niedziela, 26 lutego 2017

Tata i pierwsze dziecko….i kolejne dziecko...

Dziecko jest wreszcie na świecie. Wróciło z mamą do domu po porodzie i od razu wszystko jest inaczej. Każdy tata powinien jednak odpowiedzieć na pytanie, czy jest już ojcem, czy na razie ogranicza się do roli pomocnika mamy?
Zostanie ojcem to nie koniec świata, choć czasem można mieć takie poczucie. To początek nowej jakości. Oczywiście, nic nigdy nie będzie już takie samo. Pewnie, że nie. 
Będzie inne, lepsze, wspanialsze. 
Nie wolno czekać na „bycie ojcem”, aż dziecko zacznie mówić lub chodzić. Dziecko od pierwszych chwil samoistnego bycia na świecie potrzebuje taty!
Co widzi tata?
Po porodzie noworodek ma zapewne z lekka opuchnięte powieki, mocno zaróżowioną, pomarszczoną skórę i można odnieść wrażenie, że również lekko zniekształconą głowę. Mogą na niej też występować drobne krwiaczki (zwłaszcza na policzkach i na powiekach), wynikłe z przeciskania się przez kanał rodny. 
Wiele maluszków ma całe ciało okryte delikatnymi włoskami. To pamiątka po przodkach z małpiego gaju. To wszystko jest normalne i objawy te wkrótce znikają.
Na głowie noworodka znajdują się dwa miękkie miejsca, tzw. ciemiączka, które z wiekiem zarastają. 
Wzrok niemowlęcia jest jeszcze słabo rozwinięty: noworodek widzi czarno-biało i nieostro. Ruchy gałek ocznych nie są dobrze skoordynowane, więc może się wydawać, że dziecko ma zeza. Dziecko najlepiej widzi na odległość 20–30 cm.
Co powinien tata?
Od samego początku tata powinien przejąć część obowiązków przy dziecku. Czasem drogi tato musisz o to powalczyć. Nie wolno dać sobie wmówić, że „nic nie potrafisz” i że doglądanie niemowlęcia to babski przemysł, bo to nieprawda. 
Ojciec może i powinien przewijać, kąpać, podawać w nocy do karmienia. Nosić, zabawiać, śpiewać i kłaść spać. No bo karmić, przynajmniej piersią, rzeczywiście jeszcze nie umie. 
To nieprawda, że mężczyzna nie potrafi zajmować się maleńkim dzieckiem tylko dlatego, że jest mężczyzną. Wszystkiego (no, może oprócz wspomnianego karmienia piersią) może się nauczyć.  Przecież kobieta też nie urodziła się z umiejętnością przewijania czy kąpania. Na pewno wraz z ilością spędzanego z dzieckiem czasu każdy facet dojdzie do wprawy.
I choć tatą można poczuć się w pierwszej minucie życia maleństwa, niejednemu mężczyźnie potrzeba wielu miesięcy, zanim zrozumie, na czym polega ojcostwo. Tracą na tym przede wszystkim dzieci. 
Na co trzeba uważać...
Jedynymi kwalifikacjami potrzebnymi do zajmowania się dzieckiem są dobre chęci i dużo miłości. Żaden ojciec nie powinien pozwolić zepchnąć  się na drugi plan i sprowadzić do podrzędnej roli:  
  • „kamerdynera”, gdy słyszy na ogół: z otchłani łazienki: „Kochanie przygotuj stolik do przewijania i sprawdź, czy oliwka i talk są na swoim miejscu”; po powrocie ze spaceru: „Misiu, przestaw proszę ten wózek, widzisz, że nie będę miała jak przejść do kuchni”;
  • „przeszkadzacza”, gdy dowiaduje się: „Odsuń się troszkę, zasłaniasz naszej kruszynce światło”, „Nie wchodź teraz do pokoju, bo nasze słonko zaraz zaśnie”;  
  • „gapia” – „Popatrz kochanie sobie spokojnie, a ja z mamusią (teściową) wykąpiemy nasze maleństwo”, „Zerknij, czy nasz aniołek ma główkę odwróconą w prawą, czy lewą stronę”. 
  • „nadzorcy”, kiedy jedynym argumentem dyscyplinującym dziecko jest zdanie „Poczekaj, przyjdzie ojciec, to ci dopiero pokaże”. Co prawda na ogół (i bardzo dobrze) nic nie pokazuje, ale mamie wydaje się, że rzuciła straszliwą groźbę.
Nieprawdą jest, jakoby tylko matki instynktownie potrafiły opiekować się swoim dzieckiem, a tatusiowie nie posiedli tego daru. Badania wykazały, że mężczyźni reagują na płacz dziecka tak samo jak matki. Nie bardzo rozumiem, po co ktoś robił takie badania, skoro wiadomo, że głuchota albo jej brak nie zależy od płci. 
Te same zapewne badania odkryły również sensacyjną prawdę, że tatusiowie mogą być na równi z mamami wrażliwi na wysyłane przez niemowlę sygnały. Pod jednym podstawowym i arcyważnym warunkiem – że spędzają więcej czasu w dziecięcym pokoju niż wykonując inne zajęcia.
Znacznie szybciej mężczyzna „poczuje się” tatą, jeśli od narodzin dziecka będzie spędzał z nim jak najwięcej czasu. 
Byłoby idealnie, gdyby każdy tata mógł zostać w domu choćby przez kilka dni po urodzeniu się potomka. Może warto zawalczyć o parę dni urlopu i poświęć go tylko rodzinie. Całkowicie! 
jeśli jest możliwość wziąć urlop rodzicielski.
Wiem, że łatwo tak mówić. Ale da się to zrobić. To szczególny czas dla waszej rodziny – dopiero poznajecie swoje maleństwo. Oczywiście poznajecie też siebie nawzajem. Na nowo.

Dzięki temu, że będziecie razem, możecie wiele spraw załatwić i ułożyć. Czasy, kiedy jedynie mama zajmowała się dzieckiem, dawno minęły.
Oby bezpowrotnie.

środa, 22 lutego 2017

Nie bądź jak... czyli o wychowaniu w równości.

Nasze dzieci bardzo nas potrzebują. Bardziej niż nam się wydaje. 
Wielu rodziców zastanawia się czy syna i córkę wychowuje się tak samo? 
Oczywiście, że tak.

Poniżej pozwoliłam sobie opisać kilka ważnych punktów.

      1.   Zbudujcie plan działania
Dziecko potrzebuje rodziców, którzy myślą o jego przyszłości oraz podejmują działania, aby go na nią przygotować. Nie ważne czy ta przyszłość dotyczy dnia jutrzejszego, przyszłego tygodnia czy też tego co może być udziałem dziecka za dziesięć lat. Można to porównać do długoterminowego planu finansowego. Trzeba regularnie i konsekwentnie inwestować, aby w przyszłości dziecko mogło zebrać tego owoce. 
Nie chodzi tu o nadzieję aby zostało lekarzem, prawnikiem czy informatykiem. Nie zapominajcie o tym, aby zaznaczyć punkty, które pozwolą wam rozpoznać kiedy dziecko osiągnie kolejne etapy rozwoju i odpowiedzialności. Zawsze też utwierdzajcie je w przekonaniu, że jest i zawsze będzie waszym kochanym dzieckiem. 
Możecie też spróbować dokumentować niektóre umiejętności, nawyki i wartości, które chcecie zaszczepić zanim rozpocznie samodzielne życie. Może to być niezależność finansowa, umiejętność okazywania wdzięczności, dbałość, zasady etyczne, związki rodzinne.

      2.    Bądźcie przykładem.
Wasze dziecko potrzebuje punktów odniesienia a zwykle czyny przemawiają lepiej niż słowa. Prowadzony przez was odpowiedzialny tryb życia może mieć wpływ na to jak przez życie przejdzie wasze dziecko. To właśnie rodzaj siły rodzicielskiego przykładu. 
Trzeba nauczyć dzieci panować nad swoimi emocjami i wyrażać je we właściwy sposób poprzez pozwolenie na obserwowanie dobrych wzorców. Wielu dorosłych ukrywa swoje emocje, tak jakby były one oznaką słabości. Dziecko jednak musi poznać nasze uczucia, to niezmiernie ważne dla określenia jakim się jest człowiekiem. Musicie więc nauczyć się panować nad swoim gniewem, złością i innymi emocjami. 

3.     Kochajcie i okazujcie to.
      W ten sposób nauczycie swojego dziecko wyrażania uczuć wobec innych i zbudujecie wasze  
      wzajemne zaufanie.  Przede wszystkim mówcie co czujecie. Najpierw wysłuchajcie co ono ma
      do powiedzenia zanim wyrazicie swoją opinię. Unikajcie prawienia kazań. Zamieńcie je na
      rozmowę. Otwórzcie się na opinię ze strony dziecka. Nawet gdyby była ona krytyczna. Miejcie
      odwagę przyznać się czasem do błędu i poprosić o przebaczenie. Okażcie swoje uczucia. Słowne 
      okazywanie uczuć jest równie ważne. Słowa niosące pozytywne uczucia dają waszemu dziecku 
      wiarę w siebie, poczucie związku i oczywiście stanowią najlepszy wzór do naśladowania. 
      Mówcie dziecku jak wiele dla was znaczy. 
      
      4.  Bądźcie przewodnikami.
            Z upływem lat dziecko staje przed szeregiem życiowych decyzji. Oczekuje on wówczas rady od 
            osób wyposażonych w doświadczenie i mądrość. Dzięki temu możecie opisać dziecku
            przewidywane konsekwencje wyborów. Taka opieka po pierwsze pozwala ocenić co jest dobre 
            (właściwe) w gąszczu otaczających uwarunkowań kulturowych. Istotne jest uświadomienie 
            dziecku, że pomimo iż nie stosuje się do wprowadzonych w domu zasad to zawsze będziecie je
            kochali i nigdy nie przestanie być waszym skarbem. Trzeba starać się towarzyszyć dziecku
            zarówno podczas zabawy jak i ważnych życiowych momentach.

5.    Zachęcajcie i wzmacniajcie.
Rodzicielski wpływ na samoocenę dziecka jest nie do przecenienia. Dzieci chcą być mądre,
zdolne, akceptowane, ważne. Możecie sprawić, że dziecko będzie czuło się piękne z zewnątrz i
od środka. Przede wszystkim nauczcie się chwalić dzieci poprzez dawanie mu jasnych
komunikatów słownych. „Stać cię na to!” „Wierzę w Ciebie.” Lub po prostu “ Kocham cię.” 
Doceniajcie walory charakteru takie jak dojrzałość emocjonalna, poczucie humoru, lojalność,
inteligencja czy odwaga. Starajcie się zwłaszcza, aby dziecko zrozumiało, że nawet gdyby nie
cechowały go powyższe przymioty to nadal kochacie je tak samo.
Warto pokazać, że chcecie i lubicie poświęcać dziecku swój czas i uwagę. Po prostu starajcie się z
nim być i wnosić jego życie radość i zabawę. Okazujcie, że ufacie dziecięcym umiejętnościom i
cenicie zdanie jego. To nie prawda, że dziewczynka nie potrafi przybić gwoździa, czy przykręcić
śrubki, a chłopiec nie może bawić się lalkami czy gotować. Wystarczy tylko im na to pozwolić. A
jeśli  dzieci przekonają się, że wierzycie w ich możliwości o wiele łatwiej będzie im radzić sobie
trudami dorosłego życia.

6.     Zaspokajajcie potrzeby i budujcie zaufanie.
Postarajcie się od najmłodszych lat budować wasze wzajemne zaufanie. Pozwólcie dzieciom
wyrażać otwarcie swoje uczucia. To wcale nie jest takie oczywiste jak na pierwszy rzut oka
wygląda. Dziecko powinno czuć naszą akceptację. Musi wiedzieć, że wolno mu powiedzieć co
myśli bez obawy, że spotka się z wybuchem. Musi mieć pewność, że zareagujecie w sposób
spokojny nawet jeśli zrobi coś nie tak. Niezmiernie ważne jest, aby dziecko miało świadomość,
że może zwrócić się do rodziców w każdej sprawie, która jest dla niego ważna, a nie potrafi sobie
nią sama poradzić.

7.     Zapewniajcie bezpieczeństwo.
Zwykle sądzimy, że ochrona dotyczy jednie zapewnienia fizycznego bezpieczeństwa. Jest jednak
także mnóstwo niebezpieczeństw emocjonalnych, moralnych i duchowych. Jeśli właściwie
wypełnicie swoją rolę w tym względzie wasze dziecko będzie czuła się bezpiecznie nawet, gdy
was nie będzie w pobliżu. Powinniście przygotować i nauczyć dziecko jak postępować w
sytuacjach niebezpiecznych. Nie zawsze będziecie obecni aby udzielić dziecku pomocy, ale
możecie chronić je poprzez przekazanie wiedzy o tym co i jak ma robić w sytuacjach
niebezpiecznych. Może to być rozmowa na temat konsekwencji kłamstwa, nauka asertywności
czy też reagowania na czyjeś niewłaściwe zachowanie.


Jak widzicie dobrze jest wyodrębnić podstawowe potrzeby dziecka i skutecznie je zaspokajać. 
Powodzenia.



niedziela, 19 lutego 2017

Realny i wirtualny świat naszych dzieci...

Witam wszystkich. 
Dziś trochę o telewizji oraz uzależnieniu od mediów w ogóle. A także o tym, że nasze (rodziców) relacje czyli to jak się do siebie wzajemnie odnosimy i czy się zwyczajnie po ludzku lubimy ma ogromny wpływ na to jak jesteśmy traktowani przez nasze dzieci. 

Od dawna wiadomo, że telewizja niesie ze sobą dużo pozytywów: zaspokaja naszą ciekawość, umożliwia oglądanie tego, czego nie ma w naszym najbliższym otoczeniu. Dostarcza informacji. Większość z nas jako dzieci uwielbiała oglądać telewizję. Pamiętam swoje negocjacje z rodzicami, gdy chciałam zobaczyć jakiś program czy film. Wówczas sprawa była o tyle prostsza, że kanały były dwa a oferta skierowana do dzieci i młodzieży była dość uboga. 

Teraz dzieci częściej popadają w nałóg oglądactwa. Nie istotne co się dzieje na ekranie. Ważne by telewizor był włączony. Bez przerwy. Szybko staje się głównym obiektem zainteresowania.
Rodzice początkowo nie dostrzegają zagrożeń. I mogą doprowadzić do dramatu. Dzieci uzależniają się od mediów elektronicznych : TV i komputera. Żyją jak w Matrixie a bez wirtualnego świata nie umieją i nie chcą spędzać dnia. 

Coraz młodsze dzieci. Awantury, histerie i przemoc mogą stać się codziennością. Niełatwo jest wyjść ze spirali uzależnienia. Podstawowym elementem, od którego trzeba zacząć, jest odbudowanie więzi uczuciowej między dzieckiem a rodzicami. Praca bywa ciężka ale małymi krokami pozwala dziecku odzyskać radość z przytulania się do mamy i taty. Ze wspólnej zabawy. Trzeba wprowadzić  dziecko w realny świat.. ciekawy, pełen ciepła, fascynujący i bezpieczny. 

Dla porządku drodzy rodzice poniżej podaję Wam kilka zasad, których powinniście przestrzegać, by uniknąć kłopotów.
Warto uświadomić sobie jakie zagrożenia może nieść ze sobą niekontrolowane korzystanie z TV przez dzieci. Ideałem byłoby wspólne, rodzinne oglądanie, potem rozmowa. Np. po ulubionej dobranocce czy filmie przyrodniczym by pomóc dziecku zrozumieć sens programu.
Jest też kilka zasad, którymi (obok zdrowego rozsądku) należy się kierować:
1.  Nie oglądajcie telewizji podczas posiłków. Ten czas warto wykorzystać na rozmowę i omówienie rodzinnych spraw.
2.  TV nie może być włączony  „24 godziny na dobę”.
3.  Poniżej trzech lat telewizja nie jest dziecku do niczego potrzebna, 3-4-latkowi wolno spędzić przed ekranem ok. 15-30 minut dziennie. Przedszkolak może oglądać dwa razy po 20 minut. Koniecznie zwróćcie uwagę na porę programu. Dzieci muszą zapamiętać, że nie mogą oglądać TV po godz. 19:30.
4.  Oglądanie TV nie powinno ograniczać innych rodzajów aktywności dziecka.
5.  Bezwzględnie trzeba zadbać o warunki do dobrego odbioru programu (zapalone światło, odpowiednia odległość i wysokość odbiornika).
6. Dzieci muszą widzieć, że rodzice sami panują nad telewizją w swoim własnym życiu, że korzystają z niej w sposób właściwy, dojrzały, czyli: regulują czas na oglądanie, wybierają programy, nie traktują TV jako jedynego sposobu spędzania wolnego czasu.

Telewizja proponuje dzieciom wiele kanałów z programami, filmami, kreskówkami. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystko, co animowane i kolorowe, nadaje się do oglądania. 

Zalew beznadziejnych w swej głupocie, filmików jest niestety niepowstrzymany. Dzieci czerpią wzorce z zachowania postaci z kreskówek i wówczas możemy usłyszeć np., że "wyprują nam flaki" czy też "spuszczą łomot". Trzeba wybierać takie programy, które nie zawierają scen przemocy i uczą pozytywnego spojrzenia na świat. Uprzedzam z góry, że nie jest to wbrew pozorom takie proste.
Przestrzegam rodziców. Oby nie było za późno…

A teraz troszkę z innej beczki. Jakiś czas temu rozmawiałam z pewną miłą dziennikarką i ona, by nie powtarzać stereotypowych pytań spytała...

A co Panią wzrusza?
Mój mąż, który mnie rozczula swoją delikatnością i dbaniem o najdrobniejsze szczegóły, o których nie myślę. Wzruszam się na filmach o miłości. Ostatnio tak się popłakałam na filmie o Edith Piaf - "Niczego nie żałuję".
Wzrusza mnie „Mazurek Dąbrowskiego”. Jak słyszę hymn w telewizji, to zaraz mnie bierze. I kiedy oglądam mecz międzypaństwowy, a nie usłyszę hymnu polskiego, to mecz się dla mnie nie liczy.
Zdjęcia mojej Mamy i moich synów z dzieciństwa.
To mnie zdecydowanie wzrusza.

A co Was wzrusza?
Pozdrawiam Dorota Superniania Zawadzka