środa, 4 stycznia 2017

Dziecko nie chce się uczyć, co mam zrobić?


Nie chcą odrabiać lekcji i czytać lektur, kolekcjonują jedynki, wagarują, są skonfliktowani z nauczycielami. Oszaleć można. A rodzicom tak zależy…

Dlaczego w ogóle się uczymy? Co nas motywuje do nauki?

Przypomnijcie sobie jak to było u was…
Ja uczyłam się, bo było to dla mnie okno na świat. Uwielbiałam wiedzieć więcej niż inni. Chciałam być nauczycielką a to dla mnie był synonim mądrości. I wiedzy. A wy pamiętacie swoje motywacje?

Motywacja i jej brak to jedno... cóż jeszcze powoduje, że młodzi nie chcą realizować naszych aspiracji. Tak, tak dobrze czytacie, NASZYCH. Bo to często rodzicowi zależy bardziej a .. nie powinno.

Gdzie więc można jeszcze szukać przyczyn niechęci do nauki?
- w dziecku - specyficzne rozwojowe trudności, brak koncentracji, motywacji, okres buntu i naporu,
- w szkole - złe funkcjonowanie szkoły, konflikt z nauczycielem,
- w domu - dysfunkcja rodziny i relacji. Błędy rodziców. Nieobiektywny obraz dziecka.

Nie popełnia błędów ten, który nic nie robi. Dziś napiszę o kilku rodzicielskich :
  • ·      Nadmierna kontrola
  • ·      Uczenie się za dziecko
  • ·      Zbyt wysokie wymagania
  • ·      Nieodpowiednie motywowanie
  • ·      Brak zainteresowania nauką dziecka

Nadmierna i nieustanna kontrola

Nieustanne sprawdzanie, stanie nad dzieckiem. Dopytywanie nauczycieli i kolegów co jest zadane. Przejmowanie całkowitej kontroli, a tym samym pozbawienie dziecka odpowiedzialności i motywacji do nauki. 
Badania mówią, że nadmierne zaangażowanie rodzica w naukę dziecka jest szkodliwe. Przynosi więcej szkody niż pożytku. Poważnie mówię.

"Zrobię to lepiej" - czyli uczenie się za dziecko

Niektórym rodzicom – wiem, wam nigdy - zdarza się odrabianie lekcji za dziecko. O ile w szkole podstawowej to jeszcze dajecie radę, to w szkole ponadgimnazjalnej często już jest za trudno. Wtedy to najczęściej szukamy nowych sposobów motywujących - zmuszamy do nauki stosując szantaż, kary, groźby, organizujemy korepetycje, a w końcu ograniczamy swobodę i przywileje. To droga donikąd.

Bywa, że rodzice sprawdzają zeszyty, niekiedy przepisują fragmenty prac domowych. Wiem, wiem to żadne z was, a jednak zdarzają się tacy – szczególnie matki- które tak robią. Bo to wstyd, gdyby dziecko poszło do szkoły z brzydko odrobioną pracą. Wstyd prawda?

Znam matkę, która czytała za swoje dzieci lektury, pisała wypracowania, robiła prace plastyczne. Robiła to aż do liceum. Nie idźcie tą drogą.

Zbyt wysokie wymagania

Bywa, że rodzice stawiają poprzeczkę bardzo wysoko a najgorsze jest to, że zmieniają wysokość tej poprzeczki w trakcie działań dziecka. Są nieprzewidywalni, wiecznie rozczarowani. To znaczy niby są zadowoleni, pozwalają na błędy, ale jednocześnie denerwują ich i bardzo je podkreślają.
Pojawia się niska samoocena. Dziecko uważa, że jest głupie, nic nie umie. A jak ma się czuć? Wiecznie jest krytykowane i nisko oceniane. To zawczasu powie – nie umiem, nie podejmę próby. I klops.

Nieodpowiednie motywowanie

Motywacja – ważna sprawa. Prawidłowe motywowanie – bardzo ważna sprawa.
Czy zdarza się wam straszyć, zawstydzać szantażować, ranić swoje dzieci, odbierać przywileje? No nie, wam nigdy. Wy zawsze robicie to dobrze...
Brak skuteczności opisanej motywacji prowadzi do kar.
Czasem rodzice próbują przekupstwa. Dzieci starają się, dostają nagrodę, ale natychmiast obniżają loty. Rodzice są bezsilni.
Nakręca się spirala.
Jak dobrze motywować – co pomaga -  napiszę niedługo.

Brak zainteresowania nauką dziecka

Pisałam już o nadmiernym zainteresowaniu, teraz słów kilka o braku zainteresowania. Bywa, że zapracowani i przemęczeni rodzice, nie mają czasu zajmować się sprawami szkolnymi swoich dzieci. Dziecko czuje się zostawione i opuszczone. Nie pojmuje, że to jego sprawa i ono ma ponosić odpowiedzialność. Za dużo  - niedobrze, za mało także. Cóż więc powiem? Trzeba w sam raz.

Często także rodzice nie mają kompetencji do pomagania dzieciom w nauce.
A bardzo chcą - i awantura gotowa. Znacie to prawda?

Jaka więc podpowiedź tak na szybko, jakie ogólne rady?

  • gdy dziecko przeżywa trudności szkolne, trzeba zrozumieć jego potrzeby,
  • rodzic musi znaleźć swoją rolę, zadania i odpowiedzialność. Nie za dużo i nie za mało. Pomagać gdy dziecko poprosi, ale wspierać i dać gotowość pomocy.
  • rodzic musi nabyć kompetencje do wspierania i motywowania do nauki. Bez tego nie będzie efektów.
Na zakończenie warto zauważyć, że często patrzymy na problemy dziecka z własnej perspektywy. Przypominamy sobie własne porażki i projektujemy je na dziecko. 
Gdy jesteście zagubieni, po prostu wy poszukajcie pomocy u specjalisty. Najpierw wy a potem dziecko.
Warto uświadomić sobie, że dziecko jest w trudnej sytuacji, że potrzebuje wsparcia, że jego problemy szkolne nie są wbrew nam. Dzieci, które zamiast wsparcia otrzymują reprymendę zamykają się w sobie, buntują, szukają ucieczki w kłamstwo.

Warto zrozumieć, że chcąc pomóc dziecku, musimy zdystansować się do problemu, zapanować nad własnymi uczuciami, stworzyć w sobie przestrzeń potrzebną do przyjęcia i zrozumienia dziecięcych uczuć, potrzeb i przede wszystkim możliwości.

Czas i cierpliwość.




3 komentarze:

  1. Moj jedenastoletni syn przez pierwsze trzy lata szkoły płakał prawie za kaźdym razem gdy trzeba było odrobic lekcje . Teraz jest w czwartej klasie i radzi sobie na czworkach . Zmieniła sie wychowawczyni i on moźe dojrzał do tego by sam chcial sie uczyć .

    OdpowiedzUsuń
  2. Co mnie motywowało? Pochwała i duma rodziców. Świadomość że nauka do czekogolwiek mi się przyda przyszła zdecydowanie później. Błąd jaki popełniam to nadmierna kontrola. Ale będę próbowała odpuścić. Córka (9 lat) miała ostatnio problem z koncentracją. Nawet jak siadala do nauki to zajmowało ja wszystko inne. Odkryłam książkę i medytacji ważności dla dzieci, z płytą. Przetestowałyśmy i znalazlysmy jedno ćwiczenie idealne dla córki - wyciszenie i skupienie na oddechu. Efekt jest rewelacyjny - Młoda krócej odrabia lekcje i efektywniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Denerwują mnie nauczyciele, którzy wypowiadają, jakże pospolite twierdzenie "On, ona, ono SIĘ NIE UCZY" [nota bene, mama nie broniła nas przed takimi stwierdzeniami, co zazwyczaj robią rodzice, mówiła otwarcie : nie, nie chce mu się, nie lubi się uczyć].
    Wracając - twierdzenie nauczyciela jest mylne. Nie wiedzą często o swoich wychowankach tego, że mają problemy z nauką. Oceniają tylko faktyczny stan wiedzy, nie robią nic po za tym. Powinni doszukiwać się przyczyny w takiej sytuacji, ponieważ dziecko, które nie przyswoiło jednej z partii materiału (a nauczyciel to przeoczył) następnej także nie zrozumie. (Tak, zrzucam winę na nauczyciela, ponieważ jest powinien być ekspertem w swojej dziedzinie, winien przynajmniej wiedzieć, gdzie szukać (nie mówię, doszukiwać))
    A dodatkowo, sposób przekazania wiedzy także ma wpływ na to jak dziecko tę wiedzę przyswoi.
    Uważam, że każde dziecko można zachęcić do nauki, a temu, które ma problemy postawić takie zadanie, któremu sprosta, i nie oceniać za ilość wiedzy, tylko za starania, włożoną pracę, wysiłek.
    To tak ode mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń