środa, 25 stycznia 2017

Ręce na kołdrę

Pewna mała dziewczynka powiedziała mi niedawno, że gdy dorośnie to najbardziej chce być kobietą. Zapytałam ją, kim jest teraz? Dziewczynką – odpowiedziała rezolutna ośmiolatka. No to z dziewczynki naturalnie rozwiniesz się w kobietę. "Tak? – zdziwiła się. A to nie wiedziałam. Powiem mamie pewnie też nie wie".

Może nie byłoby nic zabawnego w tej rozmowie, gdyby nie fakt, że mama dziewczynki jest położną, a spotkałyśmy się by porozmawiać o ciążach nieletnich.

Ktoś powie, że to normalne, że z ośmiolatką nie rozmawia się o „tych” sprawach. Ale w sumie, to czy wiemy kiedy zacząć i jak rozmawiać? Jak o „tym” mówić dziecku?

To pytanie stare jak świat i zawsze aktualne. Rodzice zastanawiają się i szukają odpowiedzi. Można ją znaleźć w książkach, filmach, internecie. Można tam uzyskać wiele cennych wskazówek. Ale czy przeczytanie dziecku fragmentu książki, bądź powtórzenie słowo w słowo tekstu wyszukanego w sieci załatwi sprawę? Na pewno nie. Potrzebna jest szczera i poważna rozmowa. O tym, jak rozmawiać z dziećmi na tematy intymne, wiemy dzisiaj o wiele więcej niż nasi rodzice, gdy my byliśmy mali.


Pytania o seksualność i intymność rozpoczynają się wraz z eksploracją przez malucha własnego ciała. Naturalne jest dla nas, że uczymy i pokazujemy: to są rączki, to paluszki, buzia, nosek. To jest jasne, czemu więc dużym łukiem omijamy nazwy okolic intymnych? Utrapieniem języka polskiego jest niezbyt wiele możliwości nazwania tych części ciała. Cipki, siurki, pipki czy siusiaki taka zwykle jest terminologia naszych pierwszych rozmów o narządach płciowych. Trudno nam stosować oficjalne nazewnictwo. Rodzicom często wydaje się, że słowa wagina, pochwa czy penis są niemal wulgarne. Jeśli chcemy, by nasze dziecko otwarcie komunikowało się z nami w sprawach dotyczących narządów płciowych powinniśmy w jego obecności używać nazw jednak oficjalnych lub ewentualnie naszego domowego "tajnego języka". 

Istnieją badania, mówiące o tym, że osoby wychowujące się w domach, gdzie posługiwano się tego typu słownictwem są bardziej otwarte i łatwiej im rozmawiać także z partnerem o sprawach seksu. W domu lepiej więc używać nazw o zabarwieniu neutralnym. Oficjalne nazewnictwo jest o tyle lepsze, że pozwala dziecku w późniejszym wieku na bardziej prawidłowy kontakt choćby z badającym je lekarzem.

Każde określenie ma swoje zalety i wady. Wyboru trzeba więc dokonać indywidualnie lub stosować nazewnictwo z różnych kategorii (poza wulgarnymi oczywiście) przemiennie w zależności od sytuacji. Nasze lęki i niewiedza w tej kwestii, to niestety efekt wieloletnich zaniedbań i zaniechań w edukacji naszych rodziców a w konsekwencji także nas samych.

Jako rodzice powinniśmy być jednak zainteresowani, by dziecko, dla swojego bezpieczeństwa, potrafiło nazwać dokładnie wszystkie części swego ciała i nie obawiało się z nami o nich rozmawiać.
By rozmowa z dzieckiem o jego seksualności przebiegała bezproblemowo konieczne jest przestrzeganie trzech podstawowych zasad:

1. Na zadane przez dziecko pytanie mówmy prawdę.
Cztero- czy pięciolatek pytający o to skąd się biorą dzieci musi uzyskać odpowiedź prawdziwą.  Oczywiście ZAWSZE dostosowaną do swego wieku. Nie brnijmy w bociany i główki kapusty. Tak więc prawda przede wszystkim, ale... I tu kolej na drugą zasadę.

2. Nasza odpowiedź musi być w pełni zrozumiała dla dziecka.
Trzeba się wysilić i dostosować treść, którą przekazujemy, do jego wieku. Nie ma najmniejszego sensu opowiadanie o rozwoju płodu w kolejnych trymestrach ciąży, gdy naszym słuchaczem jest czterolatek. Podobnie nie polecam opowiadania piętnastolatce o tym jak pszczółka siada na kwiatku. Oceńmy i doceńmy możliwości poznawcze dziecka i udzielmy odpowiedzi na jego poziomie. Należy również z góry założyć, że nigdy nie skończy się na pierwszym pytaniu. Warto więc do takiej rozmowy dobrze się przygotować. Tylko wówczas osiągniemy w pełni zakładany cel. No właśnie "cel". Dobrze jest się więc upewnić się, że nasz cel jest zgodny z oczekiwaniami dziecka. 

3. Wyjaśniamy tylko tyle i dokładnie to, o co pyta dziecko. Ani więcej ani mniej.
To ważne szczególnie w przypadku młodszych dzieci. Jeśli mamy synka, czeka nas pytanie o to "co się dzieje z siusiakiem, czemu nagle boli i zrobił się większy?". Pada ono zazwyczaj w trakcie kąpieli albo rano po wstaniu z łóżka. Należy uspokoić dziecko mówiąc, że nic się nie dzieje, że to normalne. Zapewne jednak niedługo trzeba będzie omówić sprawę dokładniej. Przygotujmy się więc na spokojnie do rozmowy o wzwodzie i masturbacji. Trzeba choćby wyjaśnić dziecku, że nie "pociera się" krocza w obecności innych ludzi. NIE WOLNO mówić, że jest to czynność zła czy szkodliwa. "Pocierać" jest dobrym synonimem dla "onanizować", bo nie ma negatywnej konotacji.

Każdy rodzic wie, że nazwać narządy płciowe to jedno, a wytłumaczyć, do czego one służą, to zupełnie inna sprawa. Wielu dorosłych obawia się pytania: "Skąd się biorą dzieci?". Na szczęście one same podczas pierwszej rozmowy zadowalają się często krótkim, nieskomplikowanym wyjaśnieniem. Często ważniejsza jest możliwość zadania pytania niż uzyskanie odpowiedzi na nie. 

W tej jakże istotnej rozmowie, warto zawsze zapytać dziecko co ono samo już wie na ten temat. Jeśli jego wiedza nie jest zbyt odległa od tego co sami powiedzielibyśmy, czasem wystarczy jedynie potwierdzić to, co już wcześniej odkryło. Niekiedy wystarczy tylko doprecyzować wiedzę dziecka lub rozwiać pewne drobne wątpliwości. Podsumowując, trzeba starać się przewidzieć wszystkie pytania związane ze sferą seksualną, pamiętając, że dziecięca pomysłowość jest nieograniczona.


Niezależnie od wieku dziecka do takiej rozmowy trzeba się wcześniej BARDZO dobrze przygotować. Trzeba także uważnie słuchać i reagować wtedy, gdy to ono jest ciekawe. Psychologowie żartują, że w przypadku starszych dzieci, gdy nam przychodzi do głowy porozmawiać o seksie i seksualności, to jest już o dwa lata za późno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz