poniedziałek, 13 marca 2017

Bliskie spotkanie z kulturą

Centrum Warszawy, sklep wielkopowierzchniowy, dość nowy, czysto. Poukładane towary. Przede mną dwójka młodych ludzi z mniej więcej trzylatkiem siedzącym w koszu zakupowym.

Kosz czubaty, wrzucone weń wszystko, na chybił trafił… góra dobra wszelakiego.
Państwo spokojnie robią zakupy i pewnie nie zwróciłabym na nich uwagi, gdyby nie to, że spostrzegłam jak dość szczegółowo próbowali winogron. Wszyscy. Sama tego nigdy nie robię i uważam, że to nie jest metoda, bo gdyby każdy tak „próbował”, to pewnie nic by na gałązce nie zostało, ale często widzę, że tak się dzieje.
Gdyby wzięli jedno, to pewnie umknęło by to mojej uwadze, ale cała trojka skubała dość intensywnie. Sprawdzali i testowali z różnych torebek, w wierzchu i spod spodu. W końcu chyba doszli do wniosku, że winogrona nie są zbyt smaczne, bo nie zdecydowali się na zakup.

Zniknęli mi z oczu i sama skupiona na własnej liście zakupów, zapomniałam na chwilkę o całej sprawie. Ale oto spotkaliśmy się ponownie, tym razem przy cukierkach na wagę. Uznali je ewidentnie za „niepewne”, bo też próbowali. Kontrola tym razem ograniczyła się do sztuki podzielonej przez rodziców między siebie oraz szczodrego gestu w stronę synka, któremu wręczyli kolejne dwa. Tu także oferta sklepu nie przypadła do gustu testerom i znów nie dokonali zakupów. Może za mało słodkie, za twarde albo za drogo...
Chcąc nie chcąc zaczęłam się przyglądać. Nie lubię cwaniactwa, szczególnie, gdy uczy się tego dziecko.

Zerknęłam więc uważniej na młodych ludzi, na wrzucane do kosza zakupy lądujące w koszu, gniotąc i tłamsząc się nawzajem, niczym w koszu na śmieci, ale rozumiem, że każdy ma swoją zakupową strategię. Mnie nic do tego.

Kolejny przystanek dział chemiczny a tam - perfumy. Odrobina luksusu na szyję, co nieco innego zapachu elegancji na ręce. Wytwornie spryskiwali się mama i tata. Dziecko, które poczuło się pominięte, głośno zaznaczyło, że jemu także się należy i także zostało mocno popsikane intensywnym zapachem.  Chmura pomieszanych zapachów oddaliła się w głąb alejki.

Zmierzaliśmy niemal zgodnie w stronę kas, gdy pachnący WSZYSTKIM, młody człowiek niemal staranował starszego pana z wózkiem. Koniecznie chciał być pierwszy przy kasie, bo oto zabrzmiał komunikat, że za chwilę otwiera się kasa nr 6.

Poszłam w innym kierunku, ale niestety znalazłam się na kursie kolizyjnym – jak się za chwilę okazało -  i oberwałam rozpędzonym wózkiem wyładowanym zakupami naszej, znajomej już trójki.

Ewidentnie opuścił mnie instynkt samozachowawczy, bo odezwałam się spokojnie, sugerując, że „Mógłby pan powiedzieć przepraszam”. Gdybym usłyszała prośbę, odsunęłabym się, tym bardziej, że jechał z tylu. Nasz bohaterski ojciec rodziny zaszczycając mnie uroczym spojrzeniem i przepychając się dalej, z uśmiechem na ustach odpowiedział dość głośno - „Nie mógłbym k…wa”.


I odpłynął, z godnością obejmując małżonkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz