środa, 24 września 2014

Im gorzej tym lepiej - z archiwum





„Pora umierać”, mówiła Danuta Szaflarska w filmie Doroty Kędzierzawskiej o tym samym tytule. Patrząc na to co ostatnio dzieje się wokół, mogę powiedzieć to samo. 
 
Smutne to i straszne, nie wiem czy zawsze tak było, czy może z wiekiem widzę i rozumiem więcej, a może rzeczywiście pora umierać?

Media epatują tragedią, nieszczęściem, patologią. Nie ma dnia byśmy nie dowiedzieli się o tym, że ktoś kogoś ze szczególnym okrucieństwem, że ktoś komuś z czystej złości czy złośliwości. Że ktoś o kimś bezpodstawnie, choć publicznie.

Politycy kłócą się o wszystko i o nic, prześcigają się w upokarzaniu i ośmieszaniu „kolesia” z innego ugrupowania lub nawet ze swojego, jeśli taka potrzeba chwili.
W „rozrywkowych” programach ocenia się ludzi nie zważając na ich uczucia i emocje. Padają słowa, które paść nie powinny. Pokazuje się jednostki graniczne, patologiczne, puste i „ciekawe” jedynie z powodu sensacji jaką wywołują. 

Matki opowiadają w jaki wyszukany sposób biją swoje dzieci a nastolatki opowiadają o swoim życiu seksualnym, że szczegółami wyjętymi żywcem z hardcorowych pornosów.

Tak zwani „dziennikarze” bawią się sami ze sobą, ubliżając i poniżając innych. Propagują teksty rasistowskie i ksenofobiczne, beż żenady i co najgorsze bez konsekwencji. W cywilizowanych krajach, za podobne wypowiedzi traci się pracę. U nas w najlepszym razie problem zamiata się pod dywan. Na ogół jednak jest to kolejny przyczynek do rosnącej popularności „idola” mas.
W programach śniadaniowych rozmawia się z panią, która sprzątała u jakiejś gwiazdy, bo gwiazda nie jest zainteresowana mówieniem o swoim życiu prywatnym.

Porusza się tematy zastępcze, a jeśli już mówi się o ważnych, to robi się to w sensacyjny sposób. Najłatwiej ukamienować publicznie, a zainteresowany niech się martwi. Jest wesoło, bo nie ma platformy do obrony.

W pewnych audycjach radiowych niemalże nawołuje się do przemocy, uznając, że bicie dzieci jest w porządku. Robią to niejednokrotnie specjaliści z „bożej łaski”. Nomen omen.
Pojawiają się książki mówiące o trenowaniu a może wręcz o tresowaniu dzieci przy pomocy rózgi.

Ostatnio czytałam w jakimś plotkarskim blogu „kogoś ważnego z branży medialnej”, że celebryta co by nie zrobił, zrobi źle. Jeśli udzieli wywiadu, to znaczy, że chce by o nim mówiono i ma „parcie na szkło”, jeśli nie udzieli to znaczy, że się wywyższa lub ma coś do ukrycia.
„Znani i lubiani” są cytowani w pismach dla „gospodyń domowych”, czy tego chcą czy nie.
Prasa  w dużej części jest nierzetelna lub stronniczo nieelegancka. Nie ma już zbyt często dziennikarstwa poznawczego, odkrywczego, intelektualnego. Dziennikarze mówią a potem myślą, piszą a potem nie czytają co napisali, bo ważne jedynie, że inni czytają.

Plecie się więc ten łańcuszek absurdu. Co bardziej inteligentni widzowie, słuchacze, „czytacze” w ogóle starają się odciąć od tego medialnego chłamu zwanego potocznie „newsami”.
Dorosły sobie poradzi. Znajdzie przycisk „off” i zajmie się pracą, działką lub wnukami.
Ale jak to wszystko wpływa na najmłodszych lub młodych? Jaki świat im pokazujemy, czego uczymy? Jakie wartości propagujemy?

Nie ma już redakcji dziecięcej w TV, która podobno ma misję, nie ma też w  TV która podobno ma kasę i mogłaby. Tyle że po co? Skoro nie ma żadnego wyboru, to dziecko gdy podrośnie to i tak przyjdzie. 
     
To TV kształtuje świadomość, nie byt. No chyba, że TV to już byt? Byłoby to bolesne i straszne.
Na palcach jednej ręki mogę policzyć programy warte uwagi we wszystkich stacjach razem wziętych. Oczywiście można nie oglądać, tyle tylko, że media niektórzy z nas „wyssali z mlekiem” rodziców i nie potrafią inaczej.

Rośnie pokolenie, często bez wiedzy, wartości i perspektyw.
Gdy rozmawiam z nastolatkami w polskich szkołach słyszę „chcę mieć kasę - bo jak ją będę miał - będę kimś”. Wtedy mówię, NIE! Będziesz nikim z kasą. 

Rozmawiam z młodymi, którzy czerpią z tego wykreowanego przez lifestylowych spin doktorów świata, bezkrytycznie i bezmyślnie. Przyjmują wszystko dosłownie i biorą za wzór do naśladowania. Wierząc w to, co widzą i słyszą nie uczą się myśleć.


2012-02-24

PS tekst powstał niemal trzy lata temu. Jedyne co się zmieniło to to, że powstał specjalny kanał dla dzieci.
Reszta nadal aktualna - niestety.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz