poniedziałek, 19 maja 2014

Jestem miła i uprzejma nawet dla ludzi, którzy na to w żadnym stopniu nie zasługują.





Przydługi tytuł?
Wiem...
Nie wiadomo o co chodzi?
Już wyjaśniam...
Mimo, że sama jestem wielką gadułą, lubię rozmawiać z ludźmi, szybko nawiązuję kontakty, jestem ciekawa spotkanych osób. Umiem i lubię słuchać.
Jeśli nie mogę pogadać, to lubię popisać.
Próbuję wtedy maksymalnie jasno wyrazić swoje zdanie, bo wiem, że słowo pisane inaczej przenosi intencję i myśli niż mówione. Nie zawsze się to udaje, szczególnie, że nie jestem "przypięta do sieci"  i prowadzę bogate życie zawodowe.
Jeśli nie mogę popisać z kimś, staram się pisać do kogoś.
Prowadzę dwa blogi, staram się, by były dość regularne i bardzo, bardzo jasno napisane.
Bardzo lubię także - dodam, że pod własnym nazwiskiem - a nie jest to wśród osób publicznych zbyt częste - dyskutować (niekiedy gorąco) pod cudzymi blogami i różnymi artykułami.
Wszystko stąd właśnie, że lubię rozmawiać i nie boję się ujawniać swoich poglądów.
Mam jakie mam i to także może być punkt wyjścia do rozmowy czy nawet sporu.
Oczywiście z racji wyuczonego i wykonywanego zawodu rozumiem wiele mechanizmów rządzących ludźmi.
Na przykład wiem, że gdy niezbyt przychylny interlokutor rozpoznaje  w trakcie internetowej dyskusji osobę publiczną, natychmiast rozpoczyna atak. Nie ma wtedy znaczenia temat  rozmowy. Ważne by wywalić swoje frustracje, dokopać, opluć. Jeśli robi to osoba prywatna to zważywszy częstotliwość - uznaję to za normę. Spotykam sie z tym także u siebie na fb. Są takie osoby, ktore tylko po to pojawiają się na profilu by... zepsuć powietrze.
Jeśli zdarza mi się (sama nie wiem czasem po co ) wtrącić swoje dwa, a może nawet trzy grosze do dyskusji u innej osoby publicznej, z której poglądami się nie zgadzam, to zwykle natychmiast, z tamtej strony także kończy się merytoryka a zaczyna jazda personalna niekiedy bez trzymanki. Jest dla mnie zdumiewające, jak bardzo niektórzy nie potrafią oddzielić osoby od sprawy.
Zawsze jestem, albo BARDZO, BARDZO się staram być miła i uprzejma nawet dla ludzi, którzy na to w żadnym stopniu nie zasługują.
W normalnym świecie oczekiwałabym wzajemności.
Ale chyba nie żyjemy w normalnym świecie.
Wiem, że nie powinno się o innych ludziach pisać źle, ale może oni - ci tamci - nie wiedzą, że są niezbyt mądrzy, albo wręcz - nie bójmy się tego słowa - głupi? Może nie zdają sobie sprawy, że są złymi ludźmi?
Może po prostu tego nie rozumieją?
Może trzeba im to uświadomić.
Taka natchnęła mnie myśl po przeczytaniu tekstu pewnej pani w pewnym bardzo świętym portalu. Ups.. poświęconym.





wtorek, 6 maja 2014

Mała Miss i Mały Mister Polski - list


   Warszawa, 3 maja 2014


Dorota Zawadzka
Psycholog rozwojowy


                                                                                    Partner konkursu
Mała Miss i Mały Mister Polski


Z dużym zaskoczeniem znalazłam Państwa logo na bilbordzie rozpoczynającego się w Polsce konkursu Mała Miss i Mały Mister Polski.

Konkurs organizowany w takiej formie nie niesie za sobą żadnych korzyści dla dziecięcych uczestników, wręcz przeciwnie może być szkodliwy dla ich rozwoju. Plebiscyt bazujący na sms-ach przesyłanych przez rodziny i znajomych dzieci w żaden sposób pozytywnie nie wpływa na rozwój ich osobowości a także talentu i jest konkursem jedynie „urodowym” mogącym wyrządzić dużo krzywdy.
Dzieci, które nagle dowiadują się, że nie są najpiękniejsze choć mamusia i tatuś o tym zapewniali często borykają się z zaburzeniami poczucia własnej wartości przez długie lata.

W związku z tym właśnie, proszę Państwa o ponowne rozważenie kwestii udziału, patronowania lub/i finansowego angażowania się Państwa Firmy w tym wydarzeniu.

Psychologowie jednoznacznie i jednogłośnie wyrażają negatywną opinię na temat tego plebiscytu. Nie ma także żadnego głosu pozytywnego  w środowisku pedagogów
i osób aktywnie zajmujących  się dobrem dzieci. Ja – jako psycholog  dziecięcy z trzydziestoletnim doświadczeniem, również w pracy z dziećmi szczególnie utalentowanymi, nie widzę żadnych dobrych stron tego przedsięwzięcia.  Jest to jedynie forma działalności biznesowej organizatorów obliczona na chęć rodziców do chwalenia się swoimi dziećmi.

Patronowanie takiej imprezie wydaje się być niedobrą formą reklamy.

Ponawiam więc prośbę o rozpatrzenie wycofania się z partnerowania firmie
Quennie.pl.
Wspieranie tej inicjatywy nie jest w żaden sposób związane z dobrem dzieci, a sądzę, że działali Państwo w przekonaniu, iż właśnie tak postrzegane będzie wsparcie, którego udzielacie Panu Antosikowi. Mam nadzieję, że zmienicie zdanie i wycofacie poparcie.


Z wyrazami szacunku
Dorota Zawadzka