niedziela, 22 listopada 2015

Moje dziecko cz. 3- nowa książka dla rodziców nastolatków

 Kiedy spotykam się z rodzicami dzieci, które skończyły szkołę podstawową, bardzo wyraźnie widzę, że wielu z nich ma kłopot z zaakceptowaniem faktu, że ich dziecko przestało być „dzieckiem”; wielu nie jest gotowych na bycie rodzicem nastolatka. Chociaż w żadnych poważnych podręcznikach (a także w prawodawstwie) nie ma definicji, kim ten nastolatek jest, bo mówimy o dziecku w wieku od 0 do 18 lat, to jednak dziecko, które ma „naście” lat w szczególny sposób się wyróżnia.

 Zauważyłam dwie grupy rodziców. Pierwsi chcą, by ich dzieci szybko dojrzały, by stały się samodzielne. Myślą, że skoro są nastolatkami, mogą już podejmować decyzje i wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Że już sobie same poradzą. A przecież te dzieci właśnie wchodzą w najtrudniejszy okres, w którym wszystko przewraca się do góry nogami – zaczynając od ich biologii, psychiki, a na świecie zewnętrznym kończąc.   Druga grupa rodziców utrzymuje takie prawie dorosłe dzieci w przekonaniu, że wciąż są niezaradne i potrzebują nieustannej opieki. Matki gotują obiadek, podstawiają pod nos i pytają, czy na pewno smakowało; mówią do nastolatka zdrobniałym językiem, decydują, co ma na siebie założyć. Znam nastolatków, którzy nigdy nie podjęli decyzji, czy kurtka jest fajna czy nie, bo zawsze kupowała mamusia. Znam 16-letnie dziewczyny, które sypiają z matkami, ponieważ boją się same spać. Jest mnóstwo nastolatków ubezwłasnowolnionych przez rodziców, ci młodzi  nie mają własnych pieniędzy, nie mają możliwości podejmowania samodzielnych decyzji.  
 
 Trzeba wiedzieć, co znaczy być rodzicem nastolatka, by go za wcześnie nie wypuścić w świat: „Masz już 11 lat, więc radź sobie sam!”, a z drugiej strony – by go za długo przy sobie nie przetrzymywać. Potrzebny jest złoty środek. A żeby go znaleźć, musimy mieć wiedzę o tym, jak zmienia się nasze dziecko i dlaczego. Na co mamy duży wpływ, a na co mały, co musimy przeczekać z pokorą, a gdzie musimy walczyć. Musimy wiedzieć, co dla młodych ludzi w tym wieku jest najważniejsze. I nieprawdą jest, że przestają być dla nich ważni rodzice. /.../

To nie jest tak, że ci inni są źli. Rodzic mówi: „Moje dziecko przeklina!”. To pomyśl, gdzie mogło się tego nauczyć. „Moje dziecko jest agresywne!”. A czy nie krzyczałaś na niego od momentu, gdy się urodziło? „Moje dziecko jest jakieś dziwne!”. To może popatrz na siebie. Bandura w latach 70-tych mówił, że dzieci uczą się przez naśladowanie. To my rodzice jesteśmy dla nich wzorem, i co oczywiste - będą do nas podobne. Tylko jeżeli pewnych cech w sobie nie akceptujemy, to nie będziemy ich akceptować w dziecku.

  Bycie rodzicem nastolatka to wielka odpowiedzialność. Nasza praca musi być w tym czasie zdwojona, tymczasem większość rodziców uważa, że skoro dziecko ma „naście” lat, jest już dorosłe i wychowane, a więc może spokojnie „odpuścić”. Niestety, dopiero wtedy „zaczynają się schody”. Niezależnie od tego, co robiliśmy wcześniej. Bo nawet, jeśli byliśmy fantastycznym rodzicem i dziecko w tych pierwszych fazach rozwoju było przez nas świetnie prowadzone, to wejście w okres nastoletni może się wiązać z różnymi „zgrzytami”. Warto więc co nieco na ten temat wiedzieć. /.../
  
  Chciałabym więc, abyście z tej książki dowiedzieli się, jak nauczyć swoje dziecko bycia dorosłym. Co mu powiedzieć, jak się zachować, co powinno nas zaniepokoić, a co jest jak najbardziej naturalne i wystarczy tylko spokojnie na to popatrzeć.

  Ostatnio pewna nastolatka powiedziała mi: „Rodzice słuchają dzieci, ale ich nie słyszą! Patrzą na dzieci, ale ich nie widzą!”. Powinniśmy to zmienić! Kiedy czytam prasę, oglądam media, to widzę, czytam, że młodzież jest zła. Owszem, młodzież ma masę problemów, ale to nie są złe dzieci. To nie oni nas zawiedli, tylko my ich.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz