niedziela, 19 czerwca 2016

Stół z powyłamywanymi nogami - wspomnień czar

Zastanawiałam się niedawno nad tym, co najlepiej pamiętam z rodzinnego domu. Czy swój pokój z lalkami rzędem usadzonymi na półce, gotowymi do nauki w szkole, w której ja byłam nauczycielką? A może godziny spędzone na przeglądaniu grubych tomów encyklopedii, A-ble, Bli-deo … i tak dalej, oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem stron pełnych obrazków. Moimi ulubionymi były flagi państw i stroje z różnych epok.

Te wspomnienia będę w sobie miała zawsze i choć wiem, że je sobie w głowie przez wszystkie minione lata wypolerowałam i zaokrągliłam tak, że nie mają już żadnych ostrych krawędzi, które mogłyby zranić, to są dla mnie pełne i prawdziwe.
Nie te fotografie z przeszłości wspominam jednak najczęściej. Nie one wpłynęły na to jaka jestem i co jest dla mnie najważniejsze.

W naszym domu najważniejszym miejscem był kąt dużego pokoju, miejsce między kuchnią a pokojem, który dziś w mieszkaniach lubimy nazywać „aneksem jadalnym”.
U nas w domu, to było raczej centrum wydarzeń. Przy stojącym tam stole zawsze ktoś siedział.
Mama z zeszytami uczniów sprawdzająca ich prace domowe. Tata obłożony teczkami dokumentów przyniesionymi z biura. Babcia, która lubiła tam siadać do lektury codziennej prasy popijająca ulubioną herbatę.

Zawsze, gdy ktoś z dorosłych domowników zajmował miejsce przy stole, starałam znaleźć się w pobliżu. Ciekawa wszystkiego zadawałam pytania, dlaczego?, Kiedy? Jak? Po co? Muszę przyznać, że z perspektywy czasu jestem pełna podziwu dla ich cierpliwości. Tak czy inaczej w domu było wiadomo, że ważne sprawy załatwiane są przy stole. Co miesiąc mama z tatą siadali nad kartką papieru i banknot po banknocie dzielili pensje na niezbędne wydatki: tyle na czynsz, tyle na życie, tyle na coś z czego właśnie ktoś wyrósł.

Przy stole toczyły się rozmowy o tym co dla domu i dla każdego z nas, którzy w nim żyli, było najważniejsze. Nie były to specjalnie celebrowane dyskusje, na które każdy przynosił swoje tematy a wszyscy domownicy się nad nimi po kolei zastanawiali. Po prostu rozmawialiśmy.
Przy stole spotykaliśmy się rano w biegu przed wyjściem do szkoły i pracy. To była chwila na przypomnienie sobie o książce i zeszycie do szkoły, drugie śniadanie do pudełeczka od mamy i całus od taty na drogę z nieśmiertelnym „ Nie przechodź na czerwonym!”

Popołudniami, gdy wszyscy wracaliśmy do domu, przysłuchiwałam się rozmowom rodziców opowiadających sobie jaki mieli dzień. Wtedy ja też mówiłam i wiedziałam, że w tym miejscu mogę bezpiecznie powiedzieć o każdej sprawie.

To wtedy mogłam wyjaśnić, dlaczego nie chcę siedzieć z Małgosią w jednej ławce i czemu powiedziałam Tadziowi, że go nie lubię. Rozmawialiśmy o tym co nas śmieszyło, martwiło, denerwowało. Dzięki temu mogę powiedzieć, że dobrze poznałam swoich rodziców. To ważne, jeśli chcemy się z kimś zaprzyjaźnić, aby go dobrze poznać. 

Lata później w moim domu stał inny stół, ale spełniał taką samą rolę. Taki nasz domowy areopag. Domowe narady i rozmowy „o niczym”, burzliwe dyskusje i przepytywanie synów przed klasówką. Wspólne śniadania, obiady albo kolacje. Zawsze staraliśmy się znaleźć czas w ciągu dnia, aby choć na krótko jednocześnie znaleźć się przy stole. Czasem wystarczyło pięć minut „briefingu” a czasem siedzieliśmy i gadaliśmy do późna w nocy.

Teraz, gdy moi synowie mieszkają „na swoim” i nie spędzamy tyle czasu co kiedyś, staram się kultywować tą tradycję. Dbamy o to by utrzymywać kontakt, więź, by się przyjaźnić. Rozmawiamy.

Teraz w domach często jedynym płaskim meblem jest wielki telewizor wiszący na ścianie. Coraz częściej zamiast jednego miejsca, wokół którego można się skupić mamy osobne miejsca. Osobne biurka z ekranami komputerów, osobne rozmowy, osobny świat. Niepostrzeżenie zaczynamy prowadzić osobne życie. Coraz mniej o sobie nawzajem wiemy i co gorsza coraz mniej tej wiedzy potrzebujemy. To smutne. Zastanawiam się wtedy, jakie wspomnienia z rodzinnego domu będą miały współczesne dzieci?

Jeśli nie ma u Was domowego stołu, to może znajdzie się jeszcze kawałek podłogi, by postawić stół. Wystarczy blat na czterech nogach, kilka krzeseł, na których usiądziecie i zaczniecie rozmawiać. To będzie miejsce w którym być może znowu poczujecie, że się  przyjaźnicie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz