piątek, 1 stycznia 2016

Postanowienia noworoczne...

Kiedy byłam małą dziewczynką co roku, tuż przed Sylwestrem siadałam z mamą przy choince i obie zastanawiałyśmy się nad tym, co byśmy chciały, aby nadchodzący rok nam przyniósł. 
Ja chciałam zwykle wspaniałych wakacji, żeby mama nie musiała tak długo pracować. Mama też miała swoje oczekiwania, mnie wtajemniczała w te dotyczące swoich uczniów (była nauczycielką) i domowego budżetu, bo z tym zawsze było krucho.
No ale, mówiła mama, aby te nasze życzenia miały szansę się spełniłć to trzeba samemu coś na ten nowy rok postanowić. Wyznaczyć sobie jakiś cel i starać się ze wszystkich sił go zrealizować.
Ja obiecywałam wtedy sobie, że będę miała dobre stopnie i zawsze, ale to zawsze będę myła zęby rano i wieczorem. O zębach zazwyczaj pamiętałam, a co do stopni to bywało różnie, więc spuśćmy na to zasłonę milczenia. 
Maminych postanowień szczerze mówiąc nie pamiętam, ale dziś będąc dojrzałą kobietą zakładam, że mogły one wyglądać mniej więcej tak:
- będę miała więcej czasu dla dzieci, 
- odłożę z każdej wypłaty 100 zł na „czarną godzinę”, 
- schudnę 10 kilo
- powiem mężowi, że w tym roku na urlop jedziemy tam, gdzie JA chcę ….“. 
 Ale może były inne?
Początek nowego roku wydaje się być idealnym momentem, by podjąć ważne i mniej ważne postanowienia. Chcemy coś zmienić, poprawić - zarówno wokoło jak i w sobie. Chcemy sobie dać szansę na lepsze w życiu a przełom roku jest taką troszkę zaczarowaną datą. Postanawiamy więc, że po tym dniu wszystko będzie inaczej. Że się zmienimy, na lepsze oczywiście i w myślach układamy sobie plan tych naszych dokonań. Takie magiczne myślenie.
To bardzo dobrze, że robimy sobie takie podsumowanie minionego i planowanie nadchodzącego roku. Sam fakt wyznaczenia sobie noworocznych postanowień nie znaczy zbyt wiele jeśli nie będziemy sami o tych zobowiązaniach wobec siebie samych pamiętać. Bo przecież liczy się nie tylko moment, a przede wszystkim nasze własne szczere i konsekwentne chęci. 
Teoretycznie każdego dnia możemy sobie przecież powiedzieć: "od jutra bedę lepsza… od jutra będę inna…. od jutra będę się codziennie gimnastykować.. itd". Nie ważna jest data, najistotniejsza jest samodyscyplina, chęci i wiara w to, że potrafimy dokonać zmiany. 
Czasem robimy postanowienia troszkę, albo całkiem bardzo NA WYROST. Taki mamy w sobie zapał i wewnętrzne przekonanie, że wszystko cokolwiek byśmy nie wymyślili to nam się musi udać.
To nie jest moi drodzy najlepszy pomył. Takie wygórowane oczekiwania wobec samych siebie często są po prostu nierealne. Cóż więc się wtedy dzieje?  Mimo początkowego zapału nic nam nie wychodzi.  Brak efektów powoduje, że uchodzi z nas energia i tracimy tę radość, która towarzyszy pokonywaniu życiowych przeszkód. Dobrze jest coś sobie obiecać, jednak dajmy sobie szansę na spełnienie tych obietnic! Nie planujmy radykalnej zmiany całego życia, nie przyrzekajmy czegoś, co jest dla nas zbyt trudne, by mogło się urzeczywistnić.
Jest pewna rzecz, która mnie denerwuje w tym, jak traktuje się postanowienia noworoczne. Niekiedy są one bardzo powierzchownie i mają od początku ukryte założenie, że i tak się nie uda. Bywa i tak, że po kilku takich „skuchach” stwierdzenie POSTANOWIENIE NOWOROCZNE kojarzy nam się raczej fatalnie. 
Cóż wobec tego robić? Na początek proponuję, aby zamiast zamęczać się niemożliwymi lub bardzo trudnymi  do zrealizowania postanowieniami, byście  zdecydowali się na takie zmiany, które sprawią wam przyjemność. Na przykład, że nie będziemy siedzieli w pracy jeśli rzeczywiście nie będzie to niezbędnie konieczne i szef nas o to nie poprosi. Wiem, że dzięki postanowieniom noworocznym próbujemy dokonać w swoim otoczeniu jakiejś pozytywnej zmiany. Może jednak na początek wystarczy tylko zmiana sposobu myślenia i to co wydaje nam się trudne przestanie być aż tak kłopotliwe?? 
Jeden z najczęstszych błędów, które popełniamy spisując postanowienia, to zakładanie, że robi się je tylko 1 stycznia. Jestem zwolenniczką metody robienia zobowiązań wobec siebie znacznie częściej, głównie dlatego, że tak jest sensowniej i efektywniej. Lepiej osiągać drobniejsze sukcesy często niż ponieść wielką porażkę raz. Prawda?
Zamiast tłumaczyć się potem sami przed sobą, że:
 „Większości ludzi i tak się nie udaje. A w ogóle to lepiej żadnych postanowień nie robić, bo i tak się ich nie dotrzyma.” 
Tym razem postanówmy sobie, że zrobimy wszystko, aby wypełnić postanowienia, które zrobimy w ciągu nowego roku. 
No właśnie, a jak właściwie sobie radzimy z dotrzymywaniem obietnic? Szczególnie tych złożonych naszym dzieciom. Czy zawsze jak obiecamy to na „mur beton”? Może to będzie dla wielu z nas postanowienie noworoczne?

Albo inne. a jakie Wy robicie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz