czwartek, 1 września 2016

Tatusiom :) I kandydatom na tatusiów :)

Dziecko jest wreszcie na świecie. Wróciło z mamą do domu po porodzie i od razu wszystko jest inaczej. To jest idealny moment, by każdy tata odpowiedział sobie na pytanie, czy już jest ojcem, czy na razie ogranicza się do roli pomocnika mamy?
Zostanie ojcem to nie koniec świata, choć czasem można mieć takie poczucie. To początek nowej jakości. Oczywiście, nic nigdy nie będzie już takie samo. Pewnie, że nie. Będzie inne, lepsze, wspanialsze. Nie wolno czekać na „bycie ojcem”, aż dziecko zacznie mówić lub chodzić. Dziecko przecież od pierwszych chwil samoistnego bycia na świecie potrzebuje taty!
Od samego początku tata powinien przejąć część obowiązków przy dziecku. Czasem jednak drogi tato musisz o to powalczyć. Nie wolno dać sobie wmówić, że „nic nie potrafisz” i że doglądanie niemowlęcia to babski przemysł, bo to nieprawda. 
Możesz i powinieneś przewijać, kąpać, podawać w nocy do karmienia. Nosić, zabawiać, śpiewać i kłaść spać. No bo karmić, przynajmniej piersią, rzeczywiście jeszcze nie umiesz. 
To nieprawda, że mężczyzna nie potrafi zajmować się maleńkim dzieckiem tylko dlatego, że jest mężczyzną. Wszystkiego (no, może oprócz wspomnianego karmienia piersią) można się nauczyć.  Przecież kobieta też nie urodziła się z umiejętnością przewijania czy kąpania. Na pewno wraz z ilością spędzanego z dzieckiem czasu każdy facet dojdzie do wprawy.
I choć tatą można poczuć się w pierwszej minucie życia maleństwa, niejednemu mężczyźnie potrzeba wielu miesięcy, zanim zrozumie, na czym polega ojcostwo. Tracą na tym przede wszystkim dzieci. Traci także relacja z dzieckiem.
Jedynymi kwalifikacjami potrzebnymi do zajmowania się dzieckiem są dobre chęci i dużo miłości. Żaden ojciec nie powinien pozwolić zepchnąć  się na drugi plan i sprowadzić do podrzędnej roli:  
·      „kamerdynera”, gdy słyszy na ogół: z otchłani łazienki: „Kochanie przygotuj stolik do przewijania i sprawdź, czy oliwka i talk są na swoim miejscu”; po powrocie ze spaceru: „Misiu, przestaw proszę ten wózek, widzisz, że nie będę miała jak przejść do kuchni”;
·      „przeszkadzacza”, gdy dowiaduje się: „Odsuń się troszkę, zasłaniasz naszej kruszynce światło”, „Nie wchodź teraz do pokoju, bo nasze słonko zaraz zaśnie”;  
·      „gapia” – „Popatrz kochanie sobie spokojnie, a ja z mamusią (teściową) wykąpiemy nasze maleństwo”, „Zerknij, czy nasz aniołek ma główkę odwróconą w prawą, czy lewą stronę”. 
·      „nadzorcy”, kiedy jedynym argumentem dyscyplinującym dziecko jest zdanie „Poczekaj, przyjdzie ojciec, to ci dopiero pokaże”. Co prawda na ogół (i bardzo dobrze) nic nie pokazuje, ale mamie wydaje się, że rzuciła straszliwą groźbę.

Nieprawdą jest, jakoby tylko matki instynktownie potrafiły opiekować się potomstwem, a tatusiowie nie posiedli tego daru. Badania wykazały, że mężczyźni reagują na płacz dziecka tak samo jak matki. Nie bardzo rozumiem, po co ktoś robił takie badania, skoro wiadomo, że głuchota albo jej brak nie zależy od płci.  Te same zapewne badania odkryły również sensacyjną prawdę, że tatusiowie mogą być na równi z mamami wrażliwi na wysyłane przez niemowlę sygnały. Pod jednym podstawowym i arcyważnym warunkiem – że spędzają więcej czasu w dziecięcym pokoju niż wykonując inne zajęcia. Znacznie szybciej więc mężczyzna „poczuje się” tatą, jeśli od narodzin dziecka będzie spędzał z nim dużo czasu. 
Byłoby idealnie, gdyby każdy tata mógł zostać w domu choćby przez kilka dni po urodzeniu się potomka. Może warto zawalczyć o parę dni urlopu i poświęć go tylko rodzinie. Może warto jednak wykorzystać przysługujący urlop tacierzyński! 
Wiem, że łatwo tak mówić. Ale da się to zrobić. To szczególny czas dla Waszej rodziny – dopiero poznajecie swoje maleństwo. Oczywiście poznajecie też siebie nawzajem. Na nowo.

Dzięki temu, że będziecie razem, możecie wiele spraw załatwić i ułożyć. Czasy, kiedy  w rodzinie jedynie mama zajmowała się dzieckiem, dawno minęły. Oby bezpowrotnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz