastąpi to wzajemne zrozumienie, to ten konflikt nigdy nie zniknie.
Pani Janino, jak słychać w piosence: „Każde pokolenie ma własny czas, każde
pokolenie chce zmienić świat“. Taka jest kolej rzeczy.

*Zarówno list jak i odpowiedź opublikowane były w TT w 2012 roku

Jaki jest i co umie dwulatek...


Pierwszy rok życia opisany jest niemal dzień po dniu. Nieco trudniej znaleźć dane o tym co powinno umieć dziecko, gdy kończy dwa latka. Drugi rok życia to bardzo intensywny czas w rozwoju. To okres skrajnych emocji. To również czas zdobywania nowych umiejętności.
Poszperałam, poszukałam i oto lista:
Rozwój intelektualny
  • ulubione powiedzonko „ja sam/sama”, „nie” „to moje”,
  • mówi o sobie w 3 osobie,
  • zna około 150 słów i tworzy dwuwyrazowe zdania,
  • nadaje imiona lalkom, misiom i samochodom,
  • jest ciekawskie,
  • pyta „co to?”,
  • potrafi już wyrażać własne zdanie,
  • rozpoznawać znajome twarze na zdjęciach,
  • bawić się "na niby",
  • układać wieżę z 4 klocków (drewnianych),
  • umie wydobyć kamyk z butelki (a najpierw go tam wrzucić),
  • wskazuje części ciała,
  • nazywa prosty obrazek,
  • wymyśla proste zabawy,
  • lubi być w centrum uwagi i się popisywać.
Rozwój społeczny i emocjonalny
  • jest niezwykle uparty i wybuchowy,
  • chce być w centrum uwagi,
  • zwykle nie znosi się niczym dzielić,
  • często rzuca i niszczy zabawki,
  • ma poczucie humoru, chętnie się śmieje,
  • bawi się obok innych dzieci, zwykle sam,
  • może uderzyć, ugryźć, podrapać (w złości),
  • lubi naśladować dorosłych np. sprzątanie,
  • wykonuje proste polecenia,
  • potrafi wyraźnie okazać zadowolenie, czułość, ale też gniew i strach,
  • może już nie używać pieluch, ale może też nie być jeszcze do tego gotowy i po kilku udanych próbach, znów może zacząć moczyć się, 
  •  jest bardzo przywiązany do opiekunów,
  • gdy dorosły znika mu z pola widzenia często płacze, 
  •  umie zasypiać samodzielnie i przesypia zwykle całą noc.

Rozwój fizyczny i ruchowy
  • powinien chodzić i próbować biegać - jeszcze dość niezdarnie,
  • może mieć już komplet zębów mlecznych,
  • większość umie pić z kubka,
  • umie rozbierać się (tzn. zdejmować jakąś część ubrania),
  • chętnie rysuje szczególnie na ścianie,
  • bazgrać na kartce spontanicznie,
  • jest bardzo sprawny pod względem manualnym,
  • kopie piłkę i rzuca piłkę,
  • próbuje podskakiwać,
  • wchodzi i schodzi po schodach krokiem przestawnym (często jeszcze za rękę),
  • niekiedy radzi sobie z chodzeniem do tyłu,
  • umie używać łyżeczki i trafia nią do buzi,
  • dobrze daje sobie radę z myciem rąk, próbuje je wycierać;
  • stara się pomagać w prostych czynnościach domowych
     
Bez względu jednak na tempo rozwoju dziecka, nie należy go porównywać do rówieśników.
Jedne dzieci zaczynają szybciej chodzić, drugie – mówić, a trzecie – wyprzedzają kolegów pod względem samodzielności.
Na wszystko przyjdzie czas, aczkolwiek trzeba dziecko wspierać w jego rozwoju i poszukiwaniu samodzielności. Jeśli dziecko z czymś sobie nie radzi warto przyjrzeć się  - czemu tak się dzieje.

*Na podstawie podręczników opisujących rozwój człowieka.

środa, 12 marca 2014

Co trzylatek umieć powinien...



Trzylatek, w odróżnieniu do zbuntowanego dwulatka to sama słodycz;)
Dzieci w tym wieku są zwykle otwarte i gotowe do współpracy. Są pogodne i średnio konfliktowe.
Rodzice często zastanawiają się „Co powinien umieć trzylatek”. Oto próba zebrania - z dostępnej literatury - wskazanych na ten wiek umiejętności:)

        Rozwój intelektualny
  • Potrafi mówić krótkie zdania i prowadzić krótką rozmowę
  • Utrzymuje uwagę na rozmówcy przez kilka do kilkunastu minut
  • Powinien znać kilka wierszyków i piosenek ( niekoniecznie odtwarza linię melodyczną)
  • Czasem w mowie się zacina lub powtarza słowa (szczególnie w emocjach)
  • Większość tego, co mówi jest zrozumiałe
  • Zadaje dużo pytań o otaczający świat
  • Zaczyna dokonywać wyborów, w oparciu o przewidywanie konsekwencji, a nie o działanie
  • Rozwiązuje proste problemy logiczne, lubi je
  • Rozróżnia, że coś jest takie same lub inne
  • Zna imię swojego przyjaciela, lubi uporządkowanie wokoło
  • Nazywa podstawowe kolory, umie je pokazać
  • Rozróżnia pojęcie teraźniejszości, przyszłości (oczywiście także myli wczoraj i jutro)
  • Układa kilku elementowe puzzle
  • Pokazuje nazwane rzeczy i umie także sam nazwać większość
  • Potrafi przeliczyć 2-3 rzeczy
  • Potrafi powiedzieć, jak się nazywa i pokazać ile ma lat, potrafi podać imiona rodziców i
    zwierzęcia domowego
  • Sygnalizuje co lubi a czego nie, choć jeszcze nie zawsze wie dlaczego 


    Rozwój społeczny i emocjonalny
  • Umie bawić się sam ale i z innymi dziećmi
  • Potrafi już dzielić się z innymi
  • Wykonuje proste polecenia ( nawet złożone z kilku elementów)
  • Lubi zabawy w dom, rodzinę ( tzw. symboliczne)
  • Rozróżnia płeć dzieci i dorosłych, interesuje go własna płeć
  • Potrafi prosto opowiedzieć o swoim problemie (choć nie wie jak go rozwiązać)
  • Okazuje miłość bliskim ( uwielbia się przytulać i oczekuje ciągłych zapewnień o miłości
    opiekunów)
  • Chętnie pomaga w domowych prostych czynnościach(„gotuje sprząta, pomaga w
    zakupach”) 


    Rozwój fizyczny i ruchowy
  • Sam myje zęby (rozumie po co to robi i wie, że to rytuał: przy dyskretnej pomocy rodzica)
  • Sam je (czasem ma jeszcze kłopoty, ale wie co to posiłek i powinien zjadać swoją porcję)
  • Samodzielnie myje ręce, lubi bawić się wodą i w wodzie
  • Potrafi nalać napój z butelki, czy dzbanka (byle nie gorący), pije z kubka, przez rurkę
  • Jeśli już dojrzało to korzystania z toalety to potrafi z niej korzystać, kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne ( lepiej radzą sobie dziewczynki niż chłopcy)
  • Wkłada buty ( nie wiąże sznurówek ale wie który lewy a który prawy, umie zapiąć rzepa) 
    Potrafi się ubrać i rozebrać (potrzebuje pomocy przy guzikach, zamkach błyskawicznych, itp.) - lepiej idzie rozbieranie  
  • Rysuje kwadraty i koła (oczywiście nie jak z szablonu, ale widać różnicę)
  • Zaczyna się posługiwać się nożyczkami (zawsze z zaokrąglonymi końcami)
  • Umie podskoczyć na 1 nodze, przez chwilę na niej stoi
  • Bez problemu korzysta z urządzeń na placu zabaw
  • Radzi z omijaniem przeszkód na drodze (w biegu także)
  • Kopie i rzuca piłkę, lubi gry i zabawy zręcznościowe bez elementu rywalizacji
  • Jeździ na 3 kołowym rowerku 

    Trzeba jednak pamiętać, że każde dziecko rozwija się inaczej, podaję więc ogólne informacje zawarte w książkach o rozwoju dziecka. Jeśli dziecko umie więcej to dobrze, jeśli mniej, potrzebna praca, by wyrównać deficyty.

    Wierszyk o trzylatku:)

    Irena Suchorzewska
    Mam trzy lata
    Mam trzy lata, trzy i pół,
    Brodą sięgam ponad stół.
    Do przedszkola chodzę z workiem
    I mam znaczek z muchomorkiem.
    Pantofelki ładnie zmieniam,
    Myję ręce do jedzenia.
    Zjadam wszystko z talerzyka,
    Tańczę, kiedy gra muzyka.
    Umiem wierszyk o koteczku,
    O tchórzliwym koziołeczku
    I o piesku co był w polu,
    Nauczyłam się w przedszkolu.


    *utworzona przez użytkownika SuperNiania w dniu 3 sierpnia 2011 o 22:09