poniedziałek, 31 października 2016

Listopad....

Jutro dzień Wszystkich Świętych, potem Zaduszki. Dni pamięci o tych, którzy odeszli. Polska tradycja wymaga, by w te dni odwiedzić groby bliskich, zapalić znicze i złożyć kwiaty. Przypomina, by zatrzymać się w codziennym biegu i zastanowić nad przemijaniem.

Lubię, podróżując po Polsce, spoglądać na wiejskie cmentarze, gdzie zawsze palą się światełka – niezależnie od pory dnia i roku. Tam pamięć o zmarłych jest jakby bardziej żywa, powszednia. Trwa na co dzień w ludziach, którzy zostali. Życie tam płynniej przechodzi w śmierć. Na cmentarzach toczą się „rozmowy” ze zmarłymi o pracy, życiu, polityce, zdrowiu.

Czasem strasznie mnie denerwuje, że miejski 1 listopada to takie pokazowe święto. Rewia ubrań, min i zawartości portfela. Trzeba kupić największe - z roku na rok coraz bardziej tandetne - znicze, coraz więcej kwiatów ułożonych w coraz bardziej absurdalne wieńce. Ludzie spotykają się przy grobach, kiwają sobie głowami, oplotkowują tych, którzy jeszcze nie przyszli. Dużo w tym pozorów. Dzieci dostały nowe kurtki i buty i muszą się zachowywać. Nie zawsze ktoś z dorosłych z nimi porozmawia i wyjaśni o co chodzi. Dlaczego ktoś jest smutny a inny płacze. Czemu ludzie są zamyśleni. Niewielu rozmawia z dziećmi o śmierci i przemijaniu.
Wiem, że ludzi taki stan denerwuje, ale się o tym nie mówi. Wszak to 1 listopada, Dzień Wszystkich Świętych. Więc staramy się być bardziej „święci” niż na co dzień.

Czasem pogrzeb czy odwiedzanie rodzinnego grobu jest jedyną okazją, by spotkać się z bliskimi.  Sprawdzić „listę obecności”. Zróbmy rachunek sumienia, czy życiowo zabiegani dbamy o tych, którzy jeszcze żyją?

Odwiedzam często bliskich, których niestety przybywa w rodzinnym grobowcu. To są dobre spotkania. Bo wspominam to co było, to wszystko, co dzięki tym ludziom się zdarzyło w moim życiu. To nie jest łatwe, wiem. Ale tylko to pozwala mi uśmiechać się tego dnia.

Mam nadzieję, że gdy stoicie przy grobach bliskich także przywołujecie piękne obrazy z przeszłości. Rozmyślacie ze spokojem i wdzięcznością dla zmarłych.

To dobrze, że mamy co wspominać! Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim.
Może te dwa dni to okazja, aby poświęcić trochę więcej czasu na refleksję, także nad własnym życiem, nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Czy chcielibyśmy by o nas pamiętano? Czy nasze dzieci codziennie będą miały chęć wspominania dobrych chwil spędzonych z nami? Czy będą nas odwiedzać? Pewnie tak, skoro my przychodzimy rodzinnie do naszych bliskich.

Tego dnia, po powrocie z cmentarza, razem z synami oglądam rodzinne zdjęcia. Patrzymy w oczy tych, którzy byli przed nami. Opowiadam o swoich wspomnieniach i rozmawiamy o tym, co ważne. O życiu, miłości i śmierci. Zapalamy świeczkę przy zdjęciu bliskiej osoby, które zawsze stoi w ramce w domu. Kultywujemy dobre wspomnienia i na tym budujemy naszą wewnętrzną siłę.

Niestety nie wszystkim dane jest tak spędzić ten dzień. Kilka dni temu, pewna młoda kobieta, mama, która przedwcześnie straciła swoje dziecko, napisała dramatyczny, pełen bólu post na fb.
Jak bardzo można się „wzbogacić" kradnąc z grobu dziecka?! Jestem zdruzgotana, bezradna i wyć mi się chce! :(
Rozpłakałam się, gdy to przeczytałam, byłam wściekła i było mi jej strasznie żal. Ta mama nic innego nie może zrobić dla swojego maleństwa. Nie może kupić zabawki i razem się pobawić, nie może wziąć w ramiona, przynosi więc na grób najpiękniejszy znicz i jakieś ładne kwiatki, które jak sama pisze „zanim tam zostawi, może jedynie przytulić”. A gdy ktoś kradnie kwiaty i pamiątki z grobu, jej ból jest jeszcze większy. Choć wydaje się, że większy być już nie może.

Kim trzeba być, by okradać groby? Kim trzeba być, by okraść grób dziecka?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz