wtorek, 4 marca 2014

Jedz, jedz, zjedz cokolwiek....


Zajrzałam na forum na którym dyskutują mamy „niejadków”. Poczytałam co potrafią zrobić, by ich dzieci zjadły cokolwiek. Jestem pod wrażeniem.... Ilość opisanych podstawowych błędów jakie popełniają, spowodowała, że wcale się nie dziwię, że dzieci nie chcą jeść. 
 
Wiem, że niejadek może zajść za skórę całej rodzinie. Posiłkom towarzyszy bezskuteczne namawianie do przełknięcia czegokolwiek. Nie pomaga odwracanie uwagi, włączenie TV czy szwajcarski scyzoryk taty położony obok talerza. Nic nie jest dla niejadka atrakcją. Nie pomaga prośba ani groźba. Co więc robić? 

Najgorsze, co można zrobić, to zmuszać do jedzenia. Karmienie na siłę to podstawowy błąd. I to zarówno metodyczny jak i psychologiczn. Jedynym bowiem skutkiem zmuszania będzie większy bunt i jeszcze większa niechęć do jedzenia. Zasada jest następująca. Jak dziecko zgłodnieje, to samo poprosi. Najważniejsza jest rodzicielska (a często i babcina) cierpliwość.
Jeżeli ta metoda nie poskutkuje (a oczywiście może się tak zdarzyć), trzeba będzie odwiedzić lekarz - bo być może brak łaknienia jest spowodowany jakąś dolegliwością na poziomi esomatycznym. Krótko mówiąc jakąś chorbą. Może trzeba będzie odwiedzić dietetyka a może psychologa. Należy szukać pomocy specjalisty. Powinnam jednak rodziców uspokoić, nie trzeba od razu wpadać w panikę.
Wystarczy przestrzegać kilku prostych zasad, a sukces jest możliwy do osiągnięcia.
Można zachęcić dziecko do jedzenia, nakładając na talerz małą porcję. Dobrze jest podawać małe posiłki pięć razy dziennie.
Potrawa powinna być kolorowa, pomysłowo skomponowana, wtedy wzbudzi większe zainteresowanie i apetyt. Można też podać jedzenie na talerzu z obrazkami i zabawić się z dzieckiem w szukanie niespodzianki.
Dziecko powinno jadać przy stole ze wszystkimi - może to być dodatkową atrakcja.
Powinniśmy pozwolić dziecku - nawet małemu - na samodzielność. Już dwulatek wszystko chce robić sam. Na początek będzie więcej zabawy niż jedzenia , ale tylko poprzez ćwiczenie dziecko ma szansę się nauczyć.
Maluszkowi (nawet do 2 roku życia) należy pozwalać „jeść” rękami.
Zasadą, której nie przestrzegają rodzice jest zabranie talerza po 20 minutach prób samodzielnego jedzenia i podanie kolejnego posiłku (bez zgody na podjadanie pomiędzy) po 3-4 godzinach.
Pośpiech jest wrogiem dobrego apetytu. W czasie posiłków nie wolno stwarzać nerwowej atmosfery. Nie należy dzicka (ani nikogo) poganiać. Napięcie przy stole na ogół powoduje problemy żołądkowe i ogólnie gastryczne.
Nie należy przekupywać dziecka, obiecując mu nagrodę za zjedzenie posiłku. Jedyną obiecanką może być przygotowany deser.
Dziecku trzeba pozwolić na trochę niezależności. Każdy z nas ma ulubione potrawy i lubi je łączyć w określony sposób. Jeżeli dziecko najpierw zje wędlinę lub ser, a dopiero potem bułkę to jego wybór i nie ma w tym nic złego.
Czasem dzieci kilka dni z rzędu chcą jeść to samo i na to także należy im pozwolić. Rodzic nie powinien się napinać i nie powinien tego zabraniać, bo to tylko może utwierdzić dziecko w jego postanowieniu.
Rodzice niejadka mają tendencję do podkarmiania dziecka pomiędzy posiłkami - bo przecież jest głodne. To błędne koło.
Przed posiłkiem nie należy podawać słodyczy ani słodkich soków. Między posiłkami dobrze jest dawać małe ilości lekko kwaskowatych soków owocowych, bo pobudzą apetyt.
Podsumowując, dobrze jest:
  1. ograniczyć soki owocowe i warzywne, taki sok to posiłek dla dziecka;
  2. nie wmuszać jedzenia;
  3. nie karmić przed TV, uczmy robić jedną czynność w jednym czasie;
  4. nie „przeżywać”przy dziecku jego niechęci do jedzenia;
  5. nie rozmawiać w domu wiecznie o jedzeniu;
  6. karmić tym co lubi, niech dziecko polubi jedzenie jako takie;
  7. zrobić badania i sprawdzić czy nie ma alergii;
  8. sprawdzić zaburzenia Integracji Sensorycznej (np. węch, bo jedzenie wtedy śmierdzi);
  9. wyluzować (gdy dziecko ma dobre wyniki i rośnie, nawet jeśli mniej niż inne dzieci);
  10. dużo spacerować, ruch na powietrzu zwiększa apetyt;
  11. dawać jeść co 3 godziny;
  12. podawać małe posiłki, tak by dziecko mogło odnieść sukces przy stole ( nawet jakby to
    miało być coś na „jeden ząb”);
  13. wyeliminować słodycze z diety;
  14. odstawić butelki i miksowane zupki;
  15. mieć tygodniowy plan jedzenia a nie dobowy.
Na koniec jedna uwaga, często mamusie mówią, moje dziecko nie je NIC innego poza ( i tu każda mama coś wymienia)... i NIC innego... co robić??
Odpowiadam, proszę wyobraźcie sobie, że lekarz zabrania waszemu dziecku jeść właśnie TO COŚ, bo jest to dla waszego dziecka niebezpieczne? Co zrobicie????
Na pewno dacie radę, na pewno coś wymyślicie.. bo przecież jeśli nie może TEGO.. to trzeba coś wymyślić COŚ innego....
To wymyślcie TERAZ.. bez pomocy czy groźby lekarza....
Najczęściej dziecięce problemy z jedzeniem mają swój początek w głowach ich mamuś...lub babć. 



*
utworzona przez użytkownika SuperNiania w dniu 26 stycznia 2011 o 18:45

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz