niedziela, 14 września 2014

Z archiwum - Gąska Balbinka




Pierwsze moje wspomnienia dotyczą okresu przedszkolnego, gdy moja ukochana Gąska Balbinka, taka szmaciana przytulanka, była dla mnie czymś w rodzaju dzisiejszej Barbie. Była kolorowa i miękka. Więcej nie pamiętam. Chociaż nie, mam jedno wspomnienie z „dnia zabawki” organizowanego raz w miesiącu w moim przedszkolu. Każdy mógł tego dnia przynieść z sobą do przedszkola ulubioną zabawkę.

Zabrałam więc swoją Balbinkę. Pamiętam jak ściskałam ją w rękach dumna, że mogę jej pokazać szeroki świat. Dziewczynki przyniosły przepiękne lalki z lokami i specjalnymi siateczkami na włosach. Zorganizowano pokaz zabawek. Moja Balbinka konkursu nie wygrała i przyjęłam wówczas to wydarzenie, jako wielką moją porażkę. Pamiętam rozmowy z mamą i z babcią. Tłumaczyły mi, małej zapłakanej pięciolatce, że jeśli kocham swoją Balbinkę to jest to najważniejsze. Wyjaśniały mi dlaczego warto ufać swoim wyborom i jeśli mamy przekonanie co do ich słuszności, nie poddawać się przelotnym modom. Wspomnienie tamtej rozmowy do dzisiaj jest jednym z ważnych elementów determinujących moje spojrzenie na świat i ludzi. Wzmacnia moją lojalność wobec ludzi których kocham i rzeczy, które są dla mnie ważne.

 Pamiętam także, że wieczorem Balbinka - jak zawsze wędrująca do mojego łózka razem z kilkunastoma innymi zabawkami - zamiast „ w nogi”, w nagrodę i na pocieszenie trafiła na poduszkę. Nie wiem co mi się śniło, ale rano trzymałam swoją ukochaną maskotkę kurczowo w dłoni. 



Tekst opublikowany 23 lutego 2012 /natemat/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz