niedziela, 15 czerwca 2014

Jeden horoskopowy bliźniak


Za chwilkę nadejdzie lato.
Dwadzieścia dwa lata temu lato zaczęło się dla mnie na porodówce. Przyszedł na świat mój drugi syn.
Pamiętam, że rodzinnie zjedliśmy niedzielny obiad a ja poczułam, że to będzie właśnie dziś.  Tak na pewno, przecież to nie pierwszy raz.
Zapakowana jak paczka do taksówki zostałam więc odwieziona do szpitala.

Normalne 52 kilo plus 28 ciążowego wieloryba. Takie były czasy. Nie dość że „dobrze” było utyć jak słoń, to jeszcze nie za bardzo należało się tą ciążą chwalić. Wielkie sukienki, jeszcze większe ogrodniczki. Matrona w ortopedycznych butach. Masakra modowa.
Ale to nie miało znaczenia. Najważniejszy był ON. Poród trwający niewiele ponad 20 minut. Wszystko na ostatnią chwilę.
Jest.
Mały wielki człowiek, całe 63 centymetry i 4750 wagi.  Wszystko z nim w najlepszym porządku.
Koło mnie chodzą i szepczą, nie wiem co się dzieje.
Podobno jakieś kłopoty były. Podobno nie mogli sobie poradzić. Ale udało się. Nikt nic nie mówi.
- Ona się nie martwi - mówi lekarz .
- Dała radę.
Po chwili orientuję się, że ona to ja.
Na dyżurce dzwoni telefon. To do niej. Już wiem ,że chodzi o mnie. Połączenie z Australii robi wrażenie. To siostra z gratulacjami. Zrobiłam jej prezent na urodziny.
Wzruszam się. To nie jest trudne.
Pierwsze śniadanie w szpitalu to kostka podsuszonego upałem pasztetu i kromka chleba. Obowiązkowa bawarka. Na mleko. No żeby było.
Synek przy moim łóżku śpi grzeczniutko. Odpoczywam, choć zmęczona nie jestem Ale śpij kochanieńka, w domu nie pośpisz – radzą położne. Więc śpię. Śpimy oboje. Dziwaki. Wszędzie obok płacz i nerwy. A u nas cisza.
Trzy dni i do domu. A tam starszy czteroipółletni starszy brat. Z wielkimi dłońmi i w ogóle jakiś taki „wyrośnięty” przez te trzy dni.
Gapi się z rozczarowaniem na młodego i pyta czemu urodziłam mu syna? Chciał przecież siostrę. Starszą. Z kucykami.
No nie spisałam się.
Grom z jasnego nieba.
Choroba. Pogotowie. Nikt nie wie co się dzieje. Musi pani zostać w szpitalu na kroplówki. Taki wysiłek musi się odbić. Nie mogę, mam w domu noworodka. Wracam więc. Trzy tygodnie leżenia murem, codzienne zastrzyki. Wiaderko leków do łykania. Leżę jak kłoda i cierpię. Świat wiruje. Coś z błędnikiem. Moja dzielna kochana Mama spisuje się znakomicie.
W końcu koniec chorowania, wstaję i zaczyna się rekonwalescencja i próba karmienia naturalnego, po trzech tygodniach walki o każdą kroplę dla synka. Butelkowane dziecko nie bardzo jest chętne. Ale udaje się. Wspaniale.
Upalne lato spędzane z chłopcami i moją mamą na wypożyczonej na tę okoliczność działce na Okęciu. Co chwila huk lądującego lub startującego samolotu. Ale Synkom to nie przeszkadza. Jednemu spać, drugiemu bawić się radośnie.
Czas mija, chłopcy rosną jak na drożdżach. Szczęście mamusi.
Za kilka dni – 21 czerwca - miną 22 lata od tamtego dnia, tamtego lata.
Spełnienia marzeń synku.

Szczęścia. Kocham Cię bardzo.


9 komentarzy:

  1. Pięknie napisane Dorota...Wszystkiego Najlepszego zarówno dla Syna jak i dla Ciebie,bo to był WASZ dzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. 15.czerwca minęło 22 lata od tego dnia kiedy na świecie pojawili się moi synowie Adam i Andrzej. Jak ten czas leci, oczywiście doskonale pamiętam tamto lato i ten czerwiec. Moi synowie to bliźniaki z urodzenia i horoskopu. Pozdrawiam serdecznie Panią i syna

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to czytałam....to wracały moje wspomnienia ...prawdę mówiąc też można by nowelkę napisać, ale nie o to chodzi .Twoja historia jest wzruszająca ...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne...Pozdrawiam i Wszystkiego Najlepszego...4750..."Maluszek" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo pieknie napisane... Dzielna Mama . Wszystkiego co Najlepsze dla Synka ! Dzieci tak szybko dorastaja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. A potem zwiał gdzie pieprz rosnie i czym się tu chwalić!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkiego najlepszego dla Syna i wspaniałej Mamy :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sercem pisane :-) Wszystkiego co najlepsze dla Syna i Pani Pani Doroto :-)Wzruszyłam się ...bo ja często sie wzruszam ..

    OdpowiedzUsuń