niedziela, 29 stycznia 2017

Bez lukru

W kręgu moich zainteresowań pozostaje macierzyństwo i relacje rodzinne. Czytam dużo tekstów, w tym i blogów. Jedne ciekawe, inne słabsze. Różne tak, jak i różni są ludzie je piszący. Dużo rozmawiam z młodymi kobietami na spotkaniach i na swoim fanpagu.
Ale może jednak po kolei.

Czym z definicji jest świadome macierzyństwo?
„To idea, zgodnie z którą para dorosłych ludzi w sposób całkowicie racjonalny decyduje się na posiadanie dzieci w liczbie adekwatnej do warunków materialnych, w momencie niezakłócającym ich funkcjonowania w społeczeństwie, w okresie optymalnym fizjologicznie, tak aby kolejne ciąże nie następowały zbyt szybko po sobie, zaś ciąża od samego początku odbywała się pod kontrolą lekarza”. Tyle definicja.
Zero emocji i koloryzowania.

Rodzicielstwo, macierzyństwo, nie jest bowiem ani tylko błękitno-różowe, ani na pewno nie jest posypane brokatem czy polane lukrem. Nie jest milutkie, mięciutkie i słodziutkie. Przynajmniej nie zawsze.
Tak, jak nie jest różowo-lukrowe zwykłe życie - to nasze codzienne. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Nie jest czarno-białe.
Macierzyństwo jest powszednie i rodzicielstwo też.

Bywa, że to niespanie, wrzaski, „obcy” w domu, kolki, wymioty, kupy, brudne pieluchy i stres. Brak seksu i figury sprzed ciąży. Brak koleżanek i tematów do rozmowy. Brak możliwości i chęci. Brak i nadmiar, na zmianę.
Do tego wszystkiego frustracja i własne wyobrażenie o tym, co by się chciało i wiedza co się dostało.
Ale bywa także pięknie, cieplutko i intymnie. Jak to czasem w życiu.

Młode matki, często kompletnie niegotowe na wejście w nową rolę, nie radzą sobie ze sobą, z samotnością z partnerem u boku i z samotnością bez niego.
Odnoszę niekiedy wrażenie, że nie rozumieją co to znaczy „być mamą i partnerką”.
Oczekują bowiem nie wiem czego. Piszą, że nie tak miało być, że nie tak im mówiono.
Kto im tak mówił? Matki, koleżanki czy może bohaterki sitcomów, telenowel lub romansów, piękne lalki bez porannych mdłości, rozstępów i odruchu wymiotnego przy przewijaniu bobaska?

Większość przepytanych przeze mnie w tej sprawie młodych kobiet stwierdza, że wcześniej niby wiedziały co będzie, gdy urodzą dziecko, ale po urodzeniu jakby ... zapomniały i są zaskoczone.
Kto i jak kształtował więc ich matczyną świadomość?
Zapewne trochę winne są pisma parentingowe, ale przecież wiadomo nie od dziś, że nie wszystkie są warte czytania.

Młode kobiety, wyrażają opinie - niekiedy bardzo bezpośrednio, ale i między wierszami, - że marzyły o tym, że będzie inaczej, że życie je zaskoczyło, że nikt nie mówił, że właśnie tak się stanie i teraz są zdumione.



Czytam i słyszę o frustratkach, smutnych matkach zamkniętych w czterech ścianach więzienia z dzieckiem niemal jak strażnikiem. Albo odwrotnie. Byle pamiętać, by dwa razy dziennie umyć zęby.

Kobiety mówią także o niedojrzałych facetach, którzy ich zdaniem już w związku się zmienili. Nie, nie zmienili się, nie byli inni, byli tacy sami, po prostu nie dali się partnerkom przerobić!
A one bardzo tych zmian chciały, bo nie taki fryzjer, nie takie ciuchy, nie tacy koledzy, nie i nie i inaczej. Na początku, gdy trwał okres godowy, to nawet się udawało, bo udawały obie strony. One też były piękne i zadbane i inteligentne.  A potem… „on się zmienił”.
Guzik z pętelką. Nie zmienił się!
Zawsze taki był.

Dziewczyny krzyczą: „Nie tak miało być, co to za życie? Ten mały bachor mnie wykańcza, ten duży jeszcze bardziej. Wszystko mnie wykańcza. Przez to nie mogę się realizować.”
I koniecznie muszą o tym napisać. Oby ich dziecko nie przeczytało nigdy tych słów.
Pytam się więc, kiedy zaczyna się świadome macierzyństwo?

Świadome macierzyństwo zaczyna się od tego, kogo kobieta zaprasza do łóżka.
Myśl o tym z kim sypiasz, z kim uprawiasz seks. Czy ten ktoś w ogóle nadaje się na partnera na życie, a potem ewentualnie na ojca waszych dzieci?
Kobiety zbyt rzadko myślą w ten sposób. Bolesne? Ale niestety prawdziwe.

Pewnie wielu z Was się narażę, ale gdy rozmawiam ze sfrustrowanymi młodymi mamami, które myślały, że „on jakoś dojrzeje do roli ojca, że jakoś to się uda, że ona dźwignie życie i świat sama, że go zmieni”.
To się nie uda.
Zostają więc same, samotne, mimo, że z partnerem i narzekają. Szukają winnego.
Często jedyny - według nich - winowajca śpi w łóżeczku ze szczebelkami. Bez lukru.


2 komentarze:

  1. Sory wielkie ale rozbawił mnie ten wpis. Dla mnie jest o niczym. Szanuję Pani doświadczenie i wiedzę, bo jest Pani medialnym autorytetem w sprawach problemów wychowawczych. Ja osobiście chciałabym mieć kogoś z taką wiedzą na liście kontaktów w telefinie. Niestety świadome macierzyństwo ze wspaniałym partnerem i ojcem u boku niewiele zmienia. Bo można mieć wiedzę teoretyczną i "pełną świadomość", że może być trudno. Tylko że doświadczenie tego może być szokiem dla dohrzałych emochonalnie ludzi. Podejrzewam że dla prawie wszystkich młodych rodziców doświadczenie posiadania wymarzonego dziecka jest szokiem. Przy drugim wszystko jest już inaczej ale pierwsze 3 miesiace macierzyństwa to prawdziwy test dla zwiazków. Może lepiej, że sflustrowane młode mamy piszą jak im źle, bo są przemęczone i nie mają kiedy zjeść, jeśli ktoś z rodziny pomyśli o posiłku dla nich, bo one np. całe dnie przystawiają dziecko do piersi, brak snu, szalejace hormony, deorganizacja absolutna to niestety jest często szok dla nowych rodziców. Później oczywiście wszystko się normuje ale pojawiają nowe problemy. Łatwo zapomnieć o trudnych początkach ale każdy kto nie miał do czynienia z noworodkami czuje się zagubiony i często zwyczajnie rozczarowany macierzyństwem. Mnie kompletnie nie dziwi, że świadome macierzyństwo bardzo często okazuje się zupełnie nieświadomym rodzicielstwem. Rozpadające się związki też niekoniecznie świadczą o tym, że dziewczyna idąc do łóżka z facetem nie widziała w nim potencjalnie dobrego ojca dla swoich dzieci. Często ten sam facet jest bardzo dobrym ojcem dla dziecka. Tyle że związek nie przetrwał tej "próby". To się zdarza niestety. Życie pisze rozmaite scenariusze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sory wielkie ale rozbawił mnie ten wpis. Dla mnie jest o niczym. Szanuję Pani doświadczenie i wiedzę, bo jest Pani medialnym autorytetem w sprawach problemów wychowawczych. Ja osobiście chciałabym mieć kogoś z taką wiedzą na liście kontaktów w telefinie. Niestety świadome macierzyństwo ze wspaniałym partnerem i ojcem u boku niewiele zmienia. Bo można mieć wiedzę teoretyczną i "pełną świadomość", że może być trudno. Tylko że doświadczenie tego może być szokiem dla dohrzałych emochonalnie ludzi. Podejrzewam że dla prawie wszystkich młodych rodziców doświadczenie posiadania wymarzonego dziecka jest szokiem. Przy drugim wszystko jest już inaczej ale pierwsze 3 miesiace macierzyństwa to prawdziwy test dla zwiazków. Może lepiej, że sflustrowane młode mamy piszą jak im źle, bo są przemęczone i nie mają kiedy zjeść, jeśli ktoś z rodziny pomyśli o posiłku dla nich, bo one np. całe dnie przystawiają dziecko do piersi, brak snu, szalejace hormony, deorganizacja absolutna to niestety jest często szok dla nowych rodziców. Później oczywiście wszystko się normuje ale pojawiają nowe problemy. Łatwo zapomnieć o trudnych początkach ale każdy kto nie miał do czynienia z noworodkami czuje się zagubiony i często zwyczajnie rozczarowany macierzyństwem. Mnie kompletnie nie dziwi, że świadome macierzyństwo bardzo często okazuje się zupełnie nieświadomym rodzicielstwem. Rozpadające się związki też niekoniecznie świadczą o tym, że dziewczyna idąc do łóżka z facetem nie widziała w nim potencjalnie dobrego ojca dla swoich dzieci. Często ten sam facet jest bardzo dobrym ojcem dla dziecka. Tyle że związek nie przetrwał tej "próby". To się zdarza niestety. Życie pisze rozmaite scenariusze.

    OdpowiedzUsuń