wtorek, 24 marca 2015

Powtórka z rozrywki...

O pomysłowo-chorych :)

Pomysłowość jest definiowana jako zdolność do kreatywnego myślenia o dostępnych metodach, narzędziach i materiałach, które można zastosować w trudnych, nowych bądź zaskakujących sytuacjach.
Pomysłowość zwana często kreatywnością pozwala rozpatrzeć wszelkie możliwe sposoby rozwiązania jakiegoś problemu.
Oczywiście  jedni ludzie mają w tym kierunku predyspozycje a inni nie. Niektórzy ćwiczą, by taką kreatywność wykształcić. Oczywiście łatwiej ją kształtować i rozwijać w oparciu o pewne posiadane cechy, niż zaczynać od zera.
Dla dziecka nie ma w zasadzie rzeczy niemożliwych, jego wyobraźnia jest nieograniczona.
Dorośli wynalazcy właśnie tak jak dzieci spostrzegają świat. Dla nich nie ma określenia „nie da się’, zawsze zapytają dlaczego się nie da? I spróbują znaleźć alternatywne rozwiązanie. Dzięki temu właśnie rozwija się technika i nauka.
Znacie to? Tak właśnie "wymyślają świat" wasze dzieciaki? To wspaniale. Tak ma być.
Aby rozwijać kreatywność stawiajcie przed dzieckiem nowe wyzwania. Pamiętajcie, że nie mogą być zbyt trudne i zbyt łatwe - obie zniechęcą do wysiłku intelektualnego.
Dawajcie dziecku do zabawy różnorodne materiały, tak by poznawały nowe faktury i nowe możliwości  ich wykorzystania. 
Podsuwajcie dziecku zagadki intelektualne polegające na wyszukiwaniu dla prostego przedmiotu innych niż podstawowe zastosowania. 
Ważne jest byście zachęcali do poszukiwań i nagradzali innowacyjność. Oczywiście rozwijanie pomysłowości i kreatywności dotyczy nie tylko zastosowań materiałów czy przedmiotów. Dotyczy wszystkich dziedzin życia.
Bawcie się więc z dziećmi w zabawy słowne, w zgadywanki, zagadki, w zakańczanie  lub wymyślanie historyjek. Wymyślajcie wspólnie różne zakończenia dla znanych bajek ( co by było gdyby...). Bawcie się przy mapie, poznawajcie świat, podróżujcie w wyobraźni. 
Grajcie w gry oparte na słowach, literaki, logiczne gry planszowe, kalambury. Szukajcie mądrych gier strategicznych. Bawcie się w rebusy, zadawajcie zagadki.
Mądrze korzystajcie z telewizji i internetu. Szukajcie nietypowych rozwiązać i ciekawostek. Załóżcie specjalny zeszyt na tego typu kolekcję "dziwności".
Znajdujcie nowe nazwy albo nowe zastosowania dla „rzeczy pospolitych”, wyszukujcie „dziwne przedmioty” i zastanawiajcie się do czego służą?
Pozwólcie dziecku wymyślać tak dużo rozwiązań ile tylko mu przyjdzie do głowy. Zapisujcie je, może kiedyś Wasze dziecko zostanie wynalazcą, odkrywcą lub przynajmniej zgłosi jakiś patent.
Wyobraźnia dzieci nie zna granic...Zobaczycie jak będziecie zaskoczeni ile zastosowań dla kubka po jogurcie znajdzie Wasze dziecko. 
Zagadki i poszukiwanie rozwiązań może bardzo urozmaicić każdą codzienną, zwykłą, szarą  czynność.
Nauczcie swoje dzieci rozmawiać, używać argumentów. Podsuwajcie mu różne rozwiązania, ale nie decydujcie za niego. Niech dziecko w miarę możliwości podejmuje samodzielne decyzje, początkowo te najdrobniejsze a potem większe. Niech uczy się zarówno podejmowanie decyzji jak i ponoszenia za nie odpowiedzialności. Im wcześniej tym lepiej.
Uczcie dzieci samodzielności i rozwijajcie w nim poczucie niezależności. Dziecko musi poznawać świat  i musi eksperymentować. Pamiętajcie, że możecie i powinniście być ich nauczycielami i przewodnikami i doradcami.
Ale nie róbcie nic za dzieci, bądźcie obok, obserwujcie i bawcie się razem z nimi.
Koniecznie przeczytajcie z dzieckiem o przygodach najsłynniejszej pomysłowej dziewczynki świata Pippi i równie "pomysłowo-chorego" Tomka Sawyera. Dużo razem czytajcie. Jeszcze więcej rozmawiajcie. Nie szczędźcie czasu swoim dzieciom. 
Nie bądźcie nadopiekuńczy. Pozwólcie dzieciom rozwinąć skrzydła.
I z dumą patrzcie jak "fruną" w świat:)
utworzona przez użytkownika SuperNiania w dniu 1 stycznia 2011 o 13:45

poniedziałek, 23 marca 2015

Rodzice a szkoła…

Rodzice odprowadzając dziecko do przedszkola czy szkoły, zawierają z tymi placówkami de facto pewien rodzaj kontraktu. Kontraktu, w myśl którego obie strony mają zgodnie współdziałając robić wszystko co w ich mocy, aby wykształcić i ukształtować człowieka.  Można też powiedzieć, że jest to usługa, którą świadczy nauczyciel na zlecenie rodzica. Z tym, że odbiorcą tej usługi jest nasze dziecko.
Kształtowanie właściwych,  z punktu widzenia szeroko pojętego społeczeństwa,  cech u dziecka - czyli wychowanie - wymaga czasu i oraz dużego nakładu pracy. O sukcesie decyduje też dobra współpraca szkoły ze środowiskiem rodzinnym. Zadaniem czy nawet obowiązkiem rodziców musi więc być wspólne (wraz ze szkołą) realizowanie uzgodnionego systemu wychowawczego. W tym celu nauczycielom i rodzicom przyświecać musi jeden jedyny cel - dobro dzieci.
Decydujący dla jakości współpracy szkoły z domem jest dobry przepływ informacji oraz spójność komunikatów płynących do dziecka z obu źródeł. Bezpośredni kontakt wychowawcy i rodzica pozwala na wzajemne zrozumienie potrzeb i oczekiwań. Nie ma lepszego sposobu na osiągnięcie sukcesu wychowawczego i edukacyjnego.
Szkoła to trzy poddane interakcji grupy osób odgrywających swoje role społeczne - uczniowie, nauczyciele, rodzice. Często relacje są nacechowane niechęcią a nawet wrogością, natomiast konflikt jest w nich elementem powszechnym.
Cele nauczyciela i rodzica są teoretycznie takie same. Współpraca leży przecież w interesie dziecka. Nieporozumienia mają z reguły źródło w nadziejach pokładanych w stosunku do przedszkola/szkoły i aspiracjach wobec dziecka. Niezadowolony z postępów  w nauce rodzic zarzuca nauczycielowi brak kompetencji, niesprawiedliwe traktowanie, złe funkcjonowanie klasy, szkoły czy systemu oświaty. Rodzic wie, że gdyby jego dziecko było właściwie traktowane i nauczane osiągałoby zdecydowanie lepsze wyniki. Bo przecież jest najepsze. Nie interesuje go przy tym aktualny sposób kształcenia a jedynie zmiana go na jakiś lepszy, choć nie do końca wiadomo na jaki.
Praca z takim rodzicem jest trudna, zamiast merytorycznej rozmowy o sukcesach i porażkach dziecka, mamy tu nieustającą szarżę na ciało pedagogiczne. To rodzić atakujący.
Inny rodzaj  to wiedzący wszystko omnibus. Mama i/lub tata, który dokładnie opracował metodę, jaką powinno być nauczane jego dziecko.  Jakiś tam z nauczyciel nie będzie mu narzucać swoich ewidentnie nieskutecznych sposobów pracy z dziećmi. Taki rodzic daje do zrozumienia, że jego dziecko właściwie umie wszystko, a marnie przygotowany nauczyciel czy wręcz szkoła, nie potrafi tej nieprzebranej skarbnicy wiedzy wydobyć na światło dzienne. To nie jest przypadek beznadziejny i przy odpowiednim podejściu i spokojnej merytorycznej rozmowie taki typ rodzica może się stać cennym partnerem dla nauczyciela.
Jest też rodzic  roszczeniowy. Oczekuje on, że nauczyciel w lot pozna  zasady i normy etyczne uznawane przez niego za słuszne, Ci rodzice często dostrzegają rzeczywiste ważne problemy a ich aktywność własna pozwala mu na zmienienie tego, co mu się nie podoba. Z tym typem rodzica trudno nawiązać kontakt, ale gdy zrozumie on, że pedagog stara się nawiązać współpracę to mimo nieufności może ona przebiegać dość dobrze. Niestety tacy rodzice mają tendencję do poddawania w wątpliwość sensu jakichkolwiek działań i inicjatyw nauczyciela.  
Kolej na rodziców nieśmiałych. Ci siadają w ostatnich ławkach i nie podejmują rozmowy, nie wyrażają swoich oczekiwań.  Dobrze jest zapewnić im warunki dające poczucie bezpieczeństwa, ośmielić i zachęcić. Taki rodzic nie zabierze głosu na wywiadówce. Odezwie się jednak podczas imprezy klasowej zorganizowanej w weekend na szkolnym boisku.
Jak więc nauczyciel powinien współpracować z rodzicami?
Współpraca pozytywna winna być jak najbardziej dobrowolna. Obie strony muszą zdawać sobie sprawę ze znaczenia  i konieczności porozumienia. Obie strony  muszą dążyć do niego dla dobra dziecka.
Współpraca partnerska oparta  powinna być na równorzędnych pozycjach wychowawców i rodziców. Obie strony mają tworzyć rodzaj wspólnoty, której członkowie dają podobny udział w podejmowaniu decyzji.  Solidarnie także ponoszą za nie odpowiedzialność. 
Współpraca zgodnego celuje wymaga konieczności wyjaśnienie sobie wzajemnie i uzgodnienie oczekiwanych efektów i  zastosowanych metod.
Współpraca systematyczna przejawia się w czynnym i stałym zaangażowaniu wychowawców i rodziców w wykonywanie zadań.
Efekty wychowania zależą w oczywisty sposób od tego jak dobre jest współdziałanie wychowawców i rodziców/opiekunów dzieci. Rodzice są pierwszymi odbiorcami relacji społecznych dziecka, oddziałują na nie w najwcześniejszym okresie życia. Rodzina kieruje procesem poznawania świata, przyrody, kultury, wpływa na rozumienie zjawisk i faktów. 
Niestety rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci, nie potrafią im pomóc w przezwyciężaniu trudności szkolnych, nie zdają sobie sprawy jak ważny jest kontakt z dzieckiem, wspieranie go w trudnych chwilach. 
Często, nawet zbyt często, ciężar wychowania rodzice przerzucają na szkołę. Rzadko uczestniczą w życiu szkoły, do której uczęszcza ich dziecko. Tłumaczą się brakiem czasu. 
Ale czy aby to na pewno jest prawda?

utworzona przez użytkownika SuperNiania w dniu 4 lutego 2011 o 20:52

poniedziałek, 9 marca 2015

Bo dzieciaczki są takie pocieszne…

„Wyobraźcie sobie, co musi czuć dziecko stojące w świetle reflektorów. Tremę, ogromną radość i niesamowitą, pozytywną energię. Takie właśnie były początki największych światowych gwiazd. Czy on będzie jedną z nich?
Jedno jest pewne, tutaj zaczyna się jego wielka przygoda. Tutaj zaczyna się nowy rozdział jego życia. Tu zaczynają „Mali Giganci”.”

Tymi słowami zwraca się do widzów prowadzący najnowszy talent show w ramówce TVN. 


„Program  oparty jest na meksykańskim formacie "Pequeños Gigantes" ("Little Giants") firmy Televisa - największej latynoamerykańskiej grupy medialnej, w Polsce znanej głównie jako producent telenowel.” Format podbił serca widzowni latynoamerykańskiej  ( 2011 Kostaryka, 2012 Panama, Ekwador, 2013 Peru, Urugwaj, 2014 Chile), choć gdy w ub. roku zagościł w Hiszpanii wzbudził głosy protestu.

To tylko zabawa, rozrywka dla uczestników i ich rodziców – powiecie.
Tańczą więc, recytują, próbują śpiewać, opowiadają wierszyki i są dziećmi  po prostu.
Dzieci są wspaniałe, utalentowane i trzeba, by nauczyły się rywalizować – powiecie.
A więc rywalizują ze sobą począwszy od castingów, poprzez eliminacje decydujące o występie na scenie i w końcu jako członkowie grup, którymi opiekują się znane z ekranów TV osoby.
To także oczywiście ma być rozrywka dla nas widzów – powiecie.
Więc jest śmiesznie i wzruszająco i rodzinnie.

Poznajemy różne dzieci, urocze, słodkie, pełne zaufania, odważne, rezolutne. Odkrywają one przed nami swoje talenty lub ambicje rodziców i czekają werdyktu.
Rywalizacja odbywa się według tak nieczytelnych, że właściwie nieobecnych zasad i warunków.
Oglądamy jednak w napięciu ich starania o naszą oraz jurorów uwagę i wygraną. Patrzymy też jak bawi się publiczność w studio. Kupa śmiechu, bo te dzieci są przecież takie śmieszne.

Przemilczę niektóre wypowiedzi jury, bo słowa cisnące się pod palce nie nadają się do  upubliczniania. Kilka ”wyborów” – świadczyło także o tym, że w programie nie chodzi o umiejętności, ale o to by wygrał ten, kto trudniej zniósłby porażkę. No i oczywiście ten, kto potrafi „podlizać się” „wysokiej komisji”.

Zabawa na całego, szkoda, że kosztem dzieci.
No ale przecież, ktoś przypomni, że to program rozrywkowy.  Oczywiście, ale to nie powinno oznaczać „wszystkie chwyty dozwolone”.  W tefauenowskich „Gigantach” nieważne, że dziewczynka MA talent i naprawdę pięknie śpiewa, bo wygrywa chłopiec, który „bajeruje” dorosłych, choć fałszuje koszmarnie.

Realizator stara się, na szczęście unikać pokazywania zbyt wielu płaczących dzieci, bo choć łzy z reguły podnoszą oglądalność, to widzowie niekoniecznie lubią oglądać dziecięce małe tragedie. Ale to pierwszy odcinek, łez na pewno nie zabraknie, bo nawet jedna z jurorek zapowiada na wstępie, że „będzie ryczeć”.

Dziecko musi zawsze być PODMIOTEM naszych działań, a nie przedmiotem tychże. Nie powinno, w żadnym przypadku być wykorzystywane ku uciesze gawiedzi, nawet wielomilionowej i za duże pieniądze…

Jeśli już rodzice decydują – mam nadzieję, że wspólnie z dzieckiem - o zaprezentowaniu  dziecięcego talentu i pokazaniu go w mediach, to dzieci powinny wiedzieć i odczuć, że ta decyzja poprawi ich sytuację, zmienia coś na lepsze, wskazuje drogę.
W „Gigantach” niestety okazuje się nagle, że nie masz talentu, że ktoś, kto robi kompletnie coś różnego i w sposób obiektywnie słaby, jest jakimś cudem lepszy od ciebie. To jak rosyjska ruletka.
Jak dziecko ma to zrozumieć? To już nie zajmuje autorów programu. Smutne to i straszne.
 
W 2012 roku przeprowadzono pierwsze w swoim rodzaju badanie pt. „Nowa definicja dzieciństwa”.
Uczestniczyło w nim ponad 4200 dzieci między 6-12 rokiem życia z 12 krajów świata. (USA, Kanada, Anglia, Francja, Niemcy, Hiszpania, Polska, Brazylia, Meksyk, Japonia, Chiny, Australia).
Badanie przeprowadził The Marketing Store Worldwide, wraz z niezależnym instytutem badawczym.
Raport skupiał się na codziennym życiu dzieci na całym świecie, uwzględniając wartości/aspiracje, używanie technologii, aktywności rekreacyjne (hobby, sport), zwyczaje zakupowe, ulubione gry i zabawki i zachowania żywnościowe.
Dodatkowo w wynikach zawarto “Global Kids Happiness Index” – który sprawdzał „stopień szczęśliwości/dobrostanu” badanych, jak również pokazywał jak marketing kierowany do dzieci jest postrzegany przez dzieci i ich matki.

Chciałabym zatrzymać się na JEDNYM aspekcie tych wyników. Do ich odgrzebania w sieci skłoniło mnie właśnie obejrzenie w telewizji programu „Mali giganci”.

W badaniach na pytanie „czego pragną dzieci” uzyskano interesujące odpowiedzi. W Meksyku dzieci chcą „być mądre”, brazylijskie chcą zdobyć „dobre wykształcenie”, chińskie chcą „mieć szczególne uzdolnienia i być popularne w grupie” a polskie dzieci?

Polskie dzieci chcą  być „bogate i sławne” („be rich and became famous”).

Dzięki nowemu „flagowemu” show TVN te wyniki mają szanse utrzymać się na długi, długi czas… bo okazuje się, że zaspokajane zostaną potrzeby polskich dzieci.

PS jeśli jednak format się nie spodoba i nie sprawdzi, to proponuję kolejny „fantastyczny” format.  Można wygrać z konkurencją. 
„Twoja twarz brzmi znajomo – kids”.

Jeśli ktoś zainteresowany szczegółami badań warto zajrzeć do linka.