wtorek, 24 maja 2016

Spakowani?

Czasem pierwszy samodzielny wyjazd to zielona szkoła. Są one dla dzieci, które chodzą co najmniej do drugiej klasy. Jest to wyjazd składający się z kilku do kilkunastu dni.
Czasem od nauczycielek słyszę, że rodzice pytają o takie wyjazdy już w pierwszej klasie i bardzo się dziwią, gdy słyszą odpowiedź, że ich dzieci nie są jeszcze gotowe. Bo przecież wiele nie chodzi nawet samodzielnie do szkoły, więc co tu mówić o wyjeździe. A rodzice chcą, by podczas zielonej szkoły pani nauczyła dziecko tego, czego oni nie byli w stanie lub niemieli czasu.

Na zieloną szkołę dzieci jadą w swoim gronie, ze znajomą nauczycielką. Kolonie są o wiele większym wyzwaniem.

Decyzja o pierwszym samodzielnym wyjeździe jest dla dziecka i jego rodziców bardzo ważna. Warto to przegadać w gronie zainteresowanych. Można snuć opowieści o wieczornych podchodach i zabawach przy ognisku. Rozsupłać worek ze swoimi dobrymi wspomnieniami. Można też przygptować dziecko na niespodzianki i sytuacje trudne.
Wakacyjne opowieści nie tylko wzmacniają u dziecka pewność siebie, ale także budują rodzinne relacje. Nie koloryzujcie przy tym i nie stwarzajcie pozorów niekończącej się idylli. Nie chcecie przecież, aby przyszły kolonista się rozczarował. Dziecko powinno wiedzieć, na czym polega kolonijne życie, jak wygląda przykładowy dzień, jakie mogą go tam czekać atrakcje i jakie ewentualne wyzwania, żeby nie użyć słowa problemy.
Każda wiedza praktyczna ma mu dodać pewności siebie. I nawet, jeśli będzie mieć obawy związane z rozłąką z domem, to zniesie je łatwiej, wiedząc, co na niego czeka. Dobrze jest podawać konkretne przykłady różnych możliwych sytuacji. Dziecko poczuje się pewniej znając możliwe rozwiązania, choć oczywiście nie należy zakładać, że coś złego się zdarzy.
Dzisiejsze kolonie nie wyglądają tak jak te, na które ja jeździłam.  Spałam w szkolnych salach, w których stało dwadzieścia łóżek polowych, a w tej chwili dzieci jeżdżą do ośrodków wypoczynkowych, śpią w dwuosobowych pokojach i często mają wyższy standard niż w swoich domach.

Trzeba wyjaśnić dziecku, że na kolonii/obozie dbać i opiekować się nim będzie ktoś obcy. Czasem bywa, że taka osoba jest w wieku starszego brata lub siostry. Dziecko musi jednak wiedzieć, że w trudnej sytuacji może liczyć na jego pomoc.
Ważne, a może najważniejsze, jest więc zbudowanie podstaw zaufania do opiekuna. Mały kolonista powinien zrozumieć, że jeśli będzie potrzebował pomocy, rady lub wsparcia, zawsze może na niego liczyć.
Kiedy wchodzimy w nową grupę, nowe warunki, wiążą się z tym zasady, którym musimy się podporządkować, a które nie zawsze nam się podobają. Dojrzałość to między innymi umiejętność dostosowania się, a nie bunt: „Ja tu nie będę pracowała, bo jest za duży rygor!”. Czasem trzeba tę żabę połknąć.

W rozmowie trzeba koniecznie poruszyć także trudne tematy. Uczulcie na to dziecko  i przypomnijcie, że koniecznie w sytuacji "podbramkowej" ma zwrócić się do osoby dorosłej po pomoc. Poza tym o ewentualnych problemach zawsze może opowiedzieć Wam przez telefon.
Przed wyjazdem upewnijcie się czy wasze dziecko jest wystarczająco samodzielne. Zróbcie może w domu taką kolonię „na próbę”. Nawet jednodniową. Zacznijcie od pobudki, ścielenia łóżka, smarowania chleba przy śniadaniu, krojeniu mięsa przy obiedzie i tym podobne. Jeśli dziecko jeszcze nie posiada  takich umiejętności to spróbujcie przed wyjazdem nauczyć tego przyszłego kolonistę. Można też dla zabawy pokazać dziecku jak  uprać majtki czy skarpetki, choć nie jest to umiejętność niezbędna na koloniach. Ważniejsze jest sortowanie ubrań na czyste i brudne.
Bardzo delikatną  sprawą są kolonijne finanse. Ile pieniędzy dać dziecku? Pamiętajmy, że dziecko ma zabezpieczone wszystkie podstawowe potrzeby. Kieszonkowe przeznacza się na dodatkowe przyjemności. Nie można przesadzić i dać za dużo. Wyliczcie mniej więcej, ile może wydać dziennie na picie, coś "niezdrowego” co jedzenia ( jeśli dajecie na to zgodę) i inne wakacyjne atrakcje, np. pamiątkę dla babci.  Licząc 5 złotych dziennie to mniej więcej 70 złotych będzie górną granicą. Ale oczywiście można dać więcej, ale też nie za dużo. Chodzi o to by wszystkie dzieci miały podobną sumę. Małe dzieci jeszcze nie radzą sobie z planowaniem wydatków, dlatego dobrze jest dać dziecku połowę sumy, a drugą połowę w kopercie wręczyć wychowawcy.
Zwykle sprawą dyskusyjną jest telefon komórkowy. Warto tę sprawę ustalić z letnimi opiekunami dzici. Koniecznie więc przed wyjazdem poproście o numery telefonów do wychowawców, także adres i telefon do ośrodka. Błagam nie dzwońcie tam trzy razy dziennie. Maluch mając komórkę, sam będzie mógł się z wami skontaktować, jeśli będzie chciał. A wy zawsze przecież możecie sprawdzić czy wszystko w porządku, rozmawiając z wychowawcą.
Często rodzice zastanawiają się ile ubrań dać dziecku. Co zapakować? To powinno interesować nie tylko rodziców, ale głównie samego zaintersowanego. Ma on możliwość - czasem po raz pierwszy - samodzielnego wyboru rzeczy, które będzie chciał zabrać ze sobą na kolonię. Nie pakujmy samych nowych ubrań, bo dziecko (szczególnie małe) może mieć problem z ich rozpoznaniem.
Oczywiście pakujemy dziecko wedle uznania, ale pamiętajmy, że dziecko musi mieć wystarczającą ilość bielizny i ubrań na zmianę. Lepiej jedną więcej niż o jedną za mało... Ale też bez przesady. Dobrze jest wcześniej dopytać o dodatkowe niezbędne akcesoria. Teraz już chyba wiecie jak przygotować dziecko na przygody czekające młodego kolonistę.
Gdy dziecko mówi, że nie chce jechać na trzy tygodnie bez mamy i taty, to wtedy nie powinno jechać, bo to znaczy, że jeszcze nie jest gotowe. Czasem bywa tak, że nie jest gotowe nigdy. Znam dzieci, które nigdy w życiu nie były na żadnych koloniach, obozie i jakimkolwiek wyjeździe bez rodziców. Tylko z nimi jeździły na wczasy.

Ja uwielbiałam jeździć na kolonie, uwielbiałam życie towarzyskie, wspólne zajęcia grupowe, pomimo tego, że podczas mojego pierwszego wyjazdu na kolonie nie było łatwo. Ale tego specyficznego życia trzeba się nauczyć, i albo je pokochać albo znienawidzić. Ci, którzy pokochali - jeździli ciągle.

Ja walczyłam o to, aby jechać na dwa turnusy, bo z grupą zawsze było ciekawie, mimo że bardzo kochałam swoich rodziców i też lubiłam z nimi być. Grupa rówieśników jest zupełnie czymś innym. To inny rodzaj atrakcji. Oczywiście dzieci są różne. Ale jeśli dziecko wydzwania do rodziców, by je zabrali z kolonii, „bo jest tak strasznie”, najpierw trzeba porozmawiać z wychowawcą, dowiedzieć się, co takiego strasznego się dzieje: czy straszne jest to, że dziecko nagle musi się usamodzielnić (i wtedy bym nie zabierała), czy straszne jest to, że musi jeść to co wszyscy, a nie to, co gotuje babunia (wtedy też negocjowałabym z dzieckiem), czy to, że jest ofiarą grupy (co staje się dosyć niebezpieczne i wtedy bym je zabrała).

Dzieci muszą się nauczyć funkcjonowania w grupie, przecież w przyszłości nie zamieszkają w pustelni. Albo grupa będzie im całe życie przeszkadzać i będą nieszczęśliwi, że kręcą się koło nich jacyś ludzie, że czegoś od nich chcą, że muszą coś załatwić w urzędzie, zrobić w sklepie zakupy, albo pójdą na kompromis i nauczą się funkcjonować trochę na swoich, a trochę na ich zasadach.

Rodzic nie powinien wychować kogoś, komu inni ludzie w ogóle nie są potrzebni. Bo tak się żyć nie da, i nie na tym polega bycie indywidualistą. Bycie indywidualistą polega na tym, żeby umieć w grupie społecznej funkcjonować na własnych zasadach, nie dać sobie narzucać zdania lecz przeforsować swoje, lub umieć je obronić.

To w drogę :)

PS w tekście są fragmenty mojej książki "Moje dziecko" i fragmenty różnych moich blogów z lat ubiegłych. Plus oczywiście nowe przemyślenia :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz