czwartek, 16 kwietnia 2015

Z archiwum "Bojowa pieśń tygrysicy"

Recenzja książki "Bojowa pieśń tygrysicy" Amy Chua

>>>Jeśli myślisz, że jesteś wymagający dla swojego dziecka, "Bojowa pieśń tygrysicy" wyprowadzi cię z błędu... To fascynująca i pełna humoru opowieść o tym, dlaczego chińskie matki są lepsze i jak wychować dziecko doskonałe.<<<

Tyle reklama wydawcy....
No w
łaśnie.. czy chińskie matki SĄ lepsze i czy dzięki swoim sposobom faktycznie wychowują „dzieci doskonałe”?
Zgadzam się ze stwierdzeniem, że marzeniem a może nawet i celem większości rodziców jest zapewnić dziecku "udany start" a następnie dobre i pełne sukcesów życie. Można robić to na różne sposoby. Amy Chua chińska amerykanka w drugim pokoleniu, naukowiec, kobieta sukcesu, matka - wyróżnia dwie metody, zachodnią i chińską. Autorka jest oczywiście wyznawczynią metody chińskiej i w jej ideologii wychowała swoje dwie córki.
"Bojowa pie
śń tygrysicy" to zapis codziennych zmagań matki despotycznej, niebywale wymagającej, lecz co - wyraźnie podkreśla- kochającej bezgranicznie.
Metody stosowane przez Amy - z punktu widzenia "zachodniego" czytelnika - cz
ęsto wydają się szokujące. Historie treningu pływackiego czy historia nauki gry na instrumencie jak dla mnie są nieco szokujące. Wsparcie a może wręcz brak wsparcia w zwykłych społecznych relacjach także nie odpowiada mojemu pojmowaniu kształtowania człowieka od najmłodszych lat.
"Bojowa pie
śń tygrysicy" reklamowana jest jako krytyka współczesnego, bezstresowego modelu wychowania dzieci. To jednak książka nie tylko o wychowaniu, ale także o różnicach kulturowych. Wydaje się, że właśnie te różnice są takie trudne do zaakceptowania. To książka chwilami dość zabawna, ale częściej przerażająca.
Amy Chua cz
ęsto porównuje wychowawczy model chiński, promujący dążenie do maksymalnych osiągnięć i wyników, ze znanym nam podejściem, opierającym się na zaszczepieniu dzieciom wiary, że błąd czy porażka nie jest niczym złym, że niezależnie od osiąganych wyników są kochane. W książce znajdujemy model chiński realizowany w warunkach amerykańskich. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to model „emigrancki”. Trzeba więcej, mocniej, lepiej. „Chińska matka” zmusza więc swoje córki do nieustannej ciężkiej pracy, dla zasady nie chwali za rzeczy poniżej oczekiwań, wciąż podnosi poprzeczkę, uznając, że jej dzieci stać na świetne, najlepsze i coraz lepsze wyniki.
I nie by
łoby w tym pewnie nic złego, gdyby nie sposoby w jaki to osiąga.
Niestety metoda chi
ńska nie przemawia do mnie. Książkę odebrałam jako przerażający opis bezcelowej tresury dzieci. W trakcie czytania niejednokrotnie pytałam w myślach autorkę „Po co?? Po co ty to robisz?”, „Co kieruje Twoimi zachowaniami i wyborami poza własną ambicją”? W pewnym momencie zrozumiałam, że dla Amy to właśnie posiadanie idealnych dzieci jest celem samym w sobie. Nie było ważne co czują, co myślą, co chcą, ważne było by były najlepsze, lepsze niż mogły myśleć, że kiedykolwiek będą. Oczywiście jest to pewny sposób na osiągnięcie sukcesu, ale jakim kosztem? Bezsprzecznie córki Amy odniosły sukces zawodowy, osiągnęły wszystko o czym marzyła dla nich matka.. ale kim są, jakimi są kobietami, co czują do siebie nawzajem, do matki, do innych ludzi? Czy mają przyjaciół? Czy dążenie do sukcesu za wszelką cenę nie zniszczyło ich samych?
Okazuje się, że ani model zachodni wychowywania dzieci - zbyt często - na roszczeniowe i bezmyślne, ani terror prowadzący do stworzenia „idealnych” dzieci - praktykowany przez Amy Chua nie są optymalne. Po lekturze doszłam do wniosku, że niezrozumienie a co za tym idzie fiasko "bezstresowego wychowania" wynika z lenistwa rodziców, którym nie chce się dać dzieciom tyle pracy i uwagi, ile potrzebują Zdarza się niestety, że zachodni rodzice robią dzieciom ogromną krzywdę kompletnym brakiem wymagań, natomiast niedoskonałość modelu chińskiego leży w

nadgorliwości rodziców i w produkowaniu świetnych, odnoszących sukcesy lecz wyzutych z emocji „produktów”.
Po przeczytaniu książki i analizie własnych metod wychowawczych wypada nabrać nowej perspektywy w podejściu do wychowywania dzieci i oczywiście łyknąć pigułkę ze zdrowego rozsądku... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz