poniedziałek, 30 listopada 2015

Cztery pory życia

Tekst powstał trzy lata temu....
Bardzo go lubię...
Zapraszam ...


Dzień urodzin. Dzień wyjątkowy.
Każde kolejne takie święto może być powodem do radości albo do smutku. Zależy od podejścia.

Od zawsze chciałam być „panią koło pięćdziesiątki” a może nawet lepiej „panią po pięćdziesiątce” i dziś właśnie tę pięćdziesiątkę osiągnęłam.
Jestem szczęśliwą kobietą. Jestem zdrowa, czyli jak mawia mój ponad osiemdziesięcioletni tata - „w normie wiekowej”. Wychowałam dwóch wspaniałych synów, są moimi przyjaciółmi. Mam cudownego męża i pracę, którą kocham. Wokół mnie są dobrzy ludzie. 

Ale w sumie nie o sobie chciałam dziś pisać i nie do końca o swoim życiu. 
Będzie raczej o przemijaniu i o tym jak ja to postrzegam. 
Pięćdziesiątka to pewna granica. Czas na kolejne obejrzenie się wstecz. Co tam widać? Jak mijały te wszystkie lata i co najważniejsze – kiedy?

Ile dni swoich urodzin pamiętam? Ile szczególnych dat utkwiło mi w pamięci przez te lata? Niewiele. Nigdy nie pisałam pamiętnika – przynajmniej nie regularnie. Zdjęcia w albumach skrzętnie podpisane - dokumentują moje życie, ale nie zawsze pamiętam co czułam i co „oddaje” zatrzymany w kadrze czas. To smutne, choć na fotografii uśmiechnięte twarze.

Zwykle nie roztrząsam, co by było, gdyby. Nie, to nie ja. Ja zamykam za sobą drzwi. Niejako palę mosty. Żyję do przodu, ale czasem nachodzi mnie refleksja, „na co to i po co to”?
I dziś jest właśnie taki wieczór.
Dzielę swoje życie tak jak się dzieli rok, na pory.

Wiosna. 
To czas od urodzenia do 25 roku życia. Człowiek rośnie, rozwija się, uczy. Odnosi pierwsze sukcesy i ma pierwsze niepowodzenia. Szkoły, uczelnia, pierwsza miłość, druga, ślub, dziecko, pierwsza praca. Rodzina. Pierwsze trudności i pierwsze radości, Wszystko jest po raz pierwszy. To właśnie uroki wiosny. Odkrywanie siebie i świata. Doświadczenie i piękne i bolesne. Wieczna nauka.

Potem przychodzi lato. 
Czas wytężonej pracy na każdym polu. Dom, praca, praca, dom. Czas przyspiesza. Życie w biegu i w niepokoju o jutro. Cudowne sukcesy. „Obcinanie kuponów” od wykształcenia. Przyglądanie się wszystkiemu z większym dystansem. Satysfakcja i radość z życia. Niespodziewane poważne kłopoty, kolejne rozczarowania i klęski. Utrata zaufania i odbudowa siebie. Rozwód. Nowe życie. Podróże i spełnianie kolejnych marzeń. To wszystko mieści się w mojej drugiej ćwiartce życia. 

Nagle „pięćdziesiątka” i wreszcie jesień.
Początkowo pewnie będzie szaleństwo i radość, że jeszcze się jest potrzebnym, że się udaje. Dzięki zdrowiu - sukces i szczęście i wymarzony błogostan. To będzie kolejny wspaniały czas. Zwiększy się jeszcze dystans do siebie i do świata. Radość z obserwowania dorosłych dzieci i tego jak sobie radzą w swojej wiośnie, będzie motorem życia. Spacery, kawa i nadal – oby - ukochana praca. I byle dotrwać w zdrowiu do końca tej jesieni czyli do 75 urodzin.

A potem przychodzi zima. Mimo wszystko można będzie nadal cieszyć się każdym dniem, zdrowiem i wnukami, nieustannie uśmiechać się do ludzi i nie pozwalać sobie, by umysł zapominał to, czego się nauczył wiosną. 
Chciałabym z radością budzić się rano i z uśmiechem chodzić spać.
Chciałabym nadal żyć, tańczyć i śpiewać. Może jeszcze malować pejzaże i uśmiechać się, bo wtedy podobno zmarszczki pięknie się układają.

Chcę wierzyć, że gdy nadejdzie kres to będę na niego gotowa, bo spokojna i spełniona.
Ale to jeszcze daleka droga.

1 komentarz:

  1. Rzeczywiście, udany tekst, gratuluję. Efektownie Pani ujęła życie, ja również teraz, w wieku tzw. dojrzałym, dostrzegam jego siłę i piękno. Nie zamieniłabym się z młodszą kobietą...choć może to brzmi przewrotnie? Ale nie :)

    OdpowiedzUsuń