czwartek, 4 maja 2017

Wyjść z domu. Z dzieckiem.

Długi weekend, krótki weekend, wolny dzień w środku tygodnia, niedziela po pracującej sobocie, albo zwykła wolna sobota…
W domu tłoczno, kolejka do łazienki, dzieci wyrywają sobie pilota od tv. Mama nerwowo zabiera się za sprzątanie, czeka zaległe prania i trzeba zrobić zakupy. Tata usiłuje stać się niewidzialny. Koniecznie trzeba ze wszystkim zdążyć. Byle do poniedziałku! Norma polska.

Niby wiemy, że powinno się spędzić taki „darowany” dzień wspólnie, na czymś atrakcyjnym dla wszystkich. Niby wiemy, że „inwestycja” w rodzinę, w dobre relacje jest bezcenna, że trzeba dbać o rozwój poznawczy dziecka, edukować, pokazywać, stymulować.
Wiemy i co? Nic. Jak co tydzień w dużych miastach większość wędruje rodzinnie do galerii. Swoją drogą ciekawe dlaczego - a tego jestem pewna - zapewne nikt z was nie pomyślał, że chodzi o galerię sztuki.  
Wyprawiamy się więc do supermarketów, a w mniejszych ośrodkach wtapiamy w skóropodobny „wypoczynek” siadając przed TV.
Jakoś nie zauważam w naszym kraju tradycji odwiedzania miejsc wartych odwiedzania. Brak nam zamiłowania do wspólnego uprawiania sportu. W ogóle niewiele rzeczy umiemy robić razem. Topnieje liczba rodzinnych czy nawet regionalnych imprez i z wolna „relaks” ogranicza się jedynie do zakrapianych „posiadów” przy zastawionych „czym dyskont bogaty” stołach. Wszechobecne grille są prawie tak charakterystyczne jak „skarpetki do sandałów”.

Nie ukrywam, że nie o taką rodzinną integrację mi chodzi. Spróbujmy więc zastanowić się nad tym co robić w wolne dni? Co zaproponować dzieciom, które „z braku laku” wybiorą komputerowy kit?
Zawsze jest dobry czas na zmiany, może więc warto je wprowadzić właśnie od teraz? Nie chcę brzmieć jak Ciocia Dobra Rada, ale kilku, z pozoru oczywistych pomysłów nie jestem w stanie uniknąć.
Skoro macie w domu komputer i dzieci, które przed nim przesiadują „całymi dniami” to może warto wykorzystać ten potencjał, by razem zrobić zakupy w sklepie, ale internetowym. Pranie właściwie zrobi się samo, a rozwiesić je można po powrocie do domu. Sprzątanie to sprawa rodzinna i dobrze razem ustalać z tygodnia na tydzień, kto za co odpowiada – dobry plan to dobre wykonanie.
Gdy już wszystko będzie gotowe można zając się sobą i… prysnąć z domu. Tylko dokąd?
Jedną z ulubionych aktywności jest „tradycyjny spacer”. Ten nudny chód „donikąd”, czyli wokół osiedlowej sadzawki, czy po parkowych alejkach jest zwykle katorgą dla najmłodszych. Spacer, jak każda wędrówka powinien mieć cel, do którego ma nas zaprowadzić, wtedy ma sens. Pójście w nieznane nie wiadomo po co, jest bardzo mało atrakcyjne, szczególnie dla dzieci i – uwaga! - wielu mężczyzn. Oni również lubią mieć cel. A więc ustalmy dokąd spacerujemy. Umówmy się, że celem jest na przykład plac zabaw. To jedno z ulubionych miejsc dzieci. Jesienią i zimą bywa często wyludniony, ale i tak dostarcza dużo rozrywki. Ważne, by bawić się wspólnie. Może krócej, ale razem. Zamiast marznąć na ławce ruszcie się i zaproponujcie dziecku zabawę, którą pamiętacie z dzieciństwa.
Kiedy leje lub jest za zimno można wybrać się na plac zabaw pod dachem.
Kolejnym wypróbowanym, aczkolwiek nieco bardziej wymagającym organizacji i pomyślunku jest wypad do kina lub teatru. To jest zawsze bardzo dobry pomysł. Film czy spektakl trzeba jednak mądrze wybrać. Wydarzenie, nie powinno znudzić starszego dziecka, jak i nie przestraszyć młodszego. Potem można wybrać się na „wyjściowy obiad” - ten jeden raz bez „najlepszego i najzdrowszego obiadu domowego” na pewno nikomu nie zaszkodzi. Watro też pogadać o tym, co dzieci na spektaklu widziały, co zapamiętały i zrozumiały. Dzięki temu mamy szansę poznać się lepiej. Pamiętam, gdy dawno temu planowałam z moimi synami cotygodniowe wyjścia do kina, to każdy z nas miał „swój tydzień”, by dla wszystkich wybrać film. W ten sposób synowie widzieli wszystkie komedie romantyczne – mój wybór, obejrzeliśmy wspólnie wszystkie filmy z gatunku „super Hero” – wybór jednego syna i wszystkie filmy sensacyjne i kryminalne – na które zabierał nas drugi z chłopców.
Każdy mógł zobaczyć to co sam lubi, trenował się w przekonywaniu reszty rodziny do swoich wyborów.
Jeśli czujemy się zdrowi i lubimy sporty wszelakie, to zawsze atrakcją jest wyjście na b
asen lub jakieś zajęcia rekreacyjne. Na szczęście mamy coraz więcej takich możliwości. Aquaparki wyrastają w miastach jak grzyby po deszczu. Tam każdy znajdzie coś dla siebie, bo niekiedy przy basenie jest ośrodek odnowy biologicznej popularnie zwany Spa, a to już brzmi zachęcająco. Można też (jeśli się lubi) urządzić wycieczkę rowerową (pamiętamy o celu), pograć w tenisa, cymbergaja czy ping-ponga. A może kręgle czy ścianka wspinaczkowa? Możliwości jest wiele. Naprawdę wystarczy tylko chcieć. I poszukać.
Jeśli już szukamy, to czasem oko zahacza o miejscowe muzeum czy atrakcyjne miejsce w okolicy. Zaraz pewnie usłyszę, że muzea są nudne. Może faktycznie niektóre z nich słabo eksponują swoje zbiory, ale jeśli sami dobrze się przygotujemy do zwiedzania, problem znika.  Czy przed taką wizytą czytacie o ekspozycji choćby w Internecie i wykorzystujecie szansę, by zaimponować dziecku wiedzą? Może warto? Wybranie się całą rodziną do jakiegoś okolicznego atrakcyjnego miejsca może być naprawdę fajną przygodą. Wiem jednak, że wielu rodziców nie ma nawet pojęcia o tym, co w promieniu 50-100 km jest do obejrzenia.
Czasem oczywiście nie da się wyjść z domu. Dziecko lub dorosły zaziębione lub chore albo pogoda za oknem niesprzyjająca. Wtedy naprawdę zaczynają się schody. Gdy już, po raz nie wiadomo który, zagraliśmy we wszystkie gry, przejrzeliśmy lub przeczytaliśmy książeczki i malowanki szukamy ratunku w szklanym okienku. Nie polecam sadzania dziecka przed ekranem TV z pilotem. Jeśli chcecie, by dziecko sensownie korzystało z telewizji to usiądźcie obok niego. Rozmawiajcie o tym, co się dzieje na ekranie, a później wykorzystajcie obejrzany program według swojego pomysłu. Komputer też nie musi dzielić rodziny. W Internecie są ciekawe serwisy zawierające gry, zabawy i łamigłówki dla dzieci w każdym wieku. Z komputerem na pewno nie zabraknie rozrywki. Pamiętajcie tylko, żeby nie przesadzić – dziecko w wieku przedszkolnym nie powinno spędzać przed ekranem więcej niż 30 minut dziennie. I nie powinno być przy tym samo.
Ważne jeszcze i zapomnieć o tym nie można, że nie dobrze jest planować wolny rodzinny czas o poranku. Warto zrobić to wcześniej. Fajnie jest usiąść przy rodzinnym stole i wspólnie coś ustalić.  Najpierw niech każdy, KAŻDY członek rodziny, jeśli tylko umie, powie co chciałby robić w weekend. Ustalmy co jest obowiązkowe do wspólnego zrobienia i ile czasu mamy na relaks. Potem  koniecznie trzeba tak rozplanować wolny czas, by każdy dostał coś dla siebie, ale wspólnie. Czyli jeśli mama chce spędzić czas na „nic nierobieniu”, tata chce iść na rower, dziecko na basen, a kolejne na plac zabaw, to trzeba to logicznie zaplanować. Dla każdego coś fajnego. Każdy dla każdego. Z przyjemnością.

Proste prawda? Każdy to wie, prawda? To czemu tego nie robimy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz