środa, 17 września 2014

Kiedy byłam małych chłopcem


„Kiedy byłam małym chłopcem”… Tak czasem żartobliwie mówię o swoim dzieciństwie, gdyż raczej nie można go uznać za typowo „dziewczyńskie”. Tak więc jako ów mały chłopiec grałam w piłkę, urządzałam podchody – czyli tropienie jednej grupki dzieci przez drugą. Miałam kolekcję kapsli, które służyły do rozgrywania pasjonujących etapów Wyścigu Pokoju. Jakoś nie przyszło ani mnie ani moim rodzicom do głowy, że dziewczynce nie wypada, że „Mała Księżniczka” powinna bawić się wyłącznie lalkami  - choć miałam ich oczywiście bardzo wiele - naśladując arcyciekawe codzienne życie domowego ogniska. 
 
Dziewczynka wcale nie „powinna”. Dzieci nie muszą być bowiem niewolnikami stereotypów związanych z płcią choć tu bardzie pasuje użycie kulturoznawczego określenia „gender”. Gender to "stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, aktywności i atrybuty jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet".

Dziwimy się, lub tylko zdziwienie udajemy, że na listach wyborczych trudno się przebić kobietom. Nie podoba się nam, iż panie na równorzędnych stanowiskach mają niższe uposażenia niż panowie. Słusznie, że nie ma przyzwolenia na różnicowanie traktowania kobiet i mężczyzn w świecie dorosłych, ale czy przypadkiem sami nie przyczyniamy się do tego zabraniając córce „puszczać kaczki” na jeziorze lub kupując jej na gwiazdkę miniaturową kuchnię z pełnym wyposażeniem.

Ja uważam (i tak wychowywałam swoich synów), że dziecięce zabawy nie dzielą się na te dla chłopców i dla dziewczynek. Małe kobiety i mali mężczyźni bawiąc się przygotowują się do dorosłych ról społecznych. Dlatego właśnie powinniśmy umożliwić dzieciom równy start. W teorii właściwie wszystko jest w porządku. Dziewczynki i chłopcy rozwijają się, uczą i bawią razem. W praktyce zarówno domowej jak i wczesnej edukacji jest nieco inaczej. Dziewczynkom zwykle nie proponuje się sklejania modeli samolotów, chłopcom zaś na ogół nie pokazujemy jak ubrać lalkę, gdy na świecie zima.

W zabawie kształtują się relacje i miejsce jakie zajmujemy w grupie. Dlatego właśnie powinniśmy przeciwdziałać stereotypom. Pozwólmy dziewczynce jeździć na deskorolce a chłopcu - jeśli chce - ugotować w piaskownicy obiad dla rodziny misiów. Nie pozwalajmy, aby dziewczynki tylko dlatego, że są dziewczynkami nie uczestniczyły w zdobywaniu pirackiego okrętu pod trzepakiem. Nie chodzi  z resztą tylko o zabawę. Zauważcie, że za oczywiste uważamy, iż to dziewczynka pomoże mamie pozmywać a chłopiec z tatą sprawdzą olej w samochodzie. Sami budujemy w naszych dzieciach poczucie różnic społecznych.

Świadomość innych perspektyw i możliwości dla dziewczynki i chłopca. To błąd, który popełnia nadal większość rodziców. Niestety nie tylko rodziców. Podobne uwagi mam bowiem do nauczycieli w żłobkach, przedszkolach i szkołach.

Trzeba integrować dzieci nie wytyczając granic w oparciu o płeć. Niedawno w reklamie zobaczyłam księcia w lśniącej zbroi, który przybywa ratować królestwo od brudu. Użyty przez niego wspaniały środek zmienia go w księżniczkę a następnie w kobietę wycierającą dumnie kuchenne szafki. O tym właśnie pisałam powyżej.

Nie wtłaczajmy dziewczynek do kuchni, by czekały na chłopców w lśniących zbrojach.
2012-03-03

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z Panią. Wciąż, nawet jako dorośli już ludzie, wtłaczani jesteśmy w różne role, stereotypy, których wcale nie chcemy. Męczymy się w pracy, albo na studiach, robimy coś kompletnie wbrew sobie. Po prostu bardzo wcześnie poddano nas ukierunkowaniu "właściwemu" naszej płci. A chyba słowem kluczowym, które może nas i nasze dzieci uratować to WYBÓR. Bez niego żyjemy życiem, które nie należy do nas.

    OdpowiedzUsuń