środa, 30 grudnia 2015

Smutny los sześciolatków....

Poniższy tekst powstał w dniu 10 marca 2011, niemal pięć lat temu. Pod tekstem epilog, napisany dzisiejszej nocy.

Pomysł MEN wysłania sześciolatków do szkoły wzbudza kontrowersje. Niektórzy mówią, że szkoły nie są przygotowane – wiele jest w złym stanie technicznym, klasy są przepełnione, nie ma podziału na strefy dla młodszych i starszych. Ten ostatni element powoduje, że pojawia się argument, iż maluchy mogą być narażone na agresję ze strony starszych dzieci. Niekiedy problemem jest słabe, niewystarczające wyposażenie klas lekcyjnych. Według MEN każda sala ma mieć dwie części: edukacyjną (wyposażoną w tablicę i stoliki) oraz rekreacyjną (przestrzeń do zabawy). Powinna być ona wyposażona w sprzęt audiowizualny, komputer, gry i zabawki, tematyczne kąciki zabaw, biblioteczkę. W sali powinny też być szafki, żeby dzieci mogły zostawiać część rzeczy. Po zajęciach opiekę na dzieckiem powinna przejąć świetlica i to taka podzielona na grupy, aby skupiały dzieci w tym samym wieku. Szkoły są różne. Niektóre są przygotowane, a niektóre nie. Jeżeli jakaś szkoła nie jest gotowa na przyjęcie 6-latka, to na przyjęcie 7-latka też raczej nie będzie.
W tym roku rodzice po raz ostatni mają wybór, czy posłać sześciolatka do szkoły, czy zostawić jeszcze na rok w przedszkolu. Z informacji jakie do mnie docierają wielu z nich nie wie jaką podjąć decyzję.


Rodzice boją się, że nieprzygotowani do pracy z sześciolatkami są nauczyciele. Moim zdaniem są gotowi, pewnie będą musieli nieco się przestawić na młodsze dzieci ale wiedzą jak to zrobić i jeśli nasze dziecko będzie posiadało „dojrzałość szkolną”, nauczyciel będzie gotowy tym bardziej.
Analiza danych europejskich wykazuje, że jesteśmy społeczeństwem, które najpóźniej wysyła dzieci do szkoły, a najwcześniej przechodzi na emeryturę.


Czy  wobec tego to możliwe, że nasze dzieci są „jakieś dziwne” i w odróżnieniu od europejskich NIE SĄ gotowe, by w ieku sześciu lat rozpocząć naukę w szkole?Pisałam już o sześciolatku jaki jest (jaki powinien być http://www.facebook.com/note.php?note_id=181350808572309), pisałam o dojrzałości szkolnej i jak można to sprawdzić na własną rękę (na co zwrócić uwagę http://www.facebook.com/note.php?note_id=181067261933997), mówiłam, że jeśli coś nas zaniepokoi, dobrze jest wybrać się do psychologa. Pisałam jak i co robić, by do czasu rozpoczęcia nauki szkolnej popracować z dzieckiem, by wyrównać jego szanse.


O czym NIE pisałam? O dojrzałości szkolnej rodziców.
Rodzice mają obawy „Moje dziecko sobie nie poradzi”, „nie umie tylu rzeczy”, „jest jeszcze takie malutkie”, „nie rozumie co się wokoło niego dzieje”....
Pytam, dlaczego nie jest samodzielne w wieku 6 lat? Dlaczego nie ma wiedzy, którą sześciolatek powinien mieć? Dlaczego boi się świata bez mamusi (lub babci)? Dlaczego nie jest pewne siebie, nie umie mówić i argumentować. Dlaczego nie potrafi tak wielu ważnych i potrzebnych rzeczy? Bo zawsze w pobliżu jest mamusia, która ubierze, nakarmi, wytrze pupę, dopilnuje, podpowie, zrobi coś za dziecko, powie jaką podjąć decyzje i nakaże coś lub czegoś zabroni.
Rodzice martwią się jak dziecko sobie poradzi w kontakcie z dziećmi o rok młodszymi lub o rok starszymi,  a jak sobie radzi w rodzinie? na podwórku? czy w domu z rodzeństwem? To przecież łatwo sprawdzić.


Jeśli potrafiliśmy zbudować w dziecku poczucie własnej wartości i umiejętność funkcjonowania w grupie, to i w klasie sobie ono poradzi. Jeśli jest samodzielne i samoobsługowe - to nie będzie miało problemów w szkolnych realiach. Jeśli umie wyrażać swoje potrzeby i emocje, także da sobie radę. Jeśli przez pierwsze kilka lat zainwestowaliśmy nasz czas i uwagę, to pewne dziecko da sobie świetnie radę. Zakładam, że większość rodziców to wszystko zrobiła. Jeśli jednak nie wszystko lub nie jesteście pewni efektów to jeszcze nic straconego. Macie czas do września proponuję więc zacząć odrabiać zaległości już od dziś a zdążycie na pewno.


Nasze obawy i lęki są więc nieuzasadnione, bardziej się boimy niż to warto. Czy to w ogóle ma sens, że traktujemy szkołę jakby była jakimś siedliskiem złych mocy, które tylko czekają by pochłonąć nasze niewinne i bezbronne maleństwa.


Dla mnie szkoła to możliwości. To radość zdobywania nowych umiejętności, nowe przyjaźnie, które niekiedy przetrwają długie lata. Szkoła to początek nowej przygody i również od nas rodziców zależy czy będzie to przygoda szczęśliwa czy nie za bardzo. Pamiętajcie przy tym, że nauczyciel w tej przygodzie odgrywa rolę przewodnika naszego dziecka. Nie traktujcie go więc jakby był naszym lub co gorsza naszego dziecka wrogiem. Nie jest też rywalem. Który podstępem skradł nagle nasz rodzicielski autorytet. My rodzice powinniśmy, tak jak dotychczas „robić swoje”. Dziecko nadal tak samo nas będzie potrzebowało pomimo, że będzie dla nas miało coraz mniej czasu. 
Pracujmy z dzieckiem. Bądźmy pełni optymizmu i wiary w naszą pociechę.



EPILOG
Wczoraj w nocy Sejm RP głosami PiS-u cofnął sześciolatki do przedszkoli, krótko mówiąc  zrobiono trzy w jednym; zniesiono obowiązek szkolny dla 6-latków oraz przedszkolny dla 5-latków, a także stworzono możliwość powtórzenia roku dzieciom, które rozpoczęły naukę w wieku sześciu lat w tym i ubiegłym roku. Cóż to konkretnie oznacza dla dzieci i ich rodziców? Zwolennicy zmiany twierdzą, że najważniejsze jest, że dano rodzicom wybór. Ale ten wybór był i poprzednio. Jeśli dorośli tego nie rozumieją, to smutna konstatacja. Wystarczyło przecież, zdjąć obowiązek diagnozowania dziecka w poradni. Jeśli rodzic mający wysokie kompetencje i wiedzę odziecku uznaje, że jego pociecha nadaje się w wieku lat sześciu idzie zgodnie z ustawą, jeśli nie, rodzic go zatrzymuje. I tyle. Nowa ustawa znosi jednak obowiązek szkolny sześciolatków. Do szkoły obowiązkowo pójdą więc siedmiolatki. Rok później niż większość dzieci w Europie. I znowu będziemy gonić. Ale najważniejsze, żeby rodzice byli zadowoleni. Nie jest do końca pewne czy sześciolatki nie będą już potrzebowały opinii z poradni, by iść do szkoły. Pewne jest natomiast, że na życzenie rodziców dzieci będą mogły powtarzać drugą klasę. Mam nadzieję, że niewielu rodzicom taki pomysł wpadnie do głowy. Liczę bardzo na rodzicielski zdrowy rozsądek. W miejsce obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków wprowadzone zostaje ich prawo do wychowania przedszkolnego. Niby różnica niewielka, ale dla dzieci z terenów zagrożonych wykluczeniem to dramat. Dramat cywilizacyjny. Obowiązek powodował, że rodzice byli zobligowani do zorganizowania możliwości nauki. I to było dla dzieci bardzo ważne. Wiązało się z awansem zarówno społecznym jak i ze skokiem edukacyjnym. Dzieci trafiały do szkół, gdzie mogły się lepiej rozwijać i edukować. Teraz, jeśli rodzice uznają, że za zimno i za daleko, to cały rok te dzieci – z braku innych możliwości kontaktu z kulturą – spędzą przez tv, przy domowej pomocy rodzicom lub na nicnierobieniu. Taka jest bowiem rzeczywistość wielu tysięcy dzieci. Szkoły na terenach wiejskich stały się przez ostatnie lata niejako centrami kultury. Tam dzieci zdobywały wiedzę i rozwijały możliwości. Oczywiście tymi centrami nadal - mam nadzieję zostaną - jeśli nie zwolni sie nauczycieli, bo nie będzie w szkołach dzieci - ale nikt pięciolatków specjalnie tam dowozić popołudniami na zajęcie dowozić niestety nie będzie. Utrzymane zostało prawo do wychowania przedszkolnego dla czterolatków. Tu nie ma zmian i na szczęście. Cóż oznacza to prawo w praktyce?, ano to, że jeśli o to wystąpią rodzice, to samorząd musi je dziecku zapewnić. Ale w przedszkolach będą sześciolatki i już wiadomo, że zabraknie ok. 300 tysięcy miejsc dla 3 i 4 latków. W ustawie pozostawiony został zapis, zgodnie z którym dzieci trzyletnie prawo do wychowania przedszkolnego otrzymają od 1 września 2017 r. Nowelizacja przewiduje, że od nowego roku szkolnego dzieci sześcioletnie będą mogły pójść do I klasy pod warunkiem odbycia rocznego przygotowania przedszkolnego. Znaczy to tyle, że jeśli dziecko nie miało miejsca w przedszkolu jako pięciolatek- a może się tak zdarzyć -  to do szkoły pójdzie jako siedmiolatek. Czyli jeśli nawet będzie fantastycznie się rozwijać i będzie się "nadawało" wg rodzica do szkoły to i tak nici z tego, bo nie będzie miało za sobą zerówki.


Tyle w ramach "dobrej zmiany".

PS 1. "Aż 79 proc. rodziców, którzy posłali dzieci do pierwszej klasy w wieku sześć lat, zrobiliby to jeszcze raz. Oceniają, że przez rok ich dzieci zrobiły postępy w czytaniu i pisaniu, ale też stały się bardziej samodzielne i pewne siebie".

2. Aż 96 proc. rodziców, którzy wysłali sześcioletnie dzieci do pierwszej klasy,  jest zadowolonych z nauczycieli i sposobów nauczania – wynika z badania TUNSS.
3. http://www.instytutobywatelski.pl/21223/komentarze/szkola-gotowa-na-maluchy




poniedziałek, 21 grudnia 2015

Wspomnieniowo...

Zwolnijmy. Usiądźmy, posłuchajmy miłych dla ucha okołoświątecznych piosenek. Przytulmy się do bliskich. Uśmiechnijmy do obcych. Zanim przyjdą świąteczne dni, pomyślmy chwilkę nie o rzeczach a o ludziach. W świetle lampek choinkowych i tak nie widać kurzu czy plamy na podłodze. Naprawdę.

Ostatnio nieustannie czytam opinie różnych specjalistów, że nadchodzi ten „straszny czas rodzinny” czyli Święta. Wszyscy „nienawidzący się” będą musieli zasiąść przy wigilijnym stole i …
A jeszcze gorszy podobno jest czas przedświąteczny…
Czytam, że nie lubimy Świąt i męczymy się strasznie.
Nie wiem jak u Was, ale u mnie w domu i tym rodzinnym i teraz, siadają do stołu ludzie kochający się, lubiący spędzać ze sobą czas. Jesteśmy rodziną, patchworkową, ale rodziną - na nowo. 
Zbudowaliśmy nową jakość i nie zbudowaliśmy jej na złości i niechęci do poprzednich partnerów czy dawnego życia. Nie na gruzach a raczej na dobrych fundamentach doświadczenia.

My się kochamy a nasze dzieci lubią. Są dorośli, więc pojawiają się u nas w domu ich przyjaciele, dziewczyny i chłopaki. Zawsze jest wesoło. Jemy rozmawiamy, gramy, śmiejemy się. Rok temu próbowaliśmy nawet pośpiewać.
Nie bardzo wyszło, ale liczą się intencje.

W tym roku, ze względu na fakt, że będą to pierwsze Święta bez Mamy męża będzie inaczej. Krócej, smutniej, spokojniej.
Ale nadal będziemy razem. Nie obok siebie a właśnie razem.
Tak nas wychowano i tak wychowaliśmy nasze – dorosłe już – dzieci.

Każdy z nas musi pamiętać, że wychowanie to proces długotrwałego oddziaływania a nie jednorazowa reakcja na zachowanie dziecka. Trzeba nieustannie mieć świadomość, jakiego człowieka chcemy „wypuścić w świat”. W jakie kompetencje i umiejętności chcemy go wyposażyć? Także te społeczne. To codzienność i ale i odświętność. To pokazywanie jak można i jak się powinno. To nauka na całe życie.

Każdy rodzic powinien sobie zdawać sprawę z tego, że jego rzeczywiste działania, a nie deklaracje wpływają na zachowanie dziecka, bo dzieci robią to co my robimy, a nie to co im mówimy.
Przyglądają się nam i naśladują. 

Kiedy w okresie przedświątecznym szalejemy z zakupami, w amoku sprzątamy, warczymy na wszystko i wszystkich, złościmy się na siebie i żyjemy jak za karę, nasze dzieci nie będą umiały teraz - ale i kiedyś tam w ich dorosłym życiu - cieszyć się z bycia z nami, z bycia razem.

Mogę sobie wyobrazić, że nie jest łatwo, gdy nagle wszyscy domownicy jednocześnie są w domu. Tłok w łazience, walka o pilota, konieczność spędzenia wspólnie popołudnia albo co gorsze rozmowy. Czy umiemy rozmawiać? Tak po prostu rozmawiać?

Zwolnijmy. Usiądźmy, posłuchajmy miłych dla ucha okołoświątecznych piosenek. Przytulmy się do bliskich. Uśmiechnijmy do obcych.

Zanim przyjdą świąteczne dni, pomyślmy chwilkę nie o rzeczach a o ludziach. 

W świetle lampek choinkowych i tak nie widać kurzu czy plamy na podłodze. Naprawdę.

Pewne zasady należy stosować codziennie, ale w okresie przedświątecznym może szczególnie trzeba o nich pamiętać.

Oto one:
- spędzajmy dużo czasu ze swoimi dziećmi – najlepiej każdego dnia
- bądźmy optymistami – wszystko się uda jeśli będziemy myśleć pozytywnie
- chwalmy swoje dzieci za włożony w pracę trud, a nie tylko za końcowy wynik
- starajmy się być wyrozumiali i cierpliwi, szczególnie teraz
- bądźmy konsekwentni i sprawiedliwi - zawsze
- rozwiązujmy domowe konflikty, tak szybko jak się da, z uśmiechem
- znajdźmy także czas dla siebie i partnera/partnerki
- pamiętajmy, że każdy ma prawo do popełnienia błędów i dorośli i dzieci
- nie zapominajmy o poczuciu humoru i celu swoich oddziaływać wychowawczych.
Niezbyt skomplikowane, prawda?

Wspólnie ubierzcie choinkę i popatrzcie z dumą na swoje dzieło… na pewno jest piękna.
Nasza jest !


Cudownych Świąt wszystkim. 
Pięknego czasu w rodzinnym gronie. Radości z każdego możliwego powodu. Wypoczynku. 
Miłości. Pięknych prezentów.
I oczywiście smacznego.