sobota, 28 stycznia 2017

Dodatkowe kółka…

Przed chwilką po raz milionowy chyba gapiłam się na kolejne, znane na pamięć odcinki mojego ulubionego serialu „Friends” a tam Phoebe uczyła się jeździć na rowerze. 
Piękny różowy rower dostała od Rosa i on to właśnie próbował nauczyć dorosłą osobę jeździć.
Nie będzie to spojler, bo pewnie wielu z was zna ten serial tak jak ja, ale wszystko skończyło się sukcesem. Z dodatkowymi kółkami z boku.
Ten fragment przypomniał mi sytuację, którą widziałam jakiś czas temu w pobliskim parku.
Moją uwagę zwrócił donośny głos ojca strofującego mniej więcej ośmioletniego chłopca: „Nie rozumiesz co mówię? Myśl! Zrób to porządnie! Co Ty wyprawiasz? Oczu nie masz?  Trzymaj się! Kręć! Patrz przed siebie! Nie mogę z Tobą! Zabiorę ten rower i już!... potem było już tylko gorzej i zacytować się tego nie da. Domyślacie się o czym piszę. Tak, tak. To dzielny tata „uczył” syna jazdy na rowerze. Nie wytrzymałam i podeszłam. „Może panu pomóc? „Mnie? - zdziwił się tata - Jemu niech Pani pomoże. Ja sobie radzę!”.Czy aby na pewno?
Pamiętacie, jak uczyliście się nowej czynności? Jak bardzo sami na siebie się złościliście nie mogąc od razu zrobić czegoś perfekcyjnie a nawet poprawnie? Czasem nie wystarczała wiedza teoretyczna, cierpliwość czy życzliwa instrukcja innych osób. Zdobywanie doświadczenia to trudna i żmudna nauka. Zaczyna się od pierwszych dni życia.
"Niemowlę bada swe ręce. Prostuje, wodzi w prawo i w lewo, oddala, zbliża, rozstawia palce, zaciska w pięść, mówi do nich i czeka na odpowiedź, prawą chwyta lewą rękę i ciągnie, bierze grzechotkę i patrzy na dziwnie zmieniony obraz ręki, przekłada ją z jednej do drugiej, bada ustami, natychmiast wyjmuje i znów patrzy powoli, uważnie. [...] Ono nie bawi się: miejcież do licha oczy i dostrzeżcie wysiłek woli, by zrozumieć. Tak w książce „Jak kochać dziecko” pisał Janusz Korczak. Jakież mądre to słowa. Minęły lata a w tej kwestii nic się nie zmieniło.
Trzeba w samotności poćwiczyć, by coś się udało. Jeśli wiecie o czym piszę, to postarajcie się spojrzeć przez pryzmat tej właśnie wiedzy na swoje dziecko, które debiutuje w większości nowych ról czy umiejętności. Po raz pierwszy próbuje swoich sił na rowerze albo po raz pierwszy ma pokolorować obrazek. „Bez wychodzenia za linię oczywiście “. Zauważcie z jakim trudem trzyma pierwszy raz w ręku nożyczki i pomagając sobie językiem próbuje ciąć papier wzdłuż narysowanej linii. Albo jakkolwiek.
Jeśli Wy - rodzice - jesteście we wszystkim doskonali i każdą rzecz potraficie zrobić wspaniale od początku, to po prostu uznajcie, że Wasze dziecko ma prawo nie być takim chodzącym ideałem. Postarajcie się zrozumieć, że nie musi ani się z Wami ścigać w byciu perfekcyjnym ani tym bardziej Wam tego udowadniać.
Jeśli dziecko nie daje sobie rady z uczeniem się nowych rzeczy, jeśli nie może czegoś zrozumieć, powtórzyć czy wykonać to może po prostu trzeba troszkę odczekać, dać dziecku dorosnąć. A może po prostu ktoś inny może mu pomóc? Czasem bowiem bywa i tak, że nerwy dorosłych, i założenie, że dziecku i tak się nie uda, powodują, że mu się nie udaje. Zdania „ja w twoim wieku już to potrafiłem”, w żaden sposób nie motywują do wysiłku. Wręcz przeciwnie, powodować mogą obniżenie samooceny i utratę wiary we własne siły. Motywacja oparta na karach i strachu także prowadzi donikąd. Niekiedy po prostu wystarcza odrobina cierpliwości i wyrozumiałości. 

Aby dziecko mogło postrzegać świat jako przyjazne otoczenie, trzeba dać mu szansę na spokojne poznanie go, cieszenie się nim i własnymi sukcesami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz